Rząd bagatelizuje decyzję Komisji Europejskiej. Ale oni obalają argumenty PiS punkt po punkcie

Art. 7 nie ma konsekwencji, a poza tym to i tak wina PO? Goście audycji Dominiki Wielowieyskiej odnieśli się do tez stawianych przez PiS.

Prowadząca audycję Wybory w TOKu Dominika Wielowieyska przytaczała wypowiedzi polityków PiS oraz prawicowych publicystów na temat wszczęcia przez Komisję Europejską postępowania z artykułu 7. Dominuje wśród nich pogląd, że ta decyzja nie będzie miała żadnych faktycznych konsekwencji dla naszego kraju.

- Wygląda na to, że doprowadzenie do takich sankcji byłoby trudne ze względu na skomplikowaną procedurę oraz konieczność uzyskiwania większości w różnych instytucjach unijnych, ale to nie obniża rangi sprawy - mówił Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych. Tłumaczył, że postępowanie wobec Polski ustawia ją w “politycznym przedsionku”. To sytuacja, w której będzie nam bardzo trudno działać politycznie na arenie UE, np. przy zawieraniu koalicji przy negocjacjach budżetowych oraz innych sprawach.

Jak zwykle, wina Tuska

Zgodnie z inną teorią, powtarzaną przez zwolenników PiS, odpowiedzialność za “opcję atomową” ponosi opozycja, bo za dużo "skarżyła się" na Polskę za granicą i popsuła w ten sposób jej wizerunek.

Czytaj też: Przeanalizowaliśmy z ekspertami od mimiki i gestów orędzie Dudy. "Szukał oparcia"


Zdaniem Ireny Wóycickiej, byłej sekretarz w Kancelarii Prezydenta, błędem opozycji było raczej pozwolenie na wciągnie się PiSowi w “szantaż zdrady” interesów Polski poprzez brak zajęcia jasnego, wspólnego stanowiska ws. decyzji Komisji Europejskiej. - Opozycja powinna stanowczym głosem powiedzieć, że to Komisja Europejska broni żywotnych interesów Polski, czyli przynależności do cywilizacji zachodniej, grupy krajów przestrzegających praworządności, demokracji i wolności obywatelskich. Jest teraz czas, żeby przestawić zwrotnicę, dotychczasowa taktyka opozycji sprawia, że ten szantaż zaczyna być przekonujący. Tymczasem, jest on fałszywy. To nie z powodu europosłów PO została uruchomiona ta procedura, ale za sprawą polskiego rządu i Sejmu, który przyjął takie, a nie inne prawa i ustawy, które przeniosły Polskę w świat krajów niekonstytucyjnych - argumentowała Wóycika.

W ocenie Pawła Zalewskiego, byłego europosła PO, PiS celowo odwraca uwagę od istoty problemu poprzez zwracanie uwagi na działania opozycji. - Istota problemu jest taka, że art. 7 jest wyłącznie symbolem. On może co prawda doprowadzić do tego, że Polska nie będzie miała głosu w Radzie Europejskiej. Rzeczywistość jest jednak następująca - PiS wycofało się z prowadzenia polityki europejskiej już dawno. Nie walczy o żadne polskie interesy w UE. Odebranie nam głosu nie ma żadnego znaczenia, bo polski rząd odebrał go sobie sam - mówił.

Przekonywał też, że PiS odwraca uwagę od “systemu totalnej władzy”, który buduje. - Jeszcze nie władzy totalitarnej. Totalna władza polega na tym, że nie jest w żaden sposób kontrolowana. Dzisiaj PiS opanował wszystkie władze i zaraz zabierze się za resztki czwartej. Władza taka jest szalenie niebezpieczna dla obywatela, bo jeżeli władza go skrzywdzi, ten nie ma się do kogo odwołać - przekonywał.

Wartości kontra interesy


Prowadząca audycję przedstawiła kolejną teorię forsowaną przez polityków partii rządzącej - W UE nie dominują wartości, ale interesy. Polska jest karana przez UE, bo narusza jej interesy nie zgadzając się np. na przyjmowanie uchodźców albo na zakup Caracali.

- Z punktu widzenia interesów Polski, trzeba było robić wszystko, żeby nie dopuścić do uruchomienia tej procedury - odparł Paweł Kowal. Tłumaczył, że decyzja KE będzie miała dla nas miała niewidoczne, nieuchwytne konsekwencje. - Ona będzie wpływała na decyzje różnych polityków, urzędników. Osłabianie naszego głosu w Unii nie leży w interesie Polski - podsumował.

Paweł Zalewski przypomniał przykład, kiedy UE postawiła wartości ponad interesem.
- W 2007 PiS doprowadziło do przekonania Niemiec, aby uczynić kwestię blokady dostawy polskiego mięsa do Rosji kwestią europejską. Niemcy, mimo dobrych stosunków z Rosją, przyjęły ten argument. Niemcy wtedy uznały, że Polska jest ważnym krajem i trzeba to zrobić - mówił. - Ale UE to przede wszystkim nie wartości, ale twarde interesy. I UE służy temu, aby konflikty między 28 państwami były rozstrzygane w taki sposób, aby nie dochodziło do wojny, ale był kompromis, który wszystkim stronom daje uzysk. UE to najlepszy na świecie arbitraż interesów - przekonywał.

Całej audycji wysłuchasz tutaj:

DOSTĘP PREMIUM