Niby "koniec komunizmu", a taka cenzura? Pismo do dziennikarki wprawia w osłupienie

Dziennikarka pisząca dla Onetu, Edyta Żemła opublikowała dzisiaj na Twitterze pismo, które otrzymała z Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Z jego treści wynika, że dziennikarze: Edyta Żemła, Paweł Ławiński i Marcin Wyrwał, mają przestać zajmować się aferą mobbingową w tej instytucji... dopóki sama instytucja sobie z nią nie poradzi.

Troje dziennikarzy Onetu opublikowało cykl reportaży dotyczących przemocy seksualnej i mobbingu w szeregach Żandarmerii Wojskowej. W wyniku powyższych publikacji płk Sebastian Kalisz, komendant oddziału żandarmerii w Krakowie, oddał się do dyspozycji ministra obrony Antoniego Macierewicza i został przesunięty do rezerwy kadrowej.

Dziennikarze opisali historie dwóch kobiet, które miały być molestowane przez swoich przełożonych. Mimo że kobiety próbowały dochodzić swoich praw samodzielnie, to dopiero interwencja mediów zapoczątkowała jakiekolwiek ruchy w celu ukarania sprawców. Po opublikowaniu cyklu materiałów MON wydał oświadczenie: "Informuję, że postępowanie wyjaśniające dotyczące sytuacji żołnierzy-kobiet służących w Żandarmerii Wojskowej trwa".

Proszę się już tą sprawą nie interesować

Dziś okazuje się jednak, że dociekliwość dziennikarzy, którzy ujawnili sprawę jest bardziej wadą niż cnotą. Współautorka materiałów o żandarmerii otrzymała pismo, w którym prosi się ją o zaprzestanie dalszych publikacji na temat nieprawidłowości w Żandarmerii Wojskowej, dopóki sprawy te nie zostaną wyjaśnione przez powołane do tego przez państwo organy.

Co zaskakujące, w piśmie znajduje się następujący fragment:

Powyższe żądanie podyktowane jest zamieszczaniem w omawianych publikacjach nieprawdziwych treści na temat rzekomych nieprawidłowości w żandarmerii Wojskowej, co może prowadzić do pomówienia Żandarmerii Wojskowej jako instytucji oraz osób pełniących w niej służbę lub w niej zatrudnionych Oświadczam, że żadne z dotychczas prowadzonych czynności kontrolnych nie wykazały opisywanych nieprawidłowości, a ciągle powtarzające się publikacje na te same tematy, wzbogacane o niewielkie wzmianki aktualizujące, noszą znamiona uporczywego pomawiania.

Jest to o tyle zastanawiające, że w wyniku publikacji Onetu w żandarmerii nastąpiły ruchy kadrowe. Inna sprawa, że jeśli materiał prasowy wprowadza w błąd, tudzież pomawia człowieka lub instytucję, pomówiony ma w zanadrzu inne narzędzia prawne niż pisma z prośbą o zaprzestanie publikacji.

Zadaniem prasy jest także kontrola, a sugerowanie, że instytucja z problemem poradzi sobie sama, publikacje natomiast niszczą jej dobre imię jest naprawdę zaskakujące.

Osoby komentujące powyższą sytuację odnoszą się do niedawnych słów Mariusza Błaszczaka, że w Polsce skończył się komunizm.

"Nie muszę niczego udowadniać Ryszardowi Petru"

DOSTĘP PREMIUM