Niania poniża i straszy 13-miesięczne dziecko, prokuratura umarza. Rodzice przysłali nam nagranie

- Zaraz ci strzelę w pysk - tak niania 'zachęcała' 13-miesięczne dziecko do jedzenia. Przez cały dzień obrażała dziewczynkę, klęła i zastraszała. Prokuratura nie widzi przestępstwa. Kobieta może pracować z dziećmi.

Rodzice dziewczynki zostawili w domu dyktafon, bo nabrali podejrzeń po tym, jak ich dziecko zaczęło się zachowywać w nietypowy sposób. Nagranie potwierdziło ich najgorsze obawy. Sprawa trafiła do warszawskiej prokuratury, ale śledczy nie dopatrzyli się znęcania nad dzieckiem i umorzyli postępowanie - twierdzą, że siedmiogodzinne nagranie to niewystarczający dowód. Po interwencji sądu będą musieli sprawę zbadać jeszcze raz.

Rodzice dziewczynki zgłosili się do TOK FM i poprosili o nagłośnienie sprawy, bo chcą ostrzec innych. Minął ponad rok od czasu, gdy odkryli, co działo się w domu podczas ich nieobecności. Mimo prowadzonego przez prokuraturę śledztwa, nie ma przeciwwskazań do tego, by niania nadal pracowała w innej rodzinie i by agencje pośredniczące oferowały jej usługi.

Prezentowany przez nas zapis to oczywiście wycinki z jednego dnia opieki niani nad trzynastomiesięczną dziewczynką.

Rodzice szukali zaufanej osoby

Rodzice Ani ponad rok temu znaleźli się w sytuacji typowej dla rodziny żyjącej w dużym mieście: urlop macierzyński się skończył, na żłobek nie ma szans, trzeba znaleźć kogoś do opieki. Najlepiej zaufaną, sprawdzoną osobę. Dobrze poprosić o pomoc agencję.

- Mieliśmy szereg spotkań z kandydatkami, ale ta niania zrobiła na nas najlepsze wrażenie. Polecana, zachwalana przez agencję, doświadczona w pracy z dziećmi - mówi w rozmowie z TOK FM Grzegorz, ojciec dziewczynki.

- Po prostu zrobiła super wrażenie dodaje, że na początku nic nie wskazywało na problemy Dobrze z nią żyliśmy. Była miła, dbała o relacje między nami - relacjonuje mężczyzna i dodaje, że po jakimś czasie zaczęli się zastanawiać, dlaczego ich córka jest bardziej nerwowa. Budzi się w nocy, płacze na przykład przy przewijaniu pieluchy i karmieniu.

Postanowili zostawić w pokoju włączony dyktafon. - Wieczorem, kiedy tego słuchaliśmy, byliśmy wstrząśnięci. Tam się przez cały czas coś działo. Ta kobieta nie tylko nie radzi sobie z dzieckiem, ale nie radzi sobie ze swoimi emocjami - mówi ojciec Ani i dodaje, że do dziś zachodzą w głowę, co się działo, zanim zaczęli nagrywać. 

Prokuratura umarza sprawę

Rano zadzwonili do niani i powiedzieli, że nie będą dalej współpracować. Nie wydawała się zaskoczona, ale zaprzeczała zarzutom - mówi pan Grzegorz i dodaje, że gdyby nie nagranie, im też byłoby trudno w to wszystko uwierzyć. Wezwali szefową agencji, która nianię im poleciła .

- Popłakałam się, kiedy tego słuchałam. W agencji zastanawialiśmy się, czy mogliśmy to przewidzieć - mówi Joanna Jakubiak, szefowa agencji Zaufana Niania. Twierdzi, że zadzwoniła do rodziców, którzy do tej pory zatrudniali tą opiekunkę. Byli w szoku. Deklarowali, że jeśli trzeba się będzie wstawić za kobietą, to to zrobią, bo nigdy nie mieli zastrzeżeń.

Rodzice Ani twierdzą, że nie chcą się na opiekunce mścić, ale uznali, że tak sprawy zostawić nie mogą. Ich zdaniem niania nie powinna pracować z innymi dziećmi i dlatego zgłosili sprawę na policję. Zresztą to doradziła im też psycholog współpracująca z agencją Zaufana Niania.

- Liczyliśmy na szybkie działanie, które sprawi, że ta pani nie będzie już opiekować się dziećmi. Niestety nic tu nie działo się szybko - mówi ojciec dziewczynki. Rodzice wezwanie na przesłuchanie otrzymali po paru tygodniach i dowiedzieli się, że zanim wezwanie otrzyma niania, miną miesiące. Postępowanie przeniesiono do prokuratury, a ta sprawę umorzyła.

Przekleństwa i krzyki to za mało dowodów?

Oficjalnie śledztwo zakończono z powodu niewystarczających dowodów, które miałyby potwierdzać popełnienie przestępstwa. Zaznaczmy, że rodzice zgłaszając sprawę zanieśli nagranie z dyktafonu. Wskazali nawet fragmenty, które ich zdaniem można by zakwalifikować jako przemoc psychiczną i fizyczną. W rozmowach z policją rodzice usłyszeli, że powinni dłużej nagrywać.

- Wynika z tego, że powinniśmy pozwolić dłużej znęcać się nad swoim dzieckiem i to rejestrować. To jakiś absurd - mówi ojciec dziś dwuletniej Ani i dodaje, że postanowili zwrócić się w tej sprawie do sądu. Ten kilkanaście dni temu zdecydował, że decyzja o umorzeniu śledztwa nie była słuszna i prokuratorzy będą się jej musieli przyjrzeć jeszcze raz.

Przekleństwa, krzyki, obrażanie dziecka słychać na nagraniu wyraźnie. Pozostaje jeszcze kwestia sprawdzenia, czy nie doszło do przemocy fizycznej. - Słyszymy tam "klaśnięcia" i płacz dziecka - mówi ojciec Ani, ale bez nagrania wideo nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy dziecko było bite.

Niania może pracować dalej

Niania nadal może swobodnie pracować. Na rynku są setki albo i tysiące agencji pośredniczących między rodzicami i opiekunkami do dzieci i nic nie stoi na przeszkodzie, by niania znalazła kolejną rodzinę do współpracy. - Nie możemy nawet zadzwonić do innych agencji i przekazać danych tej pani z informacją o tym, co się stało. Dopóki nikt nie udowodni jej winy, to jest niewinna kobieta i każde tego typu działanie z naszej strony byłoby pomówieniem - mówi Joanna Jakubiec z agencji Zaufana Niania. Zaznacza, że w takich sytuacjach mają związane ręce.

Szefowa agencji dodaje, że problem jest szerszy. Często zgłaszają się do nich kobiety, które, jak okazuje się w trakcie badania psychologicznego, nie nadają się do pracy z dziećmi. - Sprawdzamy ich dokumentację i okazuje się, że dana kobieta od dawna pracuje w przedszkolu. Dzwonimy tam, ale i tak nikt nie bierze naszych opinii na poważnie - mówi Jakubiak.

Kobieta, która nienawidzi swojej pracy

Nagranie opiekunki odtworzyliśmy doświadczonemu psychologowi dziecięcemu. Dziecięca psychoterapeutka dr Barbara Arska-Karyłowska z SWPS twierdzi, że ta niania ewidentnie robi coś wbrew sobie. - Ona tego nie lubi, zmusza się do pewnych zachowań, które są poprawne. Mówi do tego dziecka, a jednocześnie ono ją bardzo denerwuje. Sformułowania w stylu "strzelę ci w pysk" to ewidentnie dawanie upustu swojej złości  - mówi psycholożka i zaznacza, że dziecko takie sygnały zakoduje i będzie miało problemy z jedzeniem.

Jak przyznaje dr Arska-Karyłowska, czasem z takich nagrań trudno określić, czy dane zachowanie można zakwalifikować jako znęcanie się nad dzieckiem. - Trudno określić, czy dochodzi do przemocy fizycznej, ale z tego co słyszę wynika, że to jest rodzaj przemocy - mówi.

DOSTĘP PREMIUM