Rodzice nie mogą się doprosić spotkania z minister Zalewską. Członkini rządu PiS ma czas dla Ordo Iuris

Rodzice chcą porozmawiać z Anną Zalewską o kumulacji roczników i innych problemach siódmoklasistów, którzy przez zmiany w systemie edukacji nie mają czasu na odpoczynek i rozwijanie swoich pasji.

Organizacje pozarządowe, w tym te skupiające rodziców, zabiegają o spotkanie z Anną Zalewską - chcą się spotkać tym bardziej, że niedawno pani minister znalazła czas na rozmowę z przedstawicielami Instytutu "Ordo Iuris", znanego ze swych antyaborcyjnych poglądów i działań. Instytut opublikował raport na temat fundacji i stowarzyszeń edukujących m.in. o prawach człowieka, przed którymi - w szkołach - należy „chronić dzieci”.

To lista 25 organizacji, takich jak m.in. "Koalicja przeciw mowie nienawiści" (skupiająca Fundację "Feminoteka" i Grupę Edukatorów Seksualnych "Ponton"), ale też Amnesty International, Fundacja Edukacyjna Jana Karskiego, Fundacja na Rzecz Różnorodności Społecznej, Fundacja "Autonomia", Fundacja "Dajemy Dzieciom Siłę" czy Centrum Działań Profilaktycznych.

To właśnie po spotkaniu szefowej MEN z "Ordo Iuris", organizacje zajmujące się od lat tematyką edukacji poprosiły Annę Zalewską o spotkanie. W liście napisano, że spotkanie z jedną, konkretną organizacją to pozytywny sygnał we współpracy pani minister również z innymi stowarzyszeniami czy fundacjami. "Wyrażamy głęboką nadzieję, że będzie ono stanowiło serię rozmów z reprezentantami organizacji, które od lat zajmują się tematyką edukacji i oświaty" - napisały przedstawicielki Fundacji "Przestrzeń dla Edukacji", Fundacji "Rodzice mają głos" i Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej. Przypomniały również, że wcześniej już wielokrotnie zabiegały o rozmowę, ale do dziś nie dostały odpowiedzi.

"Ci uczniowie nie będą już po raz drugi w klasie siódmej czy ósmej!"

Ewa Rogala, dziennikarka, jest mamą siódmoklasistki. Jak mówi, wcześniej nauka sprawiała jej córce ogromną przyjemność, ale w klasie siódmej sytuacja się odwróciła.

- Moje dziecko niemal codziennie naukę i odrabianie lekcji kończy po godz. 23. W tygodniu są po 2-3 sprawdziany, do tego dochodzą kartkówki i odpytywanie. Są nowe przedmioty takie jak biologia, fizyka, chemia. Widzę, jak córka walczy z tym wszystkim i to nie dlatego, że sobie nie radzi, bo jest bardzo dobrą uczennicą, ale ogrom materiału jest taki, na który te dzieciaki nie są jeszcze przygotowane - mówi mama.

Jak dodaje, dziewczyna uwielbia sport, w tym siatkówkę, ale ma coraz mniej czasu na treningi i już na niektóre z nich nie chodzi.

- W przyszłym roku prawdopodobnie całkiem z nich zrezygnujemy - dodaje pani Ewa.

Rodzice alarmują, że podstawa programowa dla kas siódmych jest przeładowana, a problemem jest m.in. "aparat pojęciowy" choćby na lekcjach biologii - wejście w przedmiot jakby od środka (nie od klasy piątej, jak ma to mieć miejsce, ale od siódmej). Dorota Łoboda z grupy "Rodzice przeciwko reformie edukacji", również mama siódmoklasistki:

- Mam w domu nie tylko siódmoklasistkę, ale też starszą córkę w liceum. Któregoś
dnia ulitowała się nad swoją młodszą siostrą, gdy ta kolejną godzinę siedziała nad lekcjami i nie mogła czegoś zrozumieć. Powiedziała "Ja ci to wytłumaczę". Ale okazało się, że młodsza zupełnie nie wie, o co chodzi. "Ale przecież to było na początku, musisz to wiedzieć" - mówi starsza. Na co młodsza odpowiada: "Ale na jakim początku? To jest mój początek. Ja nie wiem, co było wcześniej".

