"To ostatnie zwycięstwo" - zapowiada 74-letni prezydent Czech

Przy bardzo wysokiej, prawie 70-procentowej frekwencji, fotel prezydenta Czech obronił Miloš Zeman. W pierwszym przemówieniu 74-letni polityk stwierdził, że to jego ostatnie zwycięstwo. Kontrkandydat Zemana - Jiri Drahoš - zapowiedział, że nie zamierza wycofać się z polityki.

Na Zemana swój głos oddało 51,44 proc. biorących udział w wyborach, Drahoš dostał 48,56 proc. Różnica między oboma kandydatami wyniosła nieco ponad 150 tys. głosów. Zeman wygrał w dziesięciu z trzynastu czeskich województw, zdecydowaną porażkę poniósł tylko w Pradze i wśród głosujących za granicą. W stosunku do wyborów sprzed pięciu lat, które po raz pierwszy wyniosły go na urząd prezydenta, Zeman zdobył około 100 tysięcy głosów więcej.
Ostatnie przedwyborcze sondaże dawały obu kandydatom mniej więcej równe szanse, wskazując na minimalną przewagę byłego szefa czeskiej akademii nauk Jirího Drahoša. Wynikało z nich zarazem, że około 10 procent deklarujących udział w wyborach decyzję podejmie w ostatniej chwili. Chodziło głównie o gorzej wykształconych i sytuowanych mieszkańców małych miejscowości. A to właśnie oni stanowią dużą część elektoratu ponownie wybranego prezydenta.

Zeman: będę grzeczniejszy

W pierwszym przemówieniu Zeman podziękował wszystkim wyborcom a szczególnie tym, którzy głosowali na niego w Pradze. Stwierdził też, że to jego ostatnie polityczne zwycięstwo i że po nim nie będzie już żadnych porażek. Zadeklarował, że podczas drugiej kadencji spróbuje być mniej arogancki i bardziej otwarty na ludzi o innych poglądach. Zarazem obraził dziennikarzy, nazywając ich głupkami, nie szczędził też złośliwości wobec Drahoša.
Sam Drahoš, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników, uznał zwycięstwo Zemana, pogratulował mu i życzył powodzenia i zdrowia.

- Nie udało nam się zwyciężyć, ale nie przegraliśmy. Cieszę się z tej fali energii, która mi towarzyszyła. Nie możemy jej zmarnować, nie odejdę z życia publicznego – zapowiedział Drahoš.
Na razie nie wiadomo, co konkretnie miałby to oznaczać. Startował jako kandydat bezpartyjny, wykluczył też związanie się z którąkolwiek partią w przyszłości.

Debaty jak zapasy w błocie

Po pierwszej turze wydawało się, że zwycięstwo Drahoša jest możliwe. Wygrał ją co prawda Zeman, ale znacznie słabiej, niż wcześniej przewidywano. Do tego Drahoša poparła zdecydowana większość kandydatów, którzy odpadli w pierwszej turze. Czysto arytmetyczne zliczenie ich głosów dawało Drahošowi bezpieczną przewagę.
W ciągu dwóch tygodni pomiędzy oboma turami Zemanowi udało się jednak zmobilizować tych, którzy podczas pierwszej tury zostali w domach.

Wg. badań przepływu elektoratów mocno pomogła mu w tym pierwsza debata telewizyjna zorganizowana przez prywatną telewizję Prima. Formatem zdecydowanie bardziej przypominała zapasy w błocie niż spotkanie dwóch pretendentów do prezydenckiego urzędu. W dodatku jej organizatorzy zdecydowanie faworyzowali Zemana.
Według statystyki mówił 10 dłużej od swojego rywala, któremu wypowiedzi nie pozwalali często kończyć gwiżdżący i tupiący zwolennicy obecnego prezydenta. Nieco kostyczny i niedoświadczony Drahoš nie został co prawda znokautowany, ale ustępował pola Zemanowi. Do tego analiza wypowiedzi obu polityków pokazała, że podczas debaty Zeman częściej kłamał niż mówił prawdę. Druga, spokojna i merytoryczna debata tuż przed wyborami, chociaż w ocenie komentatorów należała do Drahoša, trendu już nie odwróciła.

Zdecydowały emocje

Bo najważniejsze w tych wyborach były właśnie emocje. Zeman, chociaż obecny w polityce od  trzech dekad, występował w nich w roli ludowego trybuna, kandydata buntu i protestu, głos tych wszystkich, którzy czują się przegranymi ustrojowej transformacji i ekonomicznych reform. Do tego, trochę wbrew faktom, Zemanowi udało się wmanewrować Drahoša na pozycję zwolennika unijnych kwot podziału uchodźców.
To temat budzący w Czechach ogromne emocje, Zeman w tej kwestii konsekwentnie występuje jako polityk nawet nie izolacjonistyczny, co wręcz ksenofobiczny.
Jego prorosyjskość, mocno dostrzegana za granicą, na dużej części Czechów nie robi aż tak dużego wrażenia. Tym bardziej, że poza kontrowersyjnymi wypowiedziami o konieczności uznania aneksji Krymu za fakt dokonany, niewiele z niej wynika.
Zresztą, w czeskim ustroju prezydent nie ma zbyt mocnej pozycji. To, że Zemanowi przez ostatnich pięć lat udaje się mocno wpływać na polityczną rzeczywistość wynika nie tyle z jego konstytucyjnych uprawnień, co raczej politycznego doświadczenia i niewątpliwej siły charakteru.

Przed premierem trudne chwile

Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądała druga kadencja Zemana. Polityk ma 74 lata i nie jest okazem zdrowia. Choruje na cukrzycę, z jej powodu porusza się o lasce. Podczas obu debat telewizyjnych było widać, że nie wiele siły. Nadal nałogowo pali i nie stroni od alkoholu. Część komentatorów obawia się, że w praktyce przeprowadzi się do Lan (wiejska rezydencja prezydenta Republiki Czeskiej) a jego urzędem de facto będą kierować jego najbliżsi, realnie blisko związani z Rosją współpracownicy.
Niewątpliwie jednak prezydent może jeszcze sporo namieszać w polityce wewnętrznej.
Październikowe wybory parlamentarne wygrał zdecydowanie populistyczny ruch ANO. Ale jego liderowi, Andrejowi Babisowi, nie udało się utworzyć rządu; tydzień temu, po tym jak nie uzyskał wotum zaufania, podał swój gabinet do dymisji. Do tego prokuratura oskarża premiera o oszustwa przy unijnych dotacjach, w ubiegłym tygodniu parlament uchylił mu immunitet.
Zeman co prawda powierzył Babisowi ponownie misję utworzenia rządu, ale zarazem
zapowiedział, że jeśli wygra wybory prezydenckie, nie dopuści do powstania kolejnego,
mniejszościowego gabinetu. Biorąc pod uwagę, że dzisiaj, w sztabie świętującego zwycięstwo Zemana przy jego boku stali liderzy socjaldemokratów i ksenofobicznej SPD, niewykluczone, że prezydent będzie chciał umeblować Babisowi koalicję. 

DOSTĘP PREMIUM