"Głosowałem, ale się nie cieszyłem" - najlepsze podsumowanie umowy koalicyjnej w Niemczech

I jednak poparcie. Dwie trzecie członków niemieckiej socjaldemokracji zagłosowało za ponownym wejściem ich partii do Wielkiej Koalicji pod przewodnictwem Angeli Merkel. Jej rząd ma zostać wybrany 14 marca. Podczas ogłoszenia wyników w centrali SPD nie było jednak słychać euforii. Są ku temu dobre powody.

"Głosowałem, ale się nie cieszyłem”, to zdanie z polskiego kabaretu politycznego zapisało się już w polskich rozmowach o polityce. Aż za dobrze pasuje ono do sytuacji głosowania socjaldemokratów i reakcjach, jakie można było obserwować podczas podawania rezultatów wewnątrzpartyjnego referendum.

Więcej niż się spodziewano

Na oddanie głosu na „tak” wielu socjaldemokratów zdecydowało się nie tyle z mocnego przekonania (i radości), że wynegocjowana umowa koalicyjna jest naprawdę tym dokumentem, który chcą poprzeć, a koalicja z chadecją tą wymarzoną, co z czystego pragmatyzmu.

Czytaj więcej o głosowaniu SPD

Słupki poparcia dla SPD od czasów wyborów, kiedy otrzymała najgorszy w historii wynik 20,5 %, jeszcze bardziej spadały. Wynikało to z jednej strony z ciągłego miotania się przywódców SPD z Martinem Schulzem na czele pomiędzy decyzją o pozostaniu w opozycji, a wejściem do rządu , z drugiej, z bardzo wyraźnych wewnętrznych konfliktów wewnątrz samej partii - co powinna ona zrobić oraz braku pomysłu na porwanie zwolenników tematami, które są dla nich naprawdę ważne.

Czytaj więcej o rozterkach Schulza

Wiele kwestii socjalnych nie zostało odpowiednio mocno podjętych (jak choćby rosnące ceny wynajmu mieszkań czy brak rozwiązań w systemie opieki nad osobami starszymi w starzejącym się społeczeństwie).

Zamiast tego socjaldemokraci kłócili się, aby do umowy nie wpisywać górnej granicy przyjmowania członków rodzin uchodźców, których status nie jest wyjaśniony (za taką granicą był chadecki potencjalny koalicjant). Przy czym obecny napływ uchodźców i ich rodzin leży i tak poniżej tej granicy (200 tys.), a ogólne ustabilizowanie się sytuacji z samym przyjazdem imigrantów powoduje, że przeciętny Niemiec nie zajmuje się teraz tą kwestią tak bardzo, jak dwa lata temu. W ostatnich sondażach SPD popierało więc 16% wyborców, co czasami leżało poniżej granicy poparcia dla Alternatywy dla Niemiec.

Problemem brak pomysłu

Ta porażka zmobilizowała jednak część członków SPD. Wprawdzie wielu było faktycznie przeciw Wielkiej Koalicji, gdyż liczyło, że w opozycji łatwiej będzie się partii na nowo wyprofilować i zreformować. Jednak coraz bardziej jasne stawało się, że to nie bycie w rządzie lub opozycji jest problemem, lecz brak pomysłu i koniecznych zmian wewnątrz ugrupowania. Rezygnacja z koalicji z CDU/CSU oznaczałaby natomiast nowe wybory. Dla partii osiągającej 16% w badaniach opinii publicznej i wyczerpanej ostatnimi miesiącami, o pustej kasie po kampanii wyborczej 2017 oraz z mniejszymi dochodami, gdyż te zależą od wyniku wyborczego, skończyłyby się one jeszcze gorzej niż poprzednie, z września ubiegłego roku. Dodatkowo partia nie miałaby przywództwa, które poprowadziłoby do wyborów, bo obecne opowiadało się za Wielką Koalicją.

Jej odrzucenie oznaczałoby, że czołowi politycy SPD musieliby zejść ze sceny. Wreszcie obiecane zmiany – ustąpienie Schulza ze stanowiska przewodniczącego i nominowanie Andrei Nahles do startu na to miejsce, zapowiada odnowę. Stąd, mimo że przez wiele tygodni oceniano, że wynik będzie „ledwo ledwo”, a nawet obawiano się porażki w referendum, ostatecznie 66% głosujących oddało głos na „tak”.

Euforii brak

Ale i przy ogłaszaniu tego dobrego wyniku widać było wyraźny brak radości, zarówno ze strony samego przywództwa SPD-które odniosło sukces, jak i śledzących przemówienie zgromadzonych w partyjnej centrali. I tu powód jest łatwy do wytłumaczenia. Skoro wielu poparło Wielką Koalicję nie tyle z mocnego przekonania, że jest ona świetnym, wymarzonym rozwiązaniem, tylko z pragmatyzmu, a przeciwnicy sojuszu z chadecją byli bardzo głośni i aktywni, socjaldemokraci muszą się poważnie napracować, aby partia wewnętrznie działała dobrze i zintegrować różne jej siły.

Przeciw koalicji nie byli przecież jedynie członkowie młodzieżówki, ale i inni. JUSOS, czyli młodzieżówka, a zwłaszcza jej szef, który stał się twarzą kampanii przeciw Wielkiej Koalicji ze strony SPD, muszą być jednak teraz włączeni w proces odnowy partyjnych struktur. Tylko wtedy reformy mogą przynieść prawdziwą zmianę. Nikt, więc nie chciał nadmierną euforią drażnić tych, którzy nie podzielali zadowolenia z wyniku. Na obu stronach ciąży teraz wyjątkowa odpowiedzialność szukania kompromisów i podejmowania decyzji, które będą rzeczywistą odnową partii. Sam wybór nowej przewodniczącej nie musi wiele zmienić.

Martin Schulz, który rok wcześniej uzyskał poparcie 100% jest tego najlepszym przykładem. Po euforii przy jego wyborze i nadziejach, jakie wzbudził, kolejne miesiące przynosiły kolejne porażki, aż do tej wyborczej. Stąd i prawdopodobna nowa szefowa, Andrea Nahles, popierana przez wielu, ale i krytykowana przez innych, będzie musiała dużo zainwestować w prawdziwe zmiany programowe i strukturalne.

Tymczasem rząd CDU/CSU – SPD pod kierownictwem Angeli Merkel wybrany ma zostać 14 marca.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzbliżeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację Konrada Adenauera w Polsce.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM