Projekt Ratujmy Kobiety szanuje prawo do legalnej aborcji, jest zgodny z europejskimi standardami

W poniedziałek (8.01) do Sejmu trafił projekt ustawy autorstwa komitetu "Ratujmy Kobiety 2017". Jest dużo bardziej liberalny niż obecne prawo. W audycji "Analizy" opowiadała o nim Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Obowiązująca ustawa dopuszcza dokonanie aborcji, jeżeli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki, a w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie minęło więcej niż 12 tygodni.

Projekt zakłada możliwości przerwania ciąży do 12. tygodnia. Po 12 tygodniach aborcja byłaby możliwa w przypadku zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety albo prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu.

Czytaj też: "Aborcja powoduje uszkodzenie zdrowia psychicznego kobiety". Wystawa na uniwersytecie w Lublinie


Wśród proponowanych zmian jest także rozszerzenie programu edukacji seksualnej w szkołach oraz stworzenie publicznej listy lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia i odmawiających udzielania świadczeń zdrowotnych związanych z przerywaniem ciąży. 

- To jest projekt ustawy, która szanuje prawo do legalnej i bezpiecznej aborcji, jest bardzo zgodny z europejskimi standardami i prawem międzynarodowym. Zwraca uwagę na dobro kobiety. Kobiety są podmiotem tego projektu - mówiła Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Prowadząca audycję Agata Kowalska pytała, czy taki projekt ma szanse zafunkcjonowania w negatywnie nastawionym do aborcji społeczeństwie.

Moc społecznych przekonań

Prawniczka zauważyła jednak, że zgodnie z sondażami to podejście jednak się zmienia.

Kowalska przypomniała też wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 1997 roku, który odrzucił możliwość aborcji uzasadnionej społecznymi przesłankami, np. brakiem możliwości finansowego utrzymania dziecka. Nowy projekt mówi, że kobieta powinna mieć prawo przerwania ciąży do 12 tygodnia bez względu na powód.

 - To są przekonania kilku konserwatywnie nastawionych sędziów sprzed wielu lat. Pamiętajmy o zasadzie dynamicznej wykładni prawa, dostosowanego do zmian w społeczeństwie. A przecież zmieniają się wiedza, potrzeby – argumentowała Ferenc.

Jeden ze słuchaczy napisał podczas audycji maila, w którym pytał, dlaczego projekt ustawy nie zakłada współdecydowania ojców o aborcji.

- Prawo nie jest w stanie wszystkiego regulować. Nie da się w nim zapisać ustaleń między partnerami, którzy zdecydowali się współżyć. To kobieta ponosi ciężar ciąży, to jej ciało ulega przemianom – odpowiedziała prawniczka.

Kolejny ze słuchaczy sugerował, że w myśl proponowanych ustaw aborcję będzie można traktować jak antykoncepcję, bez żadnych ograniczeń.

Gościni audycji mówiła, że dziwi ją przekonanie, zgodnie z którym kobiety miałyby traktować aborcję beztrosko. – Poza tym ograniczenia są, ciążę można usuwać do 12 tygodnia – mówiła. – Mam wrażenie, że w naszym kraju jest kult cierpiętnictwa, dobrze widziane jest znoszenie stanów, na które nie mamy ochoty. Wszystko w myśl zasady „cierp i daj cierpieć innym”.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM