Wiceminister zdrowia: Szczepionki, mimo wadliwego przechowywania, były bezpieczne

W "Dzienniku Gazecie Prawnej" opublikowano materiał, z którego wynika, że szczepionki podawane dzieciom w polskich szpitalach nadają się tylko do utylizacji. Wiceminister zdrowia w rozmowie z reporterem TOK FM stwierdził jednak, że były całkowicie bezpieczne.

Szczepionki, które lekarze podawali pomimo ich wadliwego przechowywania, były całkowicie bezpieczne - zapewnia wiceminister zdrowia Marcin Czech. Choć szczepionki, w myśl przepisów, powinny zostać zutylizowane, to - jego zdaniem - ich zastosowanie nie wiązało się z narażeniem zdrowia dzieci, w tym noworodków, na żadne niebezpieczeństwo.

Afera to efekt kontroli przeprowadzonych przez inspektorów farmaceutycznych, którzy stwierdzili, że tysiące preparatów nadawało się do kosza - bo były przechowywane w wyłączonych chłodziarkach.

Czytaj też: Dziecko ma powikłania po szczepionce? W planach są ogromne odszkodowania

Szczepionki leżały w niedziałających chłodziarkach

Przerwy w chłodzeniu szczepionek spowodowane były brakami prądu po wichurach, które przechodziły nad Polską. Tylko w lubuskim zostało wydanych lub jest właśnie w toku prawie dwieście decyzji o wycofaniu preparatów z obrotu.

Wiceminister zdrowia, Marcin Czech - powołując się na raport Światowej Organizacji Zdrowia - przekonuje jednak, że mimo przechowywania w wyższej niż zalecana temperaturze, szczepionki zachowały trwałość.

- Szczepionki, które zostały użyte są bezpieczne dla pacjentów nawet mimo przerwania łańcucha chłodniczego. Stąd ten aspekt bezpieczeństwa szczepionych nimi dzieci jest bezdyskusyjny - tłumaczył wiceminister.

Nie zmienia to faktu, że szczepionki powinny zostać wycofane z obrotu. Poszczególne zaniedbania badają inspektorzy sanitarni, którzy mogą zdecydować o skierowaniu spraw do prokuratury. Liczba podanych szczepionek jest dopiero ustalana, nieoficjalnie mówi się o setkach przypadków.

Czy szczepionka powinna zostawiać ślad? [NaZdrowie]

DOSTĘP PREMIUM