W ocenie pani Doroty, to podsumowuje, jak dziś wygląda nauka - dzieci poznają szczegóły, a nie mają jeszcze ogólnych podstaw i odpowiednich narzędzi do przyswajania wiedzy. I to rodzi problemy. - Moja córka uczy się w tej chwili niemal wszystkiego na pamięć. Bo inaczej nie ma jak - mówi Ewa Rogala.

O problemach siódmoklasistów mówi nam również dyrektor Szkoły Podstawowej nr 18 w Lublinie, Marek Krukowski, jednocześnie nauczyciel historii, który uczy m.in. w klasie VII. - Te dwa roczniki (obecna klasa VII i ci, którzy do klasy VII trafią od września - przyp. red.) są w bardzo trudnej sytuacji, bo wchodzą w coś, co teoretycznie powinno zaczynać się w klasie V. Rozmawiałem np. z nauczycielką od geografii i wiem, że ma olbrzymi problem, bo pewien aparat pojęciowy powinien być przez dzieci oswojony
w klasie V i VI, tyle, że one nie miały wtedy geografii, miały przyrodę, a
geografię rozpoczęły dopiero teraz. Jest chaos. Problemem jest duże tempo
wprowadzania zmian i obszerność podstawy programowej - mówi dyr Krukowski.

Jak dodaje, mówiąc brutalnie, te roczniki w pewnym stopniu będą stracone. - Przecież nie będą po raz drugi w klasie siódmej czy ósmej - dodaje.

Minister problemu jednak nie widzi

Minister edukacji Anna Zalewska wielokrotnie podkreślała, że wdrażanie reformy edukacji odbywa się prawidłowo i nie ma z tym poważniejszych problemów. MEN nie dostrzega też problemu kumulacji roczników. Twierdzi, że w systemie szkół ponadpodstawowych miejsc będzie więcej niż uczniów i że to samorządy mają tu do odegrania ogromną rolę, ustalając odpowiednio sieć szkół na rok szkolny 2019/2020.

"Na konferencjach prasowych i posiedzeniach komisji sejmowych, jesteśmy
informowani, że reforma okazała się sukcesem. Zakładamy więc, że skoro reforma się udała, ma Pani teraz mniej obowiązków i może przeznaczyć godzinę swojego urzędowania na spotkanie z naszymi przedstawicielkami. W czasie spotkania chciałybyśmy przedstawić Pani wyniki działań monitoringowych, związanych z reformą edukacji, raporty na temat biurokracji w szkole oraz kształcenia nauczycieli, a także przejawów dyskryminacji w szkołach, co wydaje się szczególnie ważne, bowiem wraz z
rozpoczęciem urzędowania wykreślili Państwo przeciwdziałanie dyskryminacji z wymagań wobec placówek" - napisały, w liście do Anny Zalewskiej z prośbą o spotkanie, Dorota Łoboda, Iga Kazimierczyk i Elżbieta Kielak. Na odpowiedź wciąż czekają.

Również my wysłaliśmy pytanie do MEN, czy do takiego spotkania dojdzie.

"Uprzejmie informuję, że takie pismo wpłynęło do Ministerstwa Edukacji Narodowej 19 marca br. Odpowiedź na nie zostanie udzielona wnioskodawcom w ustawowym terminie" - napisał nam Łukasz Trawiński z  biura prasowego MEN.

Co to oznacza? Zgodnie z kodeksem, załatwienie sprawy (w tym odpowiedź na pismo) powinno nastąpić niezwłocznie, nie później jednak niż w terminie miesiąca od dnia wszczęcia postępowania. Czyli może to zająć miesiąc nawet w tak - wydawać by się mogło - prostej sprawie, jak list z prośbą o spotkanie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM