Austriacy znaleźli kupca na bank. "To nie będzie koniec Raiffeisena w Polsce" - zapewnia prezes

- To nie będzie koniec Raiffeisena w Polsce, bo zostanie część związana z kredytami hipotecznymi, walutowymi - zapewnia w TOK FM Piotr Czarnecki, prezes zarządu Raiffeisen Polbank.

Bank BGŻ BNP Paribas potwierdził w niedawnym komunikacie zakup Raiffeisen Bank Polska od Raiffeisen Bank International za 3,25 mld zł.

Austriacki bank działa w Polsce od 1991 roku.

- To nie będzie koniec Raiffeisena w Polsce, bo zostanie część związana z kredytami hipotecznymi, walutowymi. Kawałek długoterminowego portfela zostanie. Ale zorganizowana część przedsiębiorstwa przejdzie pod zieloną flagę Paribas - mówił w magazynie "EKG"  Piotr Czarnecki, prezes zarządu, Raiffeisen Polbank

Austriacka centrala Raiffeisena od dawna próbowała sprzedać polski biznes.  - Nie jest łatwo sprzedać bank z portfelem hipotecznym we frankach - gość TOK FM.

- Konsolidacja, brak konkurencji, idą złe czasy dla klientów? - pytał prowadzący audycję Maciej Głogowski.

- U nas konsolidacja banków nie jest aż tak duża. W innych krajach 2-3 banki mają ponad 50 proc. rynku. U nas to jest 5-7 banków. Francuzi biorą zdrowy, dobrze usadowiony w silniku polskiej gospodarki bank, po to, żeby się wzmocnić - przekonywał prezes Raiffeisen Polbank.

Co będzie dalej?

- Kiedy banki dadzą więcej zarobić? Kiedy zmienią się polityki związane z naszymi oszczędnościami? - dopytywał Maciej Głogowski.

- To pytanie trzeba skierować do Rady Polityki Pieniężnej, która mówi “będziemy utrzymywali wysokie stopy procentowe”. Zadziwiło mnie, że druga część tego komunikatu była sformułowana tak, że rada nie widzi powodu do podnoszenia stóp w przewidywalnej perspektywie, czyli w ciągu najbliższych dwóch lat. To jest naprawdę bohaterskie. Ja bym się nie odważył powiedzieć, co się będzie działo na rynku finansowym i na naszym polskim rynku w ciągu dwóch lat - mówił Piotr Czarnecki.

Czytaj też: Polska Fundacja Narodowa kosztuje nas ponad 600 tys. zł dziennie. I pilnie strzeże swoich tajemnic

- Gdzie pan widzi zagrożenia? - pytał prowadzący.

Jak mówił Czarnecki, niepokojących sygnałów jest kilka.

- Ostatni odczyt inflacji zaskoczył wszystkich. Jeżeli analitycy rynku są zaskoczeni, to niedobrze. To znaczy, że dzieją się rzeczy, które nie są w modelu. I myślę, że my nie jesteśmy w modelu. Zaczęliśmy rozkręcać gospodarkę na rynku pracy - tłumaczył.

- Program 500 plus, wcześniejsze emerytury - nie mówi się o tym, ale one wykraczają daleko poza plany rządu. W tym roku i w zeszłym poszło na emerytury dużo więcej ludzi. Do tego bardzo silna presja na płace. Można powiedzieć - inflacja bazowa jest na niskim poziomie. No dobrze, ale wzrost jest napędzany przez konsumpcję, a płace rosną znacznie szybciej niż inflacja. To prowadzi do jeszcze większej presji płacowej. To jest kręcenie potencjometrami, które będzie miało wpływ na gospodarkę - wymieniał Piotr Czarnecki.

Zdaniem gościa "EKG", na razie nie doszło do kryzysu dzięki pracownikom z Ukrainy.

- Gdyby nie milion Ukraińców, rozłożylibyśmy kilka motorów gospodarki, np. budownictwo i usługi - przekonywał.

DOSTĘP PREMIUM