Fatalne wyniki alternatywnej metody leczenia niepłodności. "Nie można jej porównać do in vitro"

Rok temu Samorząd Województwa Mazowieckiego rozpoczął pilotażowy program leczenia niepłodności metodą naprotechnologii. Objęto nim 43 pary, w ciąże zaszły tylko 3, co daje skuteczność 7 proc. W Pierwszym Śniadaniu w TOK-u sprawę komentowała Marta Górna ze stowarzyszenia Nasz Bocian.

- Nie jestem zaskoczona, mogliśmy się spodziewać, że wyniki będą słabe - mówiła Marta Górna. Przypomniała jednak, że mamy do czynienia z wynikami cząstkowymi, pełne będą po 24 miesiącach.  - Spotykamy się z przeróżnymi danymi na temat skuteczności naprotechnologii, w wielu przypadkach trudno ustalić metodologię. Często autorzy tych badań wykazują się dużą "inwencją twórczą". Faktyczny wskaźnik skuteczności to ok 25 proc. po 24 miesiącach - tłumaczyła Górna. Przypomniała, że naprotechnologia nie jest też w stanie pomóc parom, w których np. mężczyzna ma obniżone parametry nasienia, albo kobieta niedrożne jajowody.

Zdaniem Anny Górnej, naprotechnologii nie powinno się porównywać z in vitro. Jak mówiła, Model Creightona, na którym oparta jest naprotechnologia, miał służyć kontroli płodności, a nie leczeniu niepłodności. Naprotechnologia polega głównie na częstym badaniu śluzu i wydzielin z pochwy. Wykonywane są też proste badania i zabiegi, które można robić w ramach normalnego leczenia niepłodności w przychodniach. Duża część tych badań jest do przeprowadzenia w ramach NFZ.  To metoda, która może być przydatna w planowaniu ciąży, albo zajściu w ciąże w przypadku par o nieznacznie obniżonej płodności.

Czytaj też: Ministerstwo jak pies ogrodnika. Jest sprzęt do in vitro. Ale dopilnują, żeby nikt go nie używał

- W przypadku in vitro mamy jasne dane, potężną podbudowę metodologiczną. Dla aż 30 proc. par, in vitro kończy się sukcesem. I jest to wskaźnik podawany w przeliczeniu na jeden transfer zarodka, na na jeden cykl leczenia - przekonywała.

- Czy obecnie jest w Polsce szansa, żeby In vitro było finansowane z publicznych środków? - pytał prowadzący audycję Rafał Maślak.

W przekonaniu Anny Górnej jest to mało prawdopodobne.

- Mamy nowego ministra zdrowia, który wyraził się jasno, że in vitro nie należy do jego priorytetów. Narodowy program prokreacji, który dla pacjentów ruszył na początku roku, jest oparty na czynnościach bliskich naprotechnologii, jest to program bardziej diagnostyczny - mówiła.

- Czy naprotechnologię można poprawić? - dopytywał Maślak.

- Nie ma szansy na “podkręcenie” jej. Nie jest to żadna alternatywa, dla ludzi, którzy zostali pozbawieni in vitro, bo nie stać ich na prywatny zabieg - wyjaśniała Górna.

Gościni audycji obawia się też o przyszłość lokalnych programów samorządowych finansujących in vitro. - Istnieje ryzyko, że ktoś może chcieć tym programom przeszkadzać. Zmieniły się przepisy dotyczące opiniowania programów zdrowotnych przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Teraz jej opinia będzie wiążąca. AOTMiT może te programy zaopiniować negatywnie, nie wiemy jak będzie. Jeszcze żaden nasz program nie trafił do AOTMU po zmianie przepisów - mówiła.  

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM