Organizacje neonazistowskie to grupy terrorystyczne, a nie "idioci w krzakach" - ostrzega ekspert

Nie milkną komentarze po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach. Zdaniem Jacka Purskiego z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego, który gościł na antenie Radia TOK FM, problem zagrożenia atakami ekstremistów jest w Polsce bagatelizowany.

Dziennikarze TVN ujawnili, że członkowie stowarzyszenia Duma i Nowoczesność świętują urodziny Hitlera i mundurach esesmanów hajlują na tle swastyk. Ich materiał wywołał burzę.

Odniósł się do niego m.in. minister Joachim Brudziński w swoim sejmowym wystąpieniu. Koncentrował się na porównywaniu polskich i niemieckich organizacji neonazistowskich. - W Polsce takie kreatury muszą chować się po lasach. W Niemczech spacerują po centrum Berlina - mówił.

Minister Brudziński przekonywał też, że nazizm nie ma nic wspólnego z wartościami prawicowymi i konserwatywnymi, a działania partii Hitlera - NSDAP - miały jego zdaniem wręcz charakter lewicowy.

- To bzdura. Poza tym - dlaczego mówimy o historii? Mówmy o neonazistach, których ten rząd i poprzednie ignorowały - mówił Jacek Purski z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.

Organizacje neonazistowskie porównał do ugrupowań terrorystycznych.

- Tego typu organizacje ocenia się jako ekstremistyczne, ekstremizm prowadzi do incydentów o charakterze terrorystycznym. Tak trzeba na to patrzeć, a nie jak na element przepychanki politycznej, jak to robi pan minister. To jest element bardzo niebezpiecznego zjawiska, który ma wpływ na nasze codziennie bezpieczeństwo - przekonywał.

- Jedyna organizacja, którą minister Brudziński wymienił z nazwy, to Antifa. Nie użył słowa “neonaziści”, nazwał ich idiotami w krzakach - zauważyła prowadząca audycję Agata Kowalska.

- To jest przykład ignorancji, która sprawia, że ugrupowania neonazistowskie czują się swobodnie w naszym kraju i mogą propagować zakazane treści - ocenił Purski.

Wcale nie trzeba wiele

Przekonywał też, że rozprawienie się  z ekstremistami nie jest przesadnie skomplikowanym zadaniem. - Wystarczy 3 ekspertów, kilku policjantów i 1 zdeterminowany prokurator - twierdzi.

- Grupy neonazistowskie są znane, szukają miejsca w przestrzeni publicznej - na stadionach, koncertach. Wystarczyłoby znaleźć te grupy, jest ich w Polsce kilkadziesiąt. Prawo pozwala na skuteczne reagowanie. Wystarczy, żeby zatrzymać takie osoby, a grupy zdelegalizować. Jest to oczywiście doraźne, ale niezbędne działanie - tłumaczył.

Jako dalsze, długofalowe działania, wskazał edukację dotyczącą radykalizacji młodzieży. Jego zdaniem, powinna ona być adresowana do dziennikarzy, policjantów, polityków i nauczycieli.

- Problem zaczyna się, kiedy pojawia się lider, chociażby w szkole, w środowisku lokalnym, który tłoczy dzieciakom do głów zbrodnicze ideologie. Chodzi o to, żeby już na tym etapie nauczyciel reagował. Stawką jest nasze bezpieczeństwo. Brunatna Księga pokazuje przecież, że w Polsce są ofiary śmiertelne neonazizmu  - mówił.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM