Panasewicz chciałby, żeby w Polsce było przyzwoiciej. I denerwuje go, gdy artysta nie ma poglądów

Lady Pank promuje właśnie nową płytę - kontynuację kultowego Zimowego Graffiti. Wokalista zespołu, Janusz Panasewicz, był gościem w Przedpołudniu Radia TOK FM.

Wydane niedawno "Zimowe graffiti 2" to kontynuacja kultowej świątecznej płyty z 1996 roku. Pochodzące z niego utwory, takie jak 'Miejsce przy stole', 'Święta święta' czy 'Gwiazdkowe dzieci'  to już dziś klasyka. 10 premierowych zimowych utworów skomponował jak zwykle duet Jan Borysewicz – Janusz Panasewicz. Za produkcję muzyczną odpowiada Wojciech Olszak, który produkował również pierwszy świąteczny album Lady Pank.

-Tamta sesja nagraniowa wyglądała dużo inaczej niż ta ostatnia. Pierwsze Zimowe Graffiti było nagrywana na Targówku na 11 piętrze, gdzie Wojtek mieszkał z rodzicami. Wokale nagrywałem u niego w toalecie. W jego obecnym, pięknym studiu w Sulejówku zażartowałem, że “dorobił się na tej naszej płycie sprzed 20 lat” - wspominał Janusz Panasewicz, który gościł w audycji Macieja Głogowskiego.

Jak mówi, pomysł na kontynuację świątecznego albumu wziął się z rozmów z fanami - często wskazywali ją jako jedną z ulubionych w dyskografii zespołu. Muzycy obawiali się, że jeżeli Świąteczne Graffiti 2 się nie uda, to pojawią się pretensje, że psują legendę wcześniejszej płyty. Postanowili jednak spróbować.

Miejsce na refleksję


Choć płyta dotyczy świąt, w tekstach piosenek znalazło się miejsce na poważne tematy. Część z nich to refleksja nad sobą i nad codziennością. - Słuchając ich można się zastanowić nad tym, jak się zmieniamy. Stosunki międzyludzkie się psują. Stajemy się dla siebie niefajni. Wylewa się chamstwo i pogarda dla drugiego człowieka. Kiedyś było biedniej, ale mieliśmy dla siebie więcej empatii i wyrozumiałości - chociaż wtedy przecież też mieliśmy różne poglądy. Teraz zrobiło się trochę smutno i kilka tekstów  na płycie to odzwierciedla - mówił Panasewicz.

Prowadzący audycję zauważył, że poruszanie takich tematów przez artystów jest ryzykowne - część publiczności o odmiennych poglądach może się od nich odwrócić.

- Jesteśmy tak samo obywatelami, tak samo płacimy podatki, tak samo korzystamy z tego, co wytwarza państwo. Chcemy, żeby to było rozsądnie dzielone. Denerwuje mnie, kiedy ktoś mówi, że nie ma poglądów, bo jest artystą. Wszyscy powinniśmy mieć poglądy, bo to nasz kraj. Jedni je biorą na sztandary, inni, tak jak ja, rozmawiają w gronie znajomych - przekonywał Panasewicz.

Pytany o to, czy myślał kiedyś o emigracji, odpowiada, że kocha swój kraj i dobrze mu się w nim żyje. Uważa, że przez ostatnie 25 lat Polska zmieniła się na lepsze. Dodaje, że często słyszy takie opinie od przyjaciół z innych państw, którzy coraz chętniej odwiedzają nasz kraj. - Chciałbym tylko, żeby było przyzwoiciej, nie żądam wiele - dodaje.

Czytaj też: BAiKA czyli Piotr Banach i Kafi o debiutanckiej płycie i trasie koncertowej z zespołem Hey

Chwalił też zmiany, którym uległ rynek koncertowy. - Sale koncertowe są coraz częściej na światowym poziomie - komfortowe, świetnie słychać i widać - opisywał. Cieszy się też, że Lady Pank cieszy się niesłabnącą popularnością - wyprzedaje koncerty i zawsze może liczyć na “full ludzi”.

Jagger dobrze radzi


Janusz Panasewicz nawiązał też do niedawnej decyzji zespołu Hey o zawieszeniu działalności. - Wypowiedź Nosowskiej była dla mnie szokująca, bałem się, że może ktoś w zespole jest chory. A oni po prostu chcą zobaczyć, jak wygląda życie bez muzyki - mówił.

Dodaje, że sam na razie nie wybiera się na emeryturę. - Nam się naprawdę fajnie gra, ładuje nas to niezwykle pozytywną energii, która pomaga w życiu codziennym - jest więcej uśmiechu, witalności. Nie wiem jak wygląda świat bez muzyki. Poza muzyką nic innego nie robię. Pewnie coś bym sobie znalazł do robienia, ale tak naprawdę wszystko kręci się wokół muzyki.  - przekonywał.

Nawiązał do niedawnych słów Micka Jaggera, który po koncercie, zwracając się do kamery, zaapelował do wszystkich muzyków, żeby grali, jeżeli tylko zdrowie im pozwala - “bo nic lepszego wam się w życiu nie przytrafi”.

A o zdrowie, jak wiadomo, należy dbać. - Trzeba higienicznie żyć. Janek biega, ja jeżdżę rowerem, pływam. Niestety palę, ale już nie piję - już nic mnie w tym nie interesuje. Jestem starszy, chciałbym jeszcze trochę rzeczy zobaczyć i mam świadomość, że jeżeli nie będę trzeźwy, to ich nie zobaczę. A koncert to ciężka harówa. Pot i łzy i emocje. Trzeba o to dbać. U nas w zespole nikt nikomu niczego nie zabrania. Po prostu doszliśmy do wniosku, że te rzeczy, z którymi byliśmy kojarzeni, są już za nami. Były fajne, ale teraz byśmy już nie dali rady - wyznał Janusz Panasewicz.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM