Walka o równe płace kobiet i mężczyzn dobra dla gospodarki. "Nie stać nas, by ignorować takie sumy"

Konserwatywny rząd każe firmom informować o nierównościach, a opozycja rozkręca akcję #PayMeToo, by kobiety głośno mówiły o swoich zarobkach. W Wielkiej Brytanii trwa walka o równe płace.

Konserwatywny rząd Theresy May chce być zapamiętany nie tylko jako ten, który wyprowadził Wielką Brytanię z UE, ale również ten, który rozwiązał problem nierówności w płacach między kobietami a mężczyznami. Zjednoczone Królestwo to jeden z pierwszych krajów, które każą dużym przedsiębiorstwom publikować dane pokazujące różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn.

Firmy muszą przesłać specjalny raport 

Brytyjska premier nazywa problem „palącą niesprawiedliwością” i podkreśla, że zmagania z nim są priorytetem jej rządu. Chodzi nie tylko o politykę równościową, ale przede wszystkim aspekt pragmatyczny: - Badania mówią, że polepszenie udziału kobiet w rynku pracy może dać gospodarce 150 mld funtów [ok. 720 mld złotych] do 2025 r. Nie stać nas, by ignorować takie sumy - pisze brytyjska minister ds. kobiet i równości, Amber Rudd.

Zobacz też: Jak duże są różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn w Polsce? Sprawdź na własnym przykładzie

4 kwietnia o północy kwietnia mija termin, w którym każde brytyjskie przedsiębiorstwo zatrudniające więcej niż 250 pracowników musi przesłać raport informujący o zarobkach swoich pracowników. Regulacja dotyczy zarówno sektora prywatnego, jak i przedsiębiorstw publicznych oraz organizacji pozarządowych.

W raporcie muszą znaleźć się średnie stawki godzinowe oraz ich mediana (tzn. zarobki pracownika o przeciętnej pensji w firmie, Ta informacja pozwala uniknąć sytuacji, gdy dane zawyżane są np. przez wysokie dochody kadry zarządzającej) z podziałem na cztery ćwierci - od najlepiej do najgorzej zarabiających. Firmy, które tego nie zrobią, muszą się liczyć z grzywnami.

Ryanair niechlubnym rekordzistą

Wszystkie dane są na bieżąco udostępniane na rządowych stronach. Wpisując nazwę interesującej nas firmy możemy od razu zobaczyć, jak bardzo różnią się zarobki kobiet od mężczyzn. Chociaż przedstawicielka brytyjskiego Home Office (odpowiednik MSW) Sarah Nevins w telefonicznej rozmowie z portalem TOK FM nie chce komentować dotychczasowych wyników - z tym ministerstwo czeka, aż dane spłyną od wszystkich firm - to jednak zachęca do samodzielnych analiz.

Wśród objętych badaniem firm znajdziemy oddziały międzynarodowych korporacji, takich jak Microsoft, Google czy Apple. W przypadku każdej z nich kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, a na lepiej opłacanych stanowiskach więcej jest mężczyzn niż kobiet.

Jak ustaliło BBC, największe nierówności widać w sektorach budownictwa i wydobycia, ale też finansów i edukacji. Do niechlubnych rekordzistów należy tania linia lotnicza Ryanair z nierównością na poziomie 71,8 proc. Oznacza to, że na każde 100 zł zarobione przez mężczyznę, kobieta dostaje tam 28,20 zł. Firm, gdzie kobiety zarabiają więcej, jest kilkanaście procent, a wśród nich m.in. do niedawna państwowa spółka pocztowa Royal Mail.


W Wielkiej Brytanii nierówna płaca za tę samą pracę jest nielegalna od 1970 roku. Jak wskazuje w rozmowie z TOK FM dr Ewa Rumińska-Zimny, ekspertka ONZ i UE ds. ekonomicznych aspektów równouprawnienia kobiet i mężczyzn, to co innego niż faktyczna różnica w poziomie płac. Jak podaje, kobiety przeważają w sektorach o niskich płacach, a także na niższych stanowiskach. - Mają też krótszy staż pracy z uwagi na przerwy na urlop macierzyński - dodaje.

Wyrazy wsparcia i akcje prawicowych trolli

Ekonomistka zwraca jednak uwagę, że czynniki, które w świetle prawa są nielegalne, w praktyce również mają wpływ na zarobki kobiet.

- Na przykład manipuluje się opisem stanowiska, jeśli zatrudniana jest kobieta, tak aby obniżyć płacę. Takie praktyki są możliwe z uwagi na brak jawności płac, zwłaszcza w sektorze prywatnym - mówi. - Do jawności zobowiązuje przedsiębiorców nowa ustawa brytyjskiego rządu. Ale dotyczy to tylko firm średnich i dużych, a różnice plac utrzymują się zwłaszcza w mniejszych firmach - dodaje.

Aby zachęcić wszystkie kobiety do nagłośnienia nierówności, grupa posłanek Partii Pracy promuje w mediach społecznościowych hashtag #PayMeToo (to nawiązanie do słynnego #MeToo, ale też gra słowna oznaczająca "Zapłaćcie mi również"). Strona akcji sugeruje kobietom, aby otwarcie mówiły o płacach w swoim miejscu pracy, korzystały z pomocy związków zawodowych oraz przeniosły dyskusję do sieci.

W mediach społecznościowych, oprócz wyrazów wsparcia, pojawiają się jednak wpisy prawicowe dyskredytujące problem, w tym takie, które ciążę i wychowanie dzieci nazywają „wyborem stylu życia”. Natomiast urlopy macierzyńskie, które w Wlk. Brytanii mogą być dzielone przez partnerów, sprowadzają do kosztów dla pracodawcy.


Wbrew fali krytyki, dr Rumińska-Zimny chwali społecznościową formę nacisku i zwraca uwagę, że polityka równościowa jest na dłuższą metę korzystną dla pracodawców.

- Mają dostęp do większej puli talentów i zasobów pracy. Rząd powinien dać jasny sygnał polityczny, argumenty, że to się opłaca - a także wsparcie np. dla zmian polityki HR w firmach w zakresie rekrutacji czy promocji powrotu do pracy po macierzyńskim. A przede wszystkim zapewnić dostęp do instytucjonalnej opieki nad dziećmi - tłumaczy. 

Nierówności płacowe dotyczą w podobnym stopniu wszystkich krajów Europy, w tym Polski. Jednak w przeciwieństwie do brytyjskiej Partii Konserwatywnej, rząd PiS nie wprowadza rozwiązań, które miałyby zmienić ten stan rzeczy. W poprzednich latach na problem zwracał uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Najwyższa Izba Kontroli. Wygląda jednak na to, że na zniesienie nierówności najszybciej liczyć mogą setki tysięcy polskich emigrantek na Wyspach Brytyjskich.

DOSTĘP PREMIUM