"Potrafię zrozumieć, dlaczego zabójca zabija. Nie rozumiem, czemu ludzie odwracają oczy" - Kopińska w TOK FM

Jej reportaż "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie" był najlepiej czytanym tekstem na Wyborcza.pl od dziesięciu lat. Justyna Kopińska tropi zło i najczęściej jego źródło znajduje w osobach dzierżących władzę i cieszących się zaufaniem publicznym.

- Możesz spać spokojnie po tych wszystkich historiach, całym ogromie okropieństw, które na siebie przyjmujesz jako reporterka? - pytał w swojej audycji w TOK FM Mikołaj Lizut reporterkę Justynę Kopińską.

- Wiele osób mnie o to pyta. Zdarzyło się, że mi grożono. Kiedyś pedofil wyłączył mój dyktafon i zastrzegł, że jeśli coś opublikuję, to nie przeżyję. To jest trudne, ale to taki sam zawód, jak policjant, prokurator czy sędzia. Mnie pytają o radzenie sobie z ciężarem, a innych nie. Mam poczucie, że zaryzykuję własnym życiem, żeby reportaż coś zmienił - tłumaczyła reporterka. Jednak czy zmienia?

Kopińska przyznała, że zupełnie nie spodziewała się, że reportaż o siostrze Bernadetcie, która prowadziła ośrodek wychowawczy w Zabrzu i pozwalała na przemoc wobec podopiecznych, odbije się tak szerokim echem.

- Zależy mi na tym, by ludzie nie odwracali oczu. U Bernadetty przemoc trwała 30 lat, u psychiatry Anny M - dwa lata. Chciałabym, żeby ślady bicia na ciele dzieci, czy osób starszych zwracały czyjąś uwagę. Potrafię zrozumieć, dlaczego zabójca zabija i pedofil gwałci, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego sędziowie wydają tak niskie wyroki, dlaczego ludzie nie reagują - mówiła Kopińska.

Instytucje totalne

Mikołaj Lizut zauważył, że większość przypadków opisanych przez Kopińską wiąże się z osobami zajmującymi wysoką pozycję społeczną.

- Czy te potworności, do których dochodziło, wynikały z braku serca? - pytał prowadzący.

- Staram się pokazywać różnice między motywacjami np. Bernadettą i Franciszką. Prokurator mówiła, że Franciszka miała wyrzuty sumienia. Popłakała się, gdy opowiadano jej o upokorzeniu tych dzieci. Do niej wcześniej nie docierało, jakie zło wyrządza. To pokazuje siłę autorytetu Bernadetty. Tak działa władza. Kitel lekarski czy habit sprawiają, że ktoś jest ponad nami wszystkimi - opowiadała.

 - Potworności wynikają z hierarchicznej struktury?

- Socjolog Erving Goffman pisał o instytucjach totalnych. Tam wszystko zostaje w środku, bo każdy ma na każdego haka. Dlatego tak trudno dostrzec to zło. U boromeuszek nie było seksuologa ani psychologa. A kiedy psycholog się pojawił, to w biurze Bernadetty zapytał ją, czy wszystko jest ok, i tyle. Kiedy dzieci skarżyły się nauczycielkom, że siostry je biją, to nauczycielki dzwoniły do sióstr i pytały, czy to prawda. Zaklęty krąg. Ale wystarczy jedno dziecko, jedna nauczycielka, żeby ujawnić te potworności, stwierdzić, że król jest nagi - tłumaczyła.

Autorka dodała, że obowiązuje zasada, że nie kontrolujemy ludzi budzących zaufanie. Jesteśmy zauroczeni aurą ludzi uznanych za inteligentnych. Autorka przywołała historię czterokrotnego mordercy, który po wyjściu z więzienia i brutalnie zgwałcił kobietę. Przestępca jednak wyjątkowo zjednywał sobie ludzi. - Wiesz co mi powiedział sędzia prowadzący tę sprawę? Że tak naprawdę, to nie był gwałt, bo sprawca założył prezerwatywę - mówiła Kopińska.

 - I to powiedział sędzia?! - dziwił się Lizut.

W marcu wychodzi kolejny zbiór reportaży Justyny Kopińskiej.

- Czy to będzie kolejne studium potworności - pytał prowadzący.

 - Zło to jest to, na czym się znam - skwitowała pisarka.

DOSTĘP PREMIUM