Ten Pakistańczyk podobno stanowi zagrożenie, ale nikt go z Polski nie wydala. Urzędniczy absurd

Nie dostał zgody na pobyt w Polsce, bo podobno jest niebezpieczny. Tyle że od roku, kiedy złożył odwołanie od odmownej decyzji wojewody, mieszka w Polsce i nikt go z kraju nie wydalił. Gdyby naprawdę był niebezpieczny, nikt by z tym nie czekał - twierdzą prawnicy.

Usman, 37-letni Pakistańczyk, mieszka w Polsce od kilku lat. Wcześniej przez kilkanaście lat przebywał i pracował w innych krajach Europy. Ostatecznie w Polsce poznał swoją żonę i zdecydował się zamieszkać tu na stałe.

Standardem jest, że Straż Graniczna sprawdza, czy takie związki nie są fikcyjnymi małżeństwami. W tym przypadku pogranicznicy nie mieli wątpliwości, że nie ma takiego zagrożenia. Redakcja miała wgląd do stwierdzających to dokumentów.

– Poznaliśmy się w Warszawie, pojechałam tam do pracy. To było w lipcu 2013
roku. Wcześniej rozmawialiśmy też przez internet. Zamieszkaliśmy razem i wzięliśmy ślub – opowiada pani Olga, żona Pakistańczyka.

Niebezpieczny: bo tak


Gdy przed rokiem Usman złożył wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy (wcześniej
miał kartę pobytu), dostał od wojewody lubelskiego decyzję odmowną. Podobno ze względów bezpieczeństwa. Podobno, bo ani on sam ani jego pełnomocnik Jacek Białas z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nie mają wglądu do dokumentów, które są objęte klauzulą "Tajne".

– Cudzoziemiec nie ma dostępu do akt sprawy, czyli nie wie, na podstawie jakich dowodów, jakich okoliczności uznano, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa. W związku z tym nie ma prawa do obrony, nie może przedstawiać żadnych kontrargumentów – mówi Jacek Białas.


Prawnik zwraca uwagę, że sprawa jest dość dziwna, bo – gdyby było zagrożenie
– Polska powinna cudzoziemca wydalić:

Przy realnym zagrożeniu prawdopodobnie ta decyzja byłaby wydana bardzo szybko. Natomiast tutaj cały czas urzędowe tryby mielą bardzo powoli. Pytanie brzmi: nad czym oni się tam zastanawiają.


Zdziwiony jest też cudzoziemiec i jego rodzina. – To dla nas śmieszna sytuacja, bo jeśli ktoś jest zagrożeniem dla państwa, to przyjeżdża policja, aresztuje i "do widzenia panu". Mąż mieszkał w Europie czternaście lat i nie był zagrożeniem, a nagle w Polsce jest? – pyta żona. Dodaje, że była niemal wszędzie, ale nikt nie chce jej pomóc. – Wszędzie słyszę, że nic mi nie powiedzą i tyle.


Pani Olga nie kryje, że przez internet ma stały kontakt z żonami innych
cudzoziemców – na specjalnej grupie. – Piszą, że jest bardzo dużo negatywnych
decyzji, podobnych do naszej. I jest dużo odwołań od tych decyzji i podobnych problemów – mówi pani Olga. Zastanawia się nad wyjazdem z Polski. – Jakakolwiek byłaby teraz decyzja urzędu, jestem przekonana, że co roku będziemy nękani i będzie to samo, co teraz jest – mówi.

Jak tłumaczy się Urząd do Spraw Cudzoziemców?

Część materiału dowodowego sprawy stanowią dokumenty zawierające informacje niejawne, którym nadano klauzulę: „tajne”. Na gruncie obowiązującego w Polsce porządku prawnego nie ma możliwości udostępnienia stronie dokumentów zawierających informacje niejawne, którym została nadanaklauzula TAJNE

– napisał nam rzecznik urzędu Jakub Dudziak.


Na nasze pytanie dotyczące tego, dlaczego cudzoziemiec, jeśli jest
niebezpieczny nie został wydalony, rzecznik odpowiedział, że decyzję o
zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu wydaje Straż Graniczna. Tyle że ani
prawnik, ani rodzina nie mają żadnych informacji czy sygnałów o tym, by Straż
Graniczna w ogóle takie postępowanie prowadziła.

Próbowaliśmy dowiedzieć się też, dlaczego postępowanie trwa tak długo. „Sprawy dotyczące kwestii bezpieczeństwa państwa są szczególnie trudne i skomplikowane. Ponadto, na długość postępowań wpływa masowy wzrost liczby odwołań kierowanych do Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Decyzja w tej sprawie zostanie wydana najszybciej jak to możliwe, najprawdopodobniej w pierwszej połowie grudnia – napisał nam Jakub Dudziak. Dodał, że decyzja Urzędu będzie wydana "najszybciej jak to możliwe, najprawdopodobniej w pierwszej połowie grudnia". 


Jednak sprawa może mieć drugie dno. Nasi rozmówcy twierdzą, że prawdopodobną przyczyną odmowy może być to, że kilka lat temu Pakistańczyk współpracował przy tworzeniu reportażu o nieciekawych warunkach panujących w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białymstoku, w którym przebywał.

DOSTĘP PREMIUM