Jest gorzej niż myśleliśmy. Rozwarstwienie ekonomiczne jest większe niż szacowano

Paweł Bukowski z London School of Economics oraz Filip Novokmet z Paris School of Economics opublikowali przełomowy raport o nierównościach ekonomicznych w Polsce.

- Nierówności dochodowe w Polsce są niedoszacowane. Poprzednie badania opierały się na sondażach na próbie losowej. Ankieterom nie udawało się dotrzeć do najbogatszych. Zamożni ludzie wypełniając ankiety zaniżają swoje dochody - tłumaczył w audycji Agnieszki Lichnerowicz w TOK FM Paweł Bukowski.

Jak mówi, jego badania są dokładniejsze, bo zostały uzupełnione o informacje z deklaracji podatkowych. Z raportu "Nierówności w Polsce" wynika, że od 1989 do 2015 roku udział najbogatszego 1% w dochodach wzrósł dwukrotnie. Czerpią oni dochód głównie z kapitału (przedsiębiorstwa, działalność prywatna).

Według ekspertów, przyczyną takiego stanu rzeczy jest globalizacja. Konkurencja z Chinami wyparła wiele pracochłonnych przemysłów w Polsce. Innymi słowy, po 89 roku (transformacja ustrojowa umożliwiła pojawienie się dochodu z kapitału) nastąpiło przesunięcie od pracy do kapitału. Najbogatsi czerpią dochody z przedsiębiorstw, a nie z pracy.

Czytaj też: Przeprowadził badania na wyborcach PiS i wyróżnił trzy typy osobowości

Z raportu wynika też, że największe nierówności ekonomiczne występują w momencie wzrostu gospodarczego. Taki mogliśmy zaobserwować np. po 2004 roku, po wejścia Polski do Unii Europejskiej. Rozwarstwienie osiągnęło swój szczyt w 2008 i od tamtego czasu utrzymuje się na równym poziomie.

Mniejszy kawałek większego ciasta

Na wzroście gospodarczym najbardziej korzystają więc najbogatsi. - "Ciasto" jest coraz większe, ale klasa średnia ma z niego coraz mniej - opisuje Paweł Bukowski.
W świetle nowych badań widać, że pod względem nierówności ekonomicznych, Polska jest w europejskiej czołówce. Dlaczego więc tak mało się o tym mówi?

- Wynika to z tego, że w ostatnich 20 latach Polakom rosły zarobki. Z kolei w Wielkiej Brytanii, w której o nierównościach ekonomicznych dyskutuje się dużo, dochody spadają i ludzie szukają przyczyny. W Europie jeszcze tylko Grecja jest w takiej sytuacji - wyjaśnia Bukowski.

DOSTĘP PREMIUM