Jest wyrok ws. policjantów z Lublina. "Ich zachowanie spełnia definicję tortur"

Trzy lata więzienia i sześcioletni zakaz wykonywania zawodu policjanta - taki wyrok usłyszał były funkcjonariusz, który odpowiadał przed sądem za użycie paralizatora wobec dwóch zatrzymanych mężczyzn. Zdaniem sędziego Jarosława Dula, nie ma żadnych wątpliwości, że w tej sprawie doszło do znęcania ze szczególnym okrucieństwem.

Główny wątek tej sprawy dotyczył Igora, mówiącego po polsku Francuza, który był pijany, a policja - w czerwcu 2017 roku - zabrała go do Izby Wytrzeźwień. Tam rażono go paralizatorem w narządy intymne. Potem okazało się, że nie był jedyną ofiarą - prokuratura dotarła do jeszcze jednego mężczyzny, który tego samego dnia, w tym samym miejscu doświadczył tego samego. Nie poszedł z tym na policję, bo z jednej strony być może się wstydził, ale z drugiej - po tym, co go spotkało stracił zaufanie do stróżów prawa.

Czytaj też: Kolejne nadużycia policjantów. "Poparzono mi narządy intymne" - mówi w sądzie poszkodowany

Zdaniem sądu, nie ma wątpliwości, że paralizator został użyty i że było to znęcanie ze szczególnym okrucieństwem. - Użycie paralizatora w obu przypadkach spełnia definicję tortur - zarówno słownikową, jak i z Międzynarodowej Konwencji o Zakazie Stosowania Tortrur - uzasadniał sędzia Jarosław Dul. - Przemoc była zastosowana wobec dwóch młodych ludzi, którzy nie popełnili żadnych poważnych przestępstw, ale zostali doprowadzeni do Izby Wytrzeźwień, a więc - przynajmniej w teorii - jedynie w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Stosowanie paralizatora w takim przypadku było nie tylko nieuzasadnione, ale i bezsensowne - mówił sędzia.

Dołącz do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku

Sędzia dowodził też, że ten przypadek podważył zaufanie obywateli do Policji. - Podstawą skuteczności Policji w państwie demokratycznym jest szacunek, jakim darzą ją obywatele, a to nie jest to samo, co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem. Tymczasem przez pryzmat takich przypadków ktoś może zacząć postrzegać całą Policję jako formację niezdyscyplinowaną, nieprofesjonalną, skłonną używać przemocy bez potrzeby i dla kaprysu - uzasadniał sędzia. Podkreślił też, że gdyby jeden z pokrzywdzonych, Igor, nie miał kontaktów w mediach i sprawy nie nagłośnił, nie ujrzałaby ona światła dziennego. - Z zeznań drugiego pokrzywdzonego i jego ojca wynika, że pokrzywdzony czuł się bezsilny. Uznał, że nie będzie tego zgłaszał, bo i tak mu nie uwierzy i nie pomoże - mówił Jarosław Dul.

Adwokatka pokrzywdzonego: "Trudno się nie cieszyć"

Z wyroku zadowolona jest adwokat Anna Kamińska, pełnomocnik poszkodowanego Francuza. - Trudno nie cieszyć się z tego wyroku. Wyrok jest bardzo surowy. Należy mieć na względzie, że oskarżonymi byli policjanci, a więc osoby zobowiązane do szczególnych zachowań, szczególnego szacunku dla osób, z którymi pracują, w świetle czego rozumiem to, że wyrok jest tak surowy dla wszystkich oskarżonych - mówiła pani mecenas.

Czytaj też: Użyli paralizatora, by razić narządy płciowe zatrzymanych. Koniec procesu policjantów

- Wyrok jest w większości zgodny  z tym, o co wnosiła prokuratura. Wydaje mi się, że jest adekwatny do stopnia społecznej szkodliwości i do zawinienia oskarżonych - mówiła prokurator, Barbara Bandyga. Odnosząc się do stwierdzenia sądu o torturach powiedziała: Mamy tu do czynienia ze znęcaniem ze szczególnym okrucieństwem, a to określenie o czymś jednak mówi.

Mecenas Stanisław Estraich, pełnomocnik głównego oskarżonego zapowiedział, że można się spodziewać apelacji. - Biorąc pod uwagę stanowisko procesowe oskarżonych, którzy nie przyznają się do winy, myślę, że raczej należy się tego spodziewać. Sąd dał wiarę zeznaniom pokrzywdzonych - takie jest prawo sądu. Naszym prawem jest podważanie wiarygodności tych zeznań. Także ocena materiału dowodowego będzie przedmiotem ewentualnego postępowania odwoławczego - mówił Estraich.

Skazani też dwaj inni byli policjanci

W tym procesie na ławie oskarżonych zasiadali też dwaj inni byli policjanci, którzy - zdaniem prokuratury - wiedzieli o użyciu paralizatora i nie zareagowali. Sąd skazał ich za przekroczenie uprawnień i za to, że dopuścili do użycia paralizatora - skazano ich na rok pozbawienia wolności; dostali też 4-letnie zakazy wykonywania zawodu policjanta.

Dodatkowo sąd zasądził też nawiązki dla pokrzywdzonych: główny oskarżony ma zapłacić 20 tysięcy zł jednemu z pokrzywdzonych i 30 tysięcy zł - drugiemu. Dwaj pozostali policjanci mają zapłacić po 5 tysięcy złotych pokrzywdzonemu Francuzowi.

Cała sprawa dotyczyła użycia paralizatora, który był w latarce. Latarka nie była częścią wyposażenia policjanta, ale czymś, co główny oskarżony Marcin G. kupił prywatnie, na własny użytek. Tyle że nie trzymał jej w domu, ale miał przy sobie w trakcie służby. Widać to na nagraniach z monitoringu, które zabezpieczyła prokuratura. Właśnie ta latarka była też jednym z dowodów w tej sprawie. Znaleziono ją w służbowej szafce funkcjonariusza.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM