"To wolny kraj, jak ktoś chce, może pracować za 50 gr" - realia pracy w Polsce?

"To jest wolny kraj. Jak ktoś chce, może pracować za 50 gr" - taką radę według Michała Kulczyckiego, szefa NSZZ "Solidarność" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania, dała związkowcom kilka lat temu urzędniczka z Ministerstwa Pracy. W Radiu TOK FM Kulczycki opowiedział o tym, co poprawiło się w sytuacji ochroniarzy, a co nadal jest problemem.

Michał Kulczycki był w niedzielę gościem Grzegorza Sroczyńskiego w audycji "Świat się chwieje". Mówił o sytuacji 300 tys. osób w Polsce, głównie mężczyzn, pracujących w branży ochroniarskiej. - Poniżej mediany, czyli 2 500 zł na rękę, zarabia prawie 90 proc. pracowników ochrony. Nie jest lepiej w usługach porządkowo-czystościowych" - mówił Kulczycki powołując się na dane GUS

Przewodniczący apelował, by społeczeństwo zobaczyło ludzi w ochroniarzach, którzy opiekują się naszymi urzędami, miejscami pracy, czy bankomatami, do których dostarczają gotówkę.

Status społeczny zawodu jest bardzo niski. Większość Polaków postrzega ochroniarzy jak cieci, którzy są w budce, pilnują szlabanu, ale de facto nic nie robią, więc po co im płacić.

Dodał też, że jeśli widujemy śpiących ochroniarzy, to nie dlatego, że są leniami, ale dlatego, że wielu z nich pracuje po 300-400 godzin miesięcznie, a więc na 2,5 etatu. Tyle muszą pracować, by przy niskich stawkach zarobić na utrzymanie swoje i rodziny, nierzadko pracują więc w trzech czy czterech firmach. Jak mówił, złe traktowanie ochroniarzy to efekt "ogólnonarodowej znieczulicy".

Miesiąc ma 720 godzin

- Znam przypadek człowieka, który pracował 700 godzin miesięcznie. Miesiąc ma 720 godzin. Mieszkał w samochodzie, miał tam butlę gazową z palnikiem, garnki, czajniczek i on tak po prostu żył. Musiał zarobić, bo znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, żona mu chorowała na nowotwór - opowiadał Kulczycki. 

- Tak wygląda bezpłatna służba zdrowia. Żona zachoruje na raka, mąż ląduje w samochodzie - wtrącił z przekąsem Sroczyński.

- Gdy walczy się o życie ukochanej osoby, nic innego nie jest ważne. Żona niestety zmarła. Ochroniarz miał pozaciągane kredyty, które trzeba spłacać. Niedużo brakowało i sam by się też wykończył - mówił Kulczycki. Podkreślił jednak, że to sytuacja skrajna. Norma w branży ochroniarskiej to 300-400 godzin pracy miesięcznie.

Sytuacja ochroniarzy poprawia się

- Na szczęście poprawia się to, widzimy duże zmiany na plus. I nie mówiłbym, że jest to zasługa rządu czy ustaw. One są tak pisane, że można je zawsze obejść. Branży pomogła koniunktura na rynku - mówił Kulczycki tłumacząc, że wielu ochroniarzy odpłynęło do innych branż, więc stawki dla tych co zostali poszły w górę. - Migranci też się wycwanili, za 13 zł brutto nikt nie będzie pracować. Pracownicy zaczęli się szanować - tłumaczył Kulczycki odnosząc się do ochroniarzy z Polski i Ukrainy. Jednak najważniejszym czynnikiem poprawy sytuacji jest w jego opinii zjednoczenie się małych związków zawodowych w jeden duży, który ma znacznie silniejszą pozycję. Do zjednoczenia doszło na przełomie 2007 i 2008 roku.

Gość audycji zwrócił uwagę, że jeszcze kilka lat temu instytucje publiczne, które robiły przetarg na usługi ochroniarskie, kierowały się wyłącznie kryterium jak najniższej ceny, co uderzało w pracowników. Teraz na szczęście coraz więcej jest takich, które zwracają uwagę na sytuację pracowników firm ochroniarskich i np. wymagają, by byli zatrudnieni na umowę o pracę, a nie na śmieciówce.

Jak mówił Kulczycki, pionierem w dziedzinie dobrego podejścia do ochroniarzy było Ministerstwo Pracy, któremu za rządów PO-PSL szefował Władysław Kosiniak-Kamysz. - To był pierwszy taki przetarg na usługi ochroniarskie. Pan minister pokazał: nie bójcie się, róbcie tak. Ludzie dostali godziwą stawkę, umowę o pracę i składki - opowiadał Kulczycki.

Jednak wspomniał i niemiłe sytuacje sprzed kilku lat. Ministerstwa rozkładały ręce słysząc postulaty ochroniarzy, bo formalnie nie były ich pracodawcami, a tylko korzystały z ich usług za pośrednictwem innych firm. Jedna z urzędniczek Ministerstwa Pracy miała powiedzieć związkowcom, że Polska to wolny kraj i jak ktoś chce, to może pracować za 50 groszy. 

Stosunek ochroniarzy do PiS

Kulczycki zastrzega, że jego związek zawodowy jest apartyjny i nie odpowiada za propisowski kierunek obecny w centrali "Solidarności". Na pytanie Sroczyńskiego odpowiedział, że stosunek ochroniarzy do władzy PiS jest podzielony, ale większość z nich dostrzega, że za tego rządu ich sytuacja się poprawiła i to nie tylko dzięki podniesieniu stawki minimalnej do 13 zł. Ważne są też inne świadczenia socjalne, jak np. 500 plus od drugiego dziecka.

To nie znaczy jednak, że automatycznie stają się zwolennikami partii rządzącej. - Część pracowników ochrony mówi, że fajnie że dają kasę, ale źle się dzieje z Konstytucją - mówił Kulczycki. 

Problemy branży ochroniarskiej

Jak mówił przewodniczący związku zawodowego, media nadal nie interesują się sytuacją rzeszy ochroniarzy, choć jest ich dwa razy więcej niż policjantów. Na pytanie Sroczyńskiego kto pisze o ich sytuacji, wymienił Adrianę Rozwadowską z "Gazety Wyborczej" i "Dziennik Gazetę Prawną". 

Potrzebne jest, by więcej mediów się tym zajęło, by społeczeństwo przejrzało na oczy i dostrzegło w nas ludzi, którzy mają rodziny, dzieci i chcą godziwie zarabiać. Korzystasz z bankomatu? Pomyśl sobie, ktoś to obsługuje. Może kiedyś jak urośniemy w siłę po prostu przez tydzień nie będziemy obsługiwać bankomatów? 

Jak mówił, namawia wszystkich pracowników branży, by zrzeszali się w związku zawodowym. - U nas nie ma przewodniczących siedzących za biurkiem. Stawiamy na pracę z ludźmi w regionie. Rozmawiamy z pracownikami, mówimy im, co to dialog społeczny, dlaczego tak ważne jest, byśmy w tym uczestniczyli i to, że ze słabym nikt nie będzie rozmawiał. Namawiamy ich do wstępowania do organizacji. Wtedy nasz głos będzie słyszalny - podkreślał Kulczycki.

Według niego pierwszym etapem takiej rozmowy jest wywołanie wkurzenia złą sytuacją. Jest jednak bariera w działalności związkowej - to przepracowanie ochroniarzy które sprawia, że duża część z nich nie ma czasu ani siły walczyć o swoje prawa.

"Ikea stanęła na wysokości zadania"

Są jednak i spektakularne sukcesy. To właśnie NSZZ "Solidarność" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania doprowadził do zmiany na stanowisku szefa IKEI w Polsce, który korzystał z usług firmy ochroniarskiej łamiącej prawa pracowników.

- Byliśmy tak zdesperowani, że we czwórkę wsiedliśmy na prom i popłynęliśmy do Sztokholmu - opowiadał Kulczycki. Jednym z elementów kampanii ws. IKEI było też danie ogłoszenia w szwedzkiej gazecie o trudnej sytuacji polskich ochroniarzy. Na promie powrotnym do związkowców przyszła informacja, że szef IKEA Polska stracił pracę za tolerowanie wyzysku.

Audycję podsumował Grzegorz Sroczyński zwracając się do słuchaczy. - Związki zawodowe mają sens i mogą zmienić nawet dyrektora IKEI na Polskę. Nie wierzcie narracji, że to XIX-wieczny przeżytek - zaapelował.

DOSTĘP PREMIUM