Mieli nieść pomoc na Haiti. Na jaw wyszły obrzydliwe fakty: orgie, wspieranie prostytucji dzieci

Przedstawiciele misji humanitarnych w odczuciu społecznym mają być rycerzami w białej zbroi, którzy w pocie czoła jadą pomagać potrzebującym. Na przykładzie fundacji Oxfam okazuje się jednak, że na pomocy niestety się nie kończy.

Nikt nie wie dokładnie, ilu ludzi zginęło, gdy ponad osiem lat temu w Haiti zatrzęsła się ziemia. Władze, po roku od tragedii, mówiły o co najmniej 316 tysiącach osób. Badacze z amerykańskiego Uniwersytetu Michigan Robert Muggah i Athena Kolbe twierdzą, że ten bilans to około 160 tysięcy. Skąd ta rozbieżność?

Więcej o pomocy na Haiti wysłuchasz w podcaście:

"Mierzenie liczby ofiar śmiertelnych jest kontrowersyjne. Naukowcy, którzy robią to w różnych światowych 'punktach wrzenia' prowadzą dysputy na ten temat. Ale liczby mają znaczenie. Mogą wpłynąć na to, jaka będzie polityczna odpowiedź na konflikty zbrojne, klęskę głodu czy katastrofę naturalną" - pisali w „LA Times” Muggah i Kolbe.

Dlatego władze Haiti podejrzewano o to, że celowo zawyżyły liczbę ofiar, po to, by świat nie odwrócił oczu – i nie zatamował płynącego tam strumienia pomocy humanitarnej.

Potężna pomoc, potężne pieniądze

Takiej pomocy po trzęsieniu potrzebowało około trzech milionów osób. Połowa z nich straciła dach nad głową. Trzęsienie ziemi zniszczyło domy, drogi, mosty, szpitale i budynki rządowe. Wiele państw od razu zadeklarowało wysłanie jedzenia, sprzętu, ekip poszukiwawczych czy lekarzy. Podobnie organizacje pozarządowe – Międzynarodowy Czerwony Krzyż zakładał szpitale polowe, Food for the Poor wysyłało jedzenie, leki i materiały budowlane (łącznie 7100 ton), a Télécoms sans frontières pomagało przywracać łączność telefoniczną na wyspie.

Czytaj też: Tutaj Franciszek nie jest miłym, liberalnym papieżem. W tym kraju to obrońca pedofila

W akcję włączył się też Oxfam – organizacja z wieloletnią historią, sięgającą jeszcze czasów II wojny światowej. Założyła ją wtedy grupa społeczników i oksfordzkich intelektualistów, zaniepokojonych sytuacją Greków, głodujących w kraju pod niemiecką okupacją i zablokowanego od morza przez aliantów. Z czasem działania tej grupy ludzi nabrały rozpędu i zasięgu międzynarodowego. W latach 60. powstały pierwsze zagraniczne oddziały organizacji, która za cel obrała sobie walkę z głodem i przede wszystkim – z jego przyczynami.

W 2010 roku, już jako potężna konfederacja dwudziestu organizacji, Oxfam błyskawicznie zareagował na doniesienia z Haiti. Na swojej stronie opublikował film z apelem o wpłaty na sfinansowanie pomocy dla poszkodowanych.

 

- Haiti to jedno z najbiedniejszych, a w zasadzie najbiedniejsze państwo na zachodniej półkuli. Mamy na miejscu zespół ponad stu osób, którzy mają świetne rozeznanie w tym, co się tam dzieje. Reagowaliśmy już w przeszłości na takie katastrofy, mamy doświadczonych ludzi, którzy mogą pomóc innym. To, czego nie mamy – to pieniądze – mówił Ian Bray w imieniu całej organizacji. Do jego próśb dołączyły się gwiazdy popkultury – między innymi lider grupy Coldplay, Chris Martin, który sam zadeklarował wpłatę na konto Oxfamu.

Infamia Oxfamu

Organizacja pisała potem, że dzięki datkom (szacowanym na około 100 milionów dolarów) w ciągu trzech miesięcy po trzęsieniu udało się pomóc co najmniej trzystu tysiącom osób. Ale jej pracownicy nie tylko pomagali - choć prawdę o tym udało się ukryć na aż osiem lat.

O sprawie jako pierwszy napisał brytyjski „The Times”. Jego dziennikarze dotarli do raportu o szokującym zachowaniu pracowników Oxfamu, na czele z ówczesnym szefem misji na Haiti. Belg Roland Van Hauwermeiren miał wynająć willę, w której wraz z kilkoma innymi pracownikami przyjmował prostytutki. Według dziennika – często nieletnie.

„To były orgie w stylu cesarza Kaliguli” – tak imprezy w willi opisywał dziennikarzom „The Times” jeden ze świadków tych ekscesów. „Dziewczyny biegały po budynku w koszulkach Oxfamu, były półnagie. To było nieprawdopodobne”.

BBC udało się porozmawiać z mężczyzną, który w 2011 roku pracował jako ochroniarz dla Oxfamu. „To z pewnością były imprezy o charakterze seksualnym. Do biura często zaglądały młode dziewczyny, pytały o dyrektora. Nie w sprawach służbowych. Miały może 16 albo 17 lat”. Inna była pracowniczka organizacji, ukrywająca się pod zmienionym imieniem Josefine tak wspominała zachowanie Van Hauwermeirena i jego bliskich współpracowników: „Wpływowi ludzie robili, co chcieli, i uchodziło im to na sucho. Tych dziewczyn nikt nie chronił”.

Czytaj też: "Małe dziewczynki nie zostają małe na zawsze" - koniec bezkarności lekarza amerykańskich gimnastyczek

Te wstrząsające relacje okazały się tylko wierzchołkiem góry lodowej. „The Times” ujawnił, że Oxfam wiedział o skandalu już w 2011 roku.  Wszczęto co prawda wewnętrzne śledztwo, a Van Hauwermeiren został zmuszony do odejścia z organizacji – ale sprawy nie zgłoszono na policję (choć prostytucja w Haiti jest prawnie zabroniona). Między innymi dzięki temu Belg mógł objąć kolejne stanowisko w organizacji pomocowej. Rok po opuszczeniu Haiti zaczął dwuletnie kierowanie misją Action Against Hunger w Bangladeszu.

Winny, ale nieukarany

Nowe informacje  na temat Van Hauwermeirena zaczęły coraz bardziej pogrążać Oxfam – bo okazało się, że organizacja już raz popełniła ten sam błąd. W 2006 roku Belg stał na czele misji w Czadzie, gdzie – jak wyszło na jaw – pracownicy Oxfamu także korzystali z usług prostytutek, a jeden z nich stracił za to pracę. Były pracownik organizacji mówił w „The Observer”: „Szanuję Oxfam, wykonują świetną robotę. Ale to jest szerszy problem. Organizacje muszą wiedzieć o takich przypadkach i się wzajemnie o nich informować”. Z kolei Van Hauwermeiren tłumaczył się w liście rozesłanym do belgijskich władz, że jest człowiekiem z krwi i kości, wstydzi się swoich błędów – i że doniesienia w prasie są „niemal prawdziwe”.

Władze Oxfamu próbowały gasić pożar, jaki wybuchł po serii prasowych doniesień, ale zaczęły coraz bardziej się pogrążać. „Nasz regulamin zabrania pracownikom korzystania z usług seksualnych w zamian za pieniądze, oferty pracy, dobra materialne czy usługi. W 2011 roku zabroniony był tylko seks z osobami nieletnimi”. Oxfam chwalił się też uruchomieniem specjalnego telefonu zaufania dla tych, którzy chcieliby zgłosić takie przypadki.

Organizacja hojnie wspierana przez rząd

Mimo to skandal rozprzestrzenił się błyskawicznie – i dotarł do najwyższych politycznych szczebli. Nic dziwnego – co roku Oxfam dostaje bowiem od brytyjskiego rządu około 32 milionów funtów. Wstrzymaniem tych dotacji zagroziła minister do spraw rozwoju międzynarodowego, Penny Mordaunt. „Nie jest istotne, czy założyłeś telefon zaufania, czy masz kodeks dobrych praktyk – jeśli na szczycie organizacji nie ma moralnego przywództwa, to nie możesz być naszym partnerem” – mówiła Mordaunt w BBC. Dzień później do dymisji podała się wiceszefowa organizacji, Penny Lawrence.  Ale to nie wystarczyło brytyjskim władzom. Rządowa Komisja do spraw Pomocy Charytatywnej uruchomiła własne śledztwo, które ma wykazać, jaka w rzeczywistości była skala skandalu i jak Oxfam próbował go zatuszować.

Strata dobrego imienia, oznacza stratę ambasadorów

Organizacja traci już także wpływowych darczyńców. Współpracę z Oxfamem po 20 latach zakończyła amerykańska aktorka Minnie Driver. „Jestem zdruzgotana losem kobiet wykorzystanych przez tych, którzy mieli im pomagać. Jestem równie zdruzgotana reakcją organizacji,  którą wspieram odkąd miałam 9 lat”.

Z roli ambasadora Oxfamu zrezygnował też Desmond Tutu – południowoafrykański biskup anglikański i laureat pokojowego Nobla za walkę z apartheidem. We czwartek napisał w oświadczeniu, że jest „głęboko rozczarowany” doniesieniami o „niemoralnych – i prawdopodobnie karalnych zachowaniach” pracowników organizacji. Podkreślił też, że zasmuca go wpływ, jaki skandal będzie miał na pracę tysięcy dobrych ludzi, którzy wspierają Oxfam.

Organizacje niosące pomoc obawiają się jednak, że skandal zapoczątkuje głębszy kryzys zaufania do wszelkich działalności charytatywnych. Brytyjczycy do tej pory ufali im jak mało kto. Od wielu lat znajdują się w pierwszej dziesiątce najchętniej pomagających narodów świata – z zeszłorocznego „World Giving Index” (sporządzonego przez Charities Aid Foundation) wynika, że organizacje charytatywne wspiera 64 procent mieszkańców Wysp.

Dlatego organizacje starają się uniknąć błędów Oxfamu – i ujawniają informacje o przypadkach niewłaściwych zachowań. Do „małej liczby” takich zdarzeń przyznał się Brytyjski Czerwony Krzyż. Z kolei Lekarze bez Granic ujawnili, że tylko w ostatnim roku zwolniono 19 osób podejrzewanych o przestępstwa na tle seksualnym.

Test na cierpliwość – i przede wszystkim zaufanie – ma nadejść w marcu, podczas akcji Sports Relief. Odbywająca się co dwa lata wielka impreza pod patronatem BBC Sports składa się z wielu wydarzeń promujących aktywność fizyczną (planowany jest między innymi maraton taneczny). Zebrane pieniądze trafiają między innymi na zakup leków dla krajów Afryki. Dwa lata temu w jeden dzień udało się zebrać rekordowe 55 milionów funtów. W tym roku marcowa Sports Relief potrwa tydzień – a suma datków ma pomóc odpowiedzieć na pytanie o to, czy Brytyjczycy wciąż garną się do pomocy.

Ale w brytyjskich mediach coraz głośniej pojawiają się też trudniejsze pytania i jeszcze bardziej bolesne diagnozy. „Skandal wokół Oxfamu pokazuje, że kolonializm żyje i ma się dobrze” – napisała felietonistka Guardiana Suzanne Moore. „Nadużycia to efekt nierówności sił. Dzieją się tam, gdzie ci, którzy opiekują się bezbronnymi, łamią bezgraniczne zaufani. W domach opieki, szkołach z internatem, instytucjach religijnych”. Moore cytuje raport Oxfamu, w którym napisano, że Roland Van Hauwermeiren dostał szansę na „stopniowe i godne” odejście z pracy. I pyta retorycznie: „Czy godność tego człowieka była warta więcej niż ciała i dusze kobiet w Czadzie i w Haiti? Najwyraźniej”.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM