Dziennikarka ws. "afery szczepionkowej": Nie ma możliwości, żeby nie wiedzieli

Prokuratura w Szczecinie wszczęła śledztwo ws. narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez podanie szczepionek przechowywanych w niewłaściwych warunkach.

Chodzi o sprawę ujawnioną przez "Dziennik Gazetę Prawną". Gazeta opisała przypadki podawania szczepionek, które powinny zostać zutylizowane, bo były przechowywane w niewłaściwej temperaturze.

Takie sytuacje miały mieć miejsce w czasie burz i wichur. Powodowały one przerwy w dostawie prądu, przez co wyłączał się sprzęt chłodniczy, w którym trzymano szczepionki. Ostatni taki przypadek miał miejsce w wojewódzkim lubuskim w październiku zeszłego roku.

Czytaj też: E-zwolnienia lekarskie: wkrótce będą obowiązkowe. Ale... lekarze nie będą musieli ich wystawiać

- Na pewno zostały złamane procedury - podkreślała w audycji "Analizy" TOK FM Małgorzata Solecka, dziennikarka portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba Zdrowia".

- Kiedy stwierdzono awarię sprzętu i domyślnie przekroczenie tej temperatury, w której szczepionka ma być przechowywana, to przychodnia powinna odstąpić od szczepienia tymi preparatami - przekonywała.

Ale - jak zwracała uwagę dziennikarka - to nie jedyna kwestia, która była niezgodna z przepisami.

- Drugi raz złamano procedurę, kiedy zostały wydane decyzje dotyczące utylizacji, a jednak preparaty, jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna", były nadal stosowane. Nie ma możliwości, że nie wiedzieli. Wiedzieli - mówiła.

Problem dotyczył m.in. szczepionek przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, meningokokom, pneumokokom, gruźlicy i ospie wietrznej.

Ministerstwo zdrowia zapewniło, że przechowywane w złych warunkach i użyte później szczepionki nie są szkodliwe dla zdrowia.

Tabu dziecięcych przeszczepów. Mama zmarłej Anielki walczy o życie innych dzieci

DOSTĘP PREMIUM