"Boję się, że mój sąsiad okaże się neonazistą". Organizator antyfaszystowskiego "Święta pokoju" zaczął działać

- Mówiąc o neonazizmie w Niemczech, trzeba przyznać, że mamy problem - mówi Jan Kirchhoff, współorganizator "Święta pokoju", który jest odpowiedzią na celebrowanie urodzin Hitlera.

Mieszkańcy przygranicznego miasteczka Ostritz (znajdującego się między Zgorzelcem a Bogatynią, po niemieckiej stronie Nysy) sprzeciwiają się neonazistom, którzy w ich mieście w ten weekend zorganizowali swój festiwal. Jan Kirchhoff mieszka niedaleko, bo w Gorlitz, 20 kilometrów od Ostritz - w rozmowie z Radiem TOK FM - wyjaśnia, do kogo należy hotel, w którym bawią się naziści i bez ogródek tłumaczy, co o nich myśli.

Aleksander Palikot: Dlaczego zdecydowałeś się wspierać "Święto pokoju"?

Jan Kirchhoff: Cztery miesiące temu z mediów dowiedzieliśmy się, że przyjeżdżają tu naziści. Mój kolega jest odpowiedzialny za Międzynarodowy Dom Spotkań, który należy do miejscowego klasztoru, słynnego Stankt Marienthal. Razem stwierdziliśmy, że trzeba coś zrobić. Dlatego zorganizowaliśmy dofinansowanie. Dalej już wszystko powstało z inicjatywy powiatu, ale nie od władz, tylko od społeczeństwa.

Wydarzenie potrwa cały weekend. Co zaplanowaliście?

- W sobotę wieczorem będzie przemawiał premier Saksonii Michael Kretschmernad. Mamy tutaj różne inicjatywy, które pokazują, jak pracuje się nad demokratycznym państwem. Naziści, którzy spotykają się w hotelu Neisseblick, są przeciwko wszystkiemu. Nawet Sąd Najwyższy w Niemczech orzekł, że ich partia nie może istnieć, ale nie odebrali im prawa do bycia partią. Ich pogląd, ideologia, na których opiera się NPD, wymierzona jest przeciwko demokracji.

Jak myślisz, z czego wynika to, że odbywają się neonazistowskie festiwale i to, że w ogóle są ludzie, którzy na nie przyjeżdżają?

- Nie jestem socjologiem, nie jestem w stanie wytłumaczyć wszystkich czynników, ale wiem, że wszędzie znajdzie się jakiś głupek.

Myślisz, że odzwierciedla to szerszy nurt w niemieckiej polityce czy w życiu społecznym? Czy jest to po prostu zwykła impreza?

- Mówiąc o neonazizmie w Niemczech, trzeba przyznać, że mamy problem. Zwłaszcza w naszym powiecie. Mamy kilka domów, których mieszkańcy zbierali pieniądze, aby rozbudować struktury. Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU) i Blood and Honour, które są wciąż aktywne w Polsce, w Niemczech zabronione, także tutaj działają i dysponują pieniędzmi. Kiedy powstaje takie miejsce jak hotel Neisseblick, cały powiat ma problem, bo neonaziści mogą robić, co chcą.

Co to dokładnie za miejsce?

- Właścicielem hotelu jest Hans-Peter Fischer, który mieszka w Biblis koło Mainz, były członek NPD. Hotel kupił tuż po upadku NRD. Jest Ślązakiem, jego rodzice są niemieckimi wypędzonymi. W przeszłości, w latach 90., organizował zloty dla wypędzonych. Jednak grupa ta przestała tu przyjeżdżać, zestarzała się. Co więc zrobić z tak wielkim terenem, na którym poza hotelem są opuszczone hale fabryczne? Taki festiwal to dla niego sposób, żeby chociaż trochę na tym zarabiać. I siedzi w tym swoim Biblis i mówi jedynie: „nie obchodzą mnie ludzie, którzy się tutaj spotykają, ja tylko zarabiam". 

Co czujesz, przebywając teraz w Ostritz?

- Prawdę mówiąc: paranoję. Boje się, że spotkam któregoś z sąsiadów i będzie szedł na ten festiwal. I nagle okaże się, że jest neonazistą. Z drugiej strony bardzo się cieszę, że odbywa się festiwal zorganizowany przez antyfaszystów. Mieszkańcy Ostritz protestują: wychodzą z domów i mówią „nie chcemy takiego wydarzenia, nie zgadzamy się na to.”

Poseł Jakubiak o neonazistach: Mamy do czynienia z wariatami

DOSTĘP PREMIUM