Niemcy w zbliżeniu. Głosowanie członków SPD - szczyt demokracji czy zaprzeczenie jej zasad?

To, czy w Niemczech powstanie Wielka Koalicja, zależeć będzie od głosowania członków partii SPD. Przeciwnicy wejścia w sojusz z chadecją Angeli Merkel w styczniu zaczęli więc intensywnie zachęcać Niemców do wstępowania do socjaldemokracji, aby zwiększyć liczbę tych, którzy oddadzą głos na "nie". Jednocześnie powstaje pytanie, czy decydowanie przez tę grupę o losach Niemiec faktycznie jest demokratyczne.

Negocjacje umowy Wielkiej Koalicji mają szybko dobiec końca. Zanim Martin Schulz złoży pod nią podpis, za jej przyjęciem lub odrzuceniem wypowiedzieć się mają w korespondencyjnym głosowaniu członkowie jego partii SPD. Wprawdzie wynik tego głosowania nie jest wiążący, ale trudno sobie wyobrazić, aby szefostwo ugrupowania sprzeciwiło się woli partyjnych dołów. 

A te wcale niekoniecznie pójdą za głosem swoich liderów, którzy, jako negocjatorzy umowy koalicyjnej, będą nawoływać do jej poparcia. Już głosowanie na specjalnie zwołanym kongresie SPD, podczas którego delegaci poparli rozpoczęcie negocjacji koalicyjnych, pokazało, że nic nie jest przesądzone.

Wówczas na „tak” oddało głos jedynie 56% osób (więcej o rozterkach SPD tutaj). Oddanie decyzji w ręce wszystkich 443 tysięcy członków stwarza jeszcze większe ryzyko odrzucenia postulatu wejścia SPD do rządu, bo tym razem nikt nie będzie wiedział, jak kto głosował, – kiedy na kongresie trzeba było na oczach wszystkich podnieść rękę.

„Wstąp i powiedz NIE”

Już wtedy przeciwnicy Wielkiej Koalicji byli głośni i cieszyli się poparciem. Przed zbliżającym się głosowaniem prowadzą oni cała akcję: „Tritt ein, sag NEIN” – „Wstąp i powiedz NIE”. Liczą, że dołączenie do uprawnionych do głosowania obywateli niechętnych rządom z Angelą Merkel pozwoli im ten plebiscyt wygrać.

Niektórzy posuwają się wręcz do głoszenia haseł „10 euro przeciw Wielkiej Koalicji”, sugerujące, że wystarczy wstąpić do SPD na dwa miesiące i zapłacić dwa razy po 5 euro składki członkowskiej, aby mieć wpływ na losy koalicji. Takie podejście do członkostwa w ugrupowaniu jest bardzo krytykowane przez jego władze. Podkreślają one, że we wstępowaniu w szeregi socjaldemokracji chodzi o popieranie jej idei a nie instrumentalne podejście do głosowania.

Ale efekty nawoływania do aplikowania o legitymację członkowską wyglądają na skuteczne. Tylko przez pierwsze dni akcji spłynęło około 1600 wniosków o przyjęcie w szeregi SPD, kolejne dni przyniosły następne. Obecnie są one w trybie pilnym rozpatrywane. Wyznaczony został dzień, do którego można wystąpić z podaniem o członkostwo, aby móc jeszcze uczestniczyć w głosowaniu. Organizacja tego ostatniego wymaga bowiem wcześniejszej znajomości adresów odbiorców koperty z kartą do głosowania.

Rosnące liczby członków partii SPD są, więc odwrotnie proporcjonalnie do wzrostu poparcia dla niej w sondażach. W jednym z nich, przeprowadzonym już po kongresie, który wyraził zgodę na negocjacje koalicyjne, SPD osiągnęła jedynie 17% (w wyborach we wrześniu 2017 – ponad 20%).

Z kolei matematyka pokazuje, że nawet kilka tysięcy nowych członków, którzy byliby przeciwko Wielkiej Koalicji, nie zaważy znacząco na wyniku głosowania ponad 440 tysięcy osób. Ale rezultat ten jest daleko od pewnego. Wiadomo jedynie, że można spodziewać się wysokiej frekwencji. Już poprzednio, w 2013 roku, była ona duża, wynosząc 78%. Trzy czwarte głosujących opowiedziało się wówczas za Wielką Koalicją. Cała akcja kosztować będzie około 1,5 miliona euro. Będzie to glosowanie korespondencyjne, a wysyłka i zbieranie oraz liczenie głosów zajmie około 3 tygodni.

Niedemokratyczna demokracja?

Dyskusje wokół głosowania członków SPD są jednak zdecydowanie szersze niż debaty „za” i „przeciw” Wielkiej Koalicji. Sporne jest, na ile oddanie decyzji o powstaniu rządu członkom jednego, nawet największego w Niemczech, ugrupowania, jest demokratyczne. A to właśnie na chęć zastosowania demokratycznych rozwiązań powoływał się Martin Schulz, gdy ogłosił, że podpisze umowę koalicyjną tylko, jeśli partyjne doły to poprą.

Jak zauważają eksperci, takie posunięcie zaprzecza raczej demokratycznym zasadom, gdyż wybierani w wyborach powszechnych posłowie mają wolny mandat, reprezentując większą grupę niż tylko członków swojej partii. Niewiążący charakter glosowania, kiedy jego wynik będzie ostatecznie wytyczną dla Schulza, bo tak zapowiedział, niewiele tu, więc zmienia. Chcąc pokazać się jako otwarty na głos obywateli, przewodniczący SPD w rzeczywistości po raz kolejny wielu zniechęca do partii swoją postawą.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzbliżeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych www.isp.org.pl i Fundację Konrada Adenauera w Polsce www.kas.pl

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM