Kto zorganizuje jesienne wybory? Nie ma chętnych na urzędników wyborczych. I wcale nie dziwi, że nie chcą się zgłaszać

Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w całym kraju przyznają: mamy problem, bo nabór na urzędników wyborczych trwa od półtora tygodnia, a zgłoszeń jest jak na lekarstwo. W większości miast zgłosiły się pojedyncze osoby, choć są i takie miejsca, gdzie nie zgłosił się nikt.

Do tej pory było tak, że za organizację wyborów odpowiadał wójt, burmistrz czy prezydent i jego urzędnicy. W urzędzie powoływany był pełnomocnik do spraw wyborów, który wszystko nadzorował. Teraz to się zmienia – organizatorami głosowania w poszczególnych gminach mają być urzędnicy wyborczy.

Urzędnik, czyli kto?

Urzędnikiem takim może zostać osoba, pracująca na co dzień zawodowo w administracji samorządowej lub rządowej. Co ważne, takich obowiązków nie można pełnić w gminie, w której się pracuje i mieszka. Musi to być zupełnie inna gmina, do której – na czas wyborów – trzeba będzie dojeżdżać, by przygotować lokale do głosowania i wszystkiego dopilnować.

Czytaj też: Komisarz wyborczy: Nie wiem, czy najbliższe wybory będą mogły być w pełni sprawnie przeprowadzone

Nabór na urzędników trwa od półtora tygodnia i już widać, że chętnych jest jak na lekarstwo. – Wygląda to na razie mizernie – przyznaje dyrektor lubelskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego (KBW), Daniel Drzazga. Jak podkreśla, czas na zgłoszenia jest to 15 marca. Jeśli nie będzie wystarczającej liczby kandydatów (w Lublinie potrzebnych jest 208 urzędników wyborczych, a na razie jest tylko 9 zgłoszeń), wtedy KBW poprosi o pomoc wójtów, burmistrzów, prezydentów, starostów, wojewodę – by spróbowali delegować swoich pracowników do pracy przy wyborach (pod warunkiem, że oni sami się na to zgodzą). Jeśli i to nic nie da, do akcji wkroczy minister, który będzie musiał zdecydować, co dalej.

Na dziś liczby same pokazują, że jest problem – oto kilka przykładów:

  • ·      Wrocław -potrzebuje 120 urzędników wyborczych, a nie zgłosił się nikt
  • ·      Przemyśl – potrzeba 85 osób/ zgłosiło się 0
  • ·      Poznań – potrzebuje 118/ zgłosiło się 2
  • ·      Łódź – potrzeba 159/ zgłosiło się 5
  • ·      Białystok – potrzeba 111/ zgłoszeń 6
  • ·      Warszawa – potrzeba 224/ są zaledwie 3 zgłoszenia
  • ·      Katowice – potrzeba 162 osoby/ zgłosiły się na razie tylko 3
  • ·      Szczecin – potrzeba 142/ są 3 zgłoszenia
  • ·      Opole – potrzeba 168/ 4 zgłoszenia
  • ·      Radom – potrzeba 137/ jest 6 zgłoszeń
  • ·      Zielona Góra – potrzeba 123/ są 2 zgłoszenia
  • ·      Kraków potrzeba 182/ jest 15 zgłoszeń
  • ·      Rzeszów – potrzeba 108 urzędników wyborczych/ są tylko 2 zgłoszenia

O problemie z urzędnikami pisaliśmy już wcześniej.

Kowalski czy Nowak, który chciałby zostać urzędnikiem wyborczym, powinien zgłosić się do Krajowego Biura Wyborczego. Na druku, który trzeba wypełnić, jest m.in. adnotacja pracodawcy poświadczająca, że kandydat na co dzień pracuje w administracji rządowej lub samorządowej (taki jest wymóg). Pracodawca musi więc niejako wyrazić na to zgodę i oddelegować pracownika na czas wyborów do pracy w innej gminie. Nie wszystkim się to podoba, bo praca przy wyborach nie trwa dzień czy dwa, ale nawet kilka tygodni. To duża odpowiedzialność i dużo zadań, choć nie wszystko jest na razie precyzyjnie określone.

- Czekamy jeszcze na uchwałę Państwowej Komisji Wyborczej, która określi zakres zadań urzędników wyborczych, zasady ich wynagradzania i oczywiście zasady oddelegowywania danego pracownika. Bo tego jeszcze nie wiemy. Jak tylko będziemy mieć uchwałę, udostępnimy ją na naszych stronach i roześlemy do gmin – mówi Daniel Drzazga.

Czytaj też: Zrobiły badania w gminach, gdzie burmistrz nie dogaduje się z radnymi. Pomysłowość ludzka nie zna granic 

To, że chętnych na urzędników wyborczych jest niewielu, nie dziwi posłanki Joanny Muchy z Platformy Obywatelskiej. – Nie ma chętnych, bo ludzie nie chcą uczestniczyć w wyborach, które – na pierwszy rzut oka – budzą wielkie wątpliwości, jeśli chodzi o organizację całego procesu wyborczego. Jest sprawą ewidentną, że PiS próbuje przechylić dość wyraźnie boisko na swoją stronę i być może duża liczba osób z tego powodu nie chce w tym brać udziału – mówi J. Mucha. Dodaje, że może być i drugi powód – wybory samorządowe to bardzo skomplikowana i trudna materia. – Ktoś, kto nie ma przygotowania, wcześniej tego nie robił, po szkoleniach – które prawdopodobnie zostaną mu zaoferowane – weźmie na siebie ogromną odpowiedzialność. Więc, nie dziwi mnie to, że ludzie nie garną się w tej chwili do tej trudnej roboty – dodaje posłanka Platformy.

DOSTĘP PREMIUM