Zuckerberg mówi o trosce, eksperci o cenzurze. Zobacz, co z nami zrobi nowy Facebook

Facebook zmieniał się cały czas, ale teraz zmieni się bardzo. Zapowiedziane przez Marka Zuckerberga modyfikacje to wręcz nowa odsłona najpopularniejszego portalu społecznościowego świata. Na czym polega zmiana i co oznacza ona dla nas? I czy odświeżenie algorytmu pokaże, jak bardzo ta sieć społecznościowa rządzi już naszym życiem?

Na początku roku Facebook zapowiedział zmiany w sposobie wyświetlania treści na tablicach użytkowników. Stracą na niej wydawcy i marki - widoczność ich treści może drastycznie zmaleć. Aktualizacja ma za to nadać priorytet treściom publikowanym przez naszych bliskich, bo inicjują dyskusje i pogłębiają relacje.

Decyzja wywołała duże obawy wśród marek, które istotną część swojego biznesu opierają na możliwości dotarcia do odbiorców za pośrednictwem Facebooka. Ale pojawiło się też dużo głosów poparcia dla planu Zuckerberga. Odebrano go jako próbę powrotu do do korzeni, pierwotnej funkcji portalu, czyli łączenia i zbliżania ludzi. A tych jest na Facebooku już ponad dwa miliardy.

“Na papierze” wygląda to więc dobrze, zwłaszcza, że Facebook jest ostatnio pod ostrzałem krytyki. Świat zaczął z przerażeniem odkrywać, jak gigantyczny, ale też destrukcyjny wpływ może mieć on na społeczeństwa i ich sytuację polityczną.

Portal społecznościowy zaczyna być postrzegany jako niezwykle skuteczna tuba propagandowa dla populistów. Organy śledcze USA badają sprawę potencjalnego wpływu rosyjskich operacji informacyjnych na wyniki wyborów prezydenckich w USA. Rosjanie kupili warte blisko 100 tys. dolarów reklamy na Facebooku, stanowiąc element kampanii informacyjnej w 2016 roku. BBC poinformowało, że reklamy poruszały tematy problemów rasowych,  imigracji i kwestii równościowych. Promowały treści opublikowane z kilkuset fałszywych kont.

Z kolei członkowie brytyjskiego parlamentu wyjaśniają sprawę udziału Rosjan w kampanii promującej Brexit. Tutaj narzędziem wpływu również miał być Facebook.

Więcej o tym przeczytasz tutaj: Facebook nas nie rozwija. Utwierdza tylko we własnych poglądach. Nieoczywiste skutki social mediów

Czy ogromny zwrot dokonany przez Marka Zuckerberga faktycznie wyjdzie nam na dobre? Eksperci, których o to zapytaliśmy, nie widzą sprawy w różowych barwach.

- Z perspektywy użytkownika jest to teoretycznie zmiana na lepsze. Mamy przede wszystkim widzieć więcej informacji od znajomych, bliskich lub grup zainteresowań. Myślę, że to po części odpowiedź Facebooka na zmiany zapowiadane na przykład przez Snapchata, który chce stać się aplikacją społecznościową nastawioną na relacje między znajomymi. Facebook nie może pozwolić, by dominowały treści firm czy wydawców - ocenia Artur Jabłoński, ekspert w dziedzinie e-marketingu.

- Niestety, problem tkwić będzie w samych użytkownikach. Już teraz widzimy, że wiele osób nie rozumie mechaniki działania portalu - zależności na przykład między regularnym komentowaniem czy lajkowaniem lubianych przez siebie treści, a częstotliwością, z jaką nam się wyświetlają. Spora część ludzi to po prostu „oglądacze” Facebooka. I tu przechodzimy do perspektywy wydawców. Skoro treści mają być nastawione na budowanie zaangażowania, to niekoniecznie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ sama informacja nie zawsze ma za zadanie prowokować dyskusje. O ile polityczne spory czy światopoglądowe dywagacje zawsze wywołają reakcję, o tyle codzienne, zwykłe newsy czy po prostu treści niszowych wydawców (ale też np. NGO-sów czy innych jednostek z misją) mogą się zwyczajnie nie przebić - tłumaczy.

Dodaje, że nadal będziemy widzieli treści od firm czy instytucji. Po prostu będą się wyświetlać głównie te opłacone, czyli reklamy na Facebooku. Dla firm czy wydawców to kolejne wyzwanie - umiejętne zarządzanie własną widocznością na Facebooku, sponsorowaniem postów, itd.

Prawdziwe i nieprawdziwe newsy przetrwają - gdzie indziej

Skoro będziemy jednak widzieli mniej treści o charakterze informacyjnym, to uwolnimy się też od tych o charakterze dezinformacyjnym? Czy Zuckerberg radzi sobie w ten sposób z plagą fake newsów?

- Jestem pewien, że zmiany jakie planuje Facebook być może rozwiążą
problem fake newsów na samym Facebooku, ale nie rozwiążą go globalnie. Dlaczego? Bo sytuacja przypomina trochę pacjenta, który ma gorączkę, a lekarz mu mówi: zbiję termometr i nie będzie pan miał gorączki. Głównym powodem, dla którego fake newsy zrobiły taką karierę jest największy chyba w historii brak zaufania do mediów.  Gdyby czytelnicy mieli zaufanie do wydawców, to nie uwierzyliby w informację, że "Papież Franciszek popiera Donalda Trumpa" - komentuje Stanisław M. Stanuch,  dziennikarz i analityk social mediów.

- Paradoksalnie, kolejne zmiany w algorytmie Facebooka mogą mediom wyjść na dobre, bo zmuszą do wykorzystywania FB do tego, do czego został stworzony, czyli interakcji z czytelnikiem. Prasa i inne tradycyjne media nie zobaczyły w porę albo nie chciały zobaczyć zagrożenia w wykorzystaniu cudzego kanału. Tymczasem zawsze się to kończy tym, że czytelnik przyzwyczajony do otrzymywania newsów przez Facebooka, nie klika w nie już, albo robi to coraz rzadziej - tłumaczy Stanuch.
Uważam, że cenzura zawsze kończy się tym, że prawda inna niż cenzora, gdzieś tam wypłynie. Nie na Facebooku, tylko gdzieś - podsumowuje.

Facebook ci powie, co cię interesuje

Ryzyko cenzury zauważa też Weronika J. Lewandowska, specjalistka w budowaniu wizerunku marek w mediach społecznościowych.

- Zmiany, które mają wkrótce wstrząsnąć newsfeedami są bez wątpienia ogromne i mocno wpłyną na nasz odbiór Facebooka. Trudno jest mi jednak zaufać zapewnieniom twórców serwisu, że są one w całości powodowane dbałością o komfort użytkowników - mówi.

- Facebook to zdecydowanie coś więcej niż portal społecznościowy - to niezwykle dochodowy biznes, ogromna siatka poufnych informacji i swego rodzaju alternatywna rzeczywistość, w której poruszają się wypracowane przez nas „awatary” - o ich wizerunek dbamy publikując starannie wyselekcjonowane, często koloryzowane treści oraz odpowiednio przerobione zdjęcia. Dostęp do poszczególnych części tego świata, czyli ich widoczność, od dawna jest reglamentowana przez tajemnicze algorytmy, których pełnej mechaniki użytkownicy nie poznali. Po zmianie, zdaje się, że będą one jeszcze silniej wybierać za użytkownika to, co chce widzieć i wiedzieć. Spośród zapowiadanych zmian szczególnie martwiąca jest informacja o tym, że Facebook będzie filtrował treści i „wypychał” te, które będą charakteryzowały się istotną tematyką i będą angażować do dyskusji - brzmi jakby zatroskani twórcy Facebooka chcieli nas odciąć od „śmietnika informacji” i karmić jedynie wartościowymi treściami, lecz według mnie mogą to być tylko pozory - kontynuuje.

- Powstaje jednak pytanie: według kogo są one istotne? W jaki sposób ważona będzie przydatność tych treści? Taka sytuacja z łatwością może doprowadzić do swego rodzaju cenzury i niedemokratycznego selekcjonowania tylko tych informacji, które będą korzystne dla portalu i współpracujących z nim mniej lub bardziej jawnych podmiotów - nie przesadzając może to mieć ogromny wpływ na politykę, gospodarkę i ogólne losy całego świata - ocenia Lewandowska.

Jak tłumaczą eksperci, zmiany nie będą gwałtowne. Można się spodziewać, że na przestrzeni nadciągających miesięcy Facebook, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni zacznie się stopniowo przeobrażać. A z nim, być może, nasza rzeczywistość.

Posłuchaj też podcastu na temat Facebooka:

Balon, dzięki któremu internet może być wszędzie

DOSTĘP PREMIUM