Berlin ogranicza prędkość do 30 km/h nawet na głównych ulicach. To część walki o czyste powietrze

Podróżnych, wybierających się do Berlina samochodem, ta wiadomość powinna zainteresować szczególnie. Niebawem, na niektórych głównych berlińskich ulicach obowiązywać będzie limit prędkości 30 km/h.

Powodem takiej decyzji jest walka o czyste powietrze. Ograniczenie prędkości do 30 km/h wprowadzane zostaje od poniedziałku 9 kwietnia na Leipziger Straße.

W kolejnych tygodniach dołączą do niej  Potsdamer Straße, Hauptstraße, Tempelhofer Damm i Kantstraße – w sumie na długości 6 kilometrów. Według berlińskich władz ma to ograniczyć emisję tlenku azotu (mowa jest o ok 10%), a więc pozytywnie wpłynąć na czystość powietrza w niemieckiej stolicy.

Czy faktycznie się to uda, ma być zmierzone po roku od obowiązywania nowych zasad. Dotychczas takie przepisy funkcjonują na mniejszych ulicach, np. od 2000 roku na Silbersteinstrasse, która uchodziła za najbardziej zanieczyszczoną ulicę Niemiec. Od tego czasu jakość powietrza uległa tam poprawie (natężenie tlenku azotu spadło o 26 proc.), choć może to być częściowo spowodowane także zakazem jazdy ciężarówek na tym odcinku. Na innych berlińskich ulicach, na których obowiązuje limit 30 km/h, dane pokazują spadek o 5-9 proc.

Czytaj też: Niemcy w zbliżeniu: Rozterki szefa SPD

Przeciwnicy tego rozwiązania wywodzą się zarówno z ruchów opowiadających się za dalszym ograniczaniem transportu samochodowego, jak i ze środowisk, które niechętne są wszelkim takim regulacjom. Jeden z ruchów na rzecz rowerzystów twierdzi, że taka regulacja niewiele zmieni w jakości powietrza i domaga się generalnych zakazów wjazdów aut w niektóre miejsca.

Z kolei partia CDU, znajdująca się w Berlinie w opozycji do landowego rządu SPD-Lewica-Zieloni uważa, że limity są wypowiedzeniem walki użytkownikom samochodów. Za bardziej odpowiedni instrument uważa wprowadzenie „zielonych fal” lub stworzenie przepustowych arterii komunikacyjnych.

Ograniczenie prędkości ma być nadzorowane przez policję, aby dało się realistycznie ocenić, czy przyniosło oczekiwane skutki. Odpowiednio dopasowana ma być też sygnalizacja świetlna, aby usprawnić przepływ samochodów i ograniczyć konieczność ich zatrzymywania się, a wiec i wydzielania większej ilości spalin przy ponownym ruszaniu.

Zielona plakietka

Limity prędkości to nie jedyne rozwiązanie, mające poprawić jakość berlińskiego powietrza. Zarówno w stolicy jak i niektórych miastach od kilku lat wydzielono „strefy środowiskowe” w centrum miasta, do których wjazd mają jedynie pojazdy, wydzielające maksymalnie określoną ilość spalin. Oznaczone są one specjalną zieloną plakietką. Przyznanie jej jest na czas nieokreślony i nie zależy obecnie od faktu, czy silnik spala olej napędowy czy benzynę. Obecnie wyznaczone normy spełnia około 90 proc. rejestrowanych pojazdów, co powoduje, że ograniczenia nie mają już aktualnie tak dużego znaczenia.

System obowiązuje w całych Niemczech, czyli z plakietką wydaną w mieście X można wjechać także do takiej strefy w mieście Y. Według stanu ze stycznia 2018 w całym kraju wydzielono 58 takich stref.

Plakietka niebieska – walka z dieslem

Nowością oraz realną zmianą miałaby być natomiast plakietka niebieska, związana z ograniczeniami dla samochodów z silnikiem diesla. Wyrok sądu w Lipsku z lutego 2018 roku otworzył bowiem drogę do wprowadzania zakazu poruszania się takich aut w miastach, w których limity tlenku azotu w powietrzu są przekraczane. Takie ograniczenia mogą być wprowadzane lokalnie.

Od końca lutego obowiązują w Hamburgu na dwóch ulicach, od października dołączą odcinki ulic w Stuttgarcie. W celu uniknięcia chaosu i federalnego uregulowania tej kwestii postulowane jest więc wprowadzenie wspomnianej niebieskiej plakietki. Miałaby być ona wydawana tylko tym samochodom z napędem diesla nowej generacji, które mogłyby wjeżdżać do wyznaczonych stref.

Nie ma jednak politycznej zgody na takie rozwiązania. Przeciwko wypowiedziała się kanclerz Merkel, która zamiast tego postuluje dopasowanie regulacji do konkretnych przypadków miast.

Równolegle toczy się także debata o wprowadzeniu, jako instrumentu wspomagającego ograniczenia emisji groźnych gazów, bezpłatnej komunikacji miejskiej. W odpowiedzi na zarzuty Komisji Europejskiej, która wskazała, że Niemcy przekraczają dopuszczalne normy, rząd federalny napisał, że będzie wspomagał finansowo gminy we wdrażaniu bezpłatnych przejazdów. Pomysł bezpłatnej komunikacji poparły związki zawodowe i lewica, wyrażając jednocześnie wątpliwości, czy rzeczywiście budżet federalny wyasygnuje odpowiednie wsparcie.

Poszczególne miasta, jak Herrenberg, Reutlingen czy Mannheim, w których limity emisji groźnych gazów są przekraczane, wprowadzają już różne działania, ale podkreślają, że liczą na środki centralne. Przykładowo redukują ceny biletów okresowych komunikacji miejskiej, oferują bezpłatną kartę zniżkową na przejazdy koleją, rozbudowują sieć ścieżek rowerowych oraz kupują autobusy na gaz ziemny.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzbliżeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację Konrada Adenauera w Polsce.

DOSTĘP PREMIUM