Są ratunkiem przed klauzulą sumienia. Z ich pomocy skorzystało już pięć tysięcy kobiet

Inicjatywa "Lekarze Kobietom" ogłosiła, że przez pół roku zgłosiło się do niej aż 5000 kobiet szukających dostępu do antykoncepcji awaryjnej. O szczegółach w audycji Analizy w Tok FM opowiedziała Natalia Jakacka.

"Lekarze Kobietom" to sieć polskich lekarzy i lekarek, którzy w razie nagłej sytuacji wystawią kobietom receptę na antykoncepcję awaryjną. Tworzą też przestrzeń do wymiany informacji na temat antykoncepcji awaryjnej i edukacji seksualnej. Od czasu jej powstania, czyli od pół roku, z pomocy skorzystało 5000 kobiet.

Pomoc jest darmowa, albo ze względu na kwestie prawne, kosztuje symboliczną kwotę 1 zł.  Lekarze pomagają w wielu miejscowościach w kraju. Aktualną mapę z lokalizacjami znajduje się na facebookowym profilu organizacji.

- Wszystkie kobiety, które się do nas zgłosiły, potrzebowały dostępu do antykoncepcji awaryjnej, która od lipca ubiegłego roku dostępna jest wyłącznie na receptę.  Mam poważne wątpliwość, czy powinna być na receptę. Zgodnie z rekomendacją Europejskiej Agencji Leków antykoncepcja awaryjna jest dostępna w prawie całej UE bez recepty - mówiła w Tok FM Natalia Jakacka z inicjatywy Lekarze Kobietom.

Czytaj też: Organizacje walczące z przemocą nie dostaną pieniędzy. Unieważniono konkurs, bo za dużo zgłoszeń

Jak mówi, kobiety starające się o receptę na antykoncepcję awaryjną, napotykają na liczne problemy. Do ginekologa trudno umówić się z dnia na dzień. Wśród pacjentek oraz samych lekarzy brakuje też świadomości, że tabletki może wypisać każdy lekarz pierwszego kontaktu. Pacjentkom odmawia się też - i to najczęstszy problem - powołując się na klauzulę sumienia.

- Pomimo, że w niej jest mowa o świadczeniu medycznym, a wystawienie recepty nim nie jest - zauważyła prowadząca audycję Agata Kowalska.

- Zgadza się, Komitet Bioetyki przy PAN uznał, że wystawienie recepty to nie świadczenie medyczne i lekarz nie powinien odmawiać - mówiła Jakacka. Dodała też, że nie wiadomo, który lekarz odmówi - bo nie ma obowiązku publikowania takiej informacji. Obecnie lekarz, który odmówi, nie musi też odesłać do innego lekarza.

- Profesor Kazimierz Szewczyk, wybitny bioetyk, powiedział,  że jest to porzucenie pacjenta - przypomniała Natalia Jakacka.

Jak się niedawno okazało, Minister Zdrowia Łukasz Szumowski nie zamierza znieść recept na tabletki "dzień po", wprowadzonych przez poprzedniego ministra.

- W tej chwili finansowanie i sposób przepisywania tej tabletki nie jest priorytetem w okresie dwóch tygodni mojego urzędowania. W związku z tym na razie nie przewiduję zmian. Nawet się nie zastanawiałem nad zmianami w tym obszarze - mówił Szumowski.

 - Z perspektywy pana ministra może ta kwestia nie jest priorytetem, ale z naszych doświadczeń wynika, że dla kobiet jest, mogę to powiedzieć z całą mocą - przekonywała Jakacka.

Zauważyła też, że kobieta, która nie dostanie antykoncepcji awaryjnej może zajść w niechcianą ciążę i będzie szukała sposobów, żeby ją usunąć - powoływanie się więc na sumienie wydaje się w tym kontekście nielogiczne.

Lekarze bez kwalifikacji moralnych

Inicjatywa  kierowana jest do kobiet, które spotkały się z odmową lekarza. - Często pacjentki, które poinformujemy, że nie tylko ginekolog może wypisać receptę, dostają tę receptę np. od lekarza rodzinnego. Jednak wiele jest historii upokorzeń, przykrych uwag, sugestii jak mają organizować swoje życie płciowe. Czasem lekarze mówią, że nie zajmują się aborcją - a przecież antykoncepcja awaryjna nie jest aborcją - mówiła.

Dziwiła się też, że lekarze, pouczając pacjentki o moralności, nie pod uwagę, że przyczyną poszukiwania awaryjnej antykoncepcji może być pęknięta prezerwatywa, albo gwałt.

Agata Kowalska przypomniała słowa byłego Ministra Zdrowia, Konstantego Radziwiłła, który deklarował, że antykoncepcji awaryjnej nie przepisałby nawet zgwałconej nastolatce.

- Może rządzący nie mają odpowiednich kwalifikacji moralnych do pełnienia swojej funkcji - oceniła lekarka.

Hasło, które czyni cuda

Zwróciła też uwagę na paradoks - nie ma medycznych przeciwwskazań do korzystania z antykoncepcji awaryjnej. Do wykupienia jej potrzeba jest jednak recepta, w przeciwieństwie do np. Viagry, która może być bardzo niebezpiecznym lekiem, a już sam fakt potrzebowania jej, może być objawem problemów zdrowotnych i sygnałem, że należy odwiedzić lekarza. - Jestem przekonana, że decyzje o antykoncepcji awaryjnej na receptę i Viagrze bez recepty, nie były podyktowane przesłankami medycznymi - skwitowała gościni audycji.

Natalia Jakacka podkreślała też, że nie powinno być problemu z realizacją recepty w aptekach.  - Gdyby w aptece mówili, że tabletek nie ma, sugeruję użycie hasła “Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny” -  czyni cuda - zapewniała.  Przestrzegała natomiast przed kupowaniem antykoncepcji awaryjnej w internecie, ze względu na duży rynek podróbek.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM