Warakomska: Matki niepełnosprawnych dzieci czują się jak więzieniu. Tak wychodzi hipokryzja PiS

Mózg chłopca został zniszczony w 70 proc., lekarze i sąd chcą odłączenia od aparatury. Politycy PiS nawołują jednak, by Brytyjczyk dalej był leczony, gdy rodzicie niepełnosprawnych czekają w Sejmie na pomoc.

Alfie Evans to 2-latek z Liverpoolu, u którego stwierdzono nieznaną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey, gdzie przy życiu utrzymuje go specjalistyczna aparatura. Chociaż lekarze nie są w stanie postawić dokładnej diagnozy, to skany magnetycznym rezonansem wykazały, że 70 proc. tkanki jego mózgu obumarła. Lekarze stwierdzili, że dalsze leczenie jest nie tylko "bezcelowe", ale też "niehumanitarne".

Rodzice domagali się utrzymania chorego dziecka przy życiu, a związany z Watykanem szpital we Włoszech zobowiązał się do bezterminowo podtrzymywania go przy aparaturze. Jednak brytyjski Sąd Najwyższy uznał, że dalsza terapia "nie leży w interesie" chłopca.

Obudziło to gesty solidarności na całym świecie, także ze strony polskiego prezydenta Andrzeja Dudy, który na Twitterze napisał, że "Alfie musi zostać ocalony", a "jego odważne małe ciałko udowodniło, że cud życia jest silniejszy niż śmierć. "Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie" - czytamy we wpisie.

Przeciwko decyzji brytyjskich lekarzy stanęła także wicepremier ds. społecznych Beata Szydło, domagając się interwencji Komisji Europejskiej i zapowiadając pomoc dla rodziny. W tej sprawie zaproponuje posiedzenie rządu.

- Wszystkim, którzy tak desperacko próbują uratować Alfie'ego przypomnę, że ich ukochany Jan Paweł II był przeciwko uporczywej terapii. Mówił, że trzeba od niej odstąpić kiedy lekarze tak uznają - mówiła w Poranku Radia TOK FM Renata Kim, redaktorka "Newsweeka". - Nie rozumiem, dlaczego polski rząd miałby się angażować w jakąkolwiek akcję pomocy rodzicom, którzy wbrew decyzji lekarzy i sądu, jedynie przedłużają cierpienie tego dziecka.

To jest moment, w którym wychodzi hipokryzja PiS: walczą o życie zajmując się tylko tym, co jest przed urodzeniem - komentowała Dorota Warakomska, prowadząca przegląd prasy TOK FM - Po urodzeniu zrzucają wszystko na barki matek i nie zauważają, że one też chciałyby normalnie żyć, ma marzenie, nierzadko inne dzieci, którym nie poświęca tyle czasu.

Warakomska skontrastowała zaangażowanie polityków PiS w sprawie brytyjskiego chłopca z dezynwolturą, jaką okazują rodzicom dorosłych niepełnosprawnych, którzy okupując korytarze Sejmu domagają się m.in. objęcia ich świadczeniami, które przysługują dzieciom.

- Modlitwy nie wystarczą, panie prezydencie - mówiła prowadząca. - Politycy PiS nie mogą wiedzieć, co to znaczy być kobietą uwięzioną w domu, gdzie wszystko jest podporządkowane opieką nad dorosłym niepełnosprawnym dzieckiem. Znam rodzinę, w której jest syn chory na porażenie mózgowe, leukoencefalopatię, porażenie spastyczne, zespół Westa, zanik nerwu wzrokowego - mówiąc wprost, ten chłopiec jest rośliną. Jego matka, którą podziwiam absolutnie, powiedziała mi ostatnio, że czuje się jak w więzieniu - tłumaczyła, krytykując jednocześnie postawę państwa. - Nie ma opieki dla syna, pomocy, możliwości by ktoś ją odciążył - podsumowała.

Wpis Prezydenta został udostępniony prawie 2,5 tys. razy, generując, oprócz pochwał, wiele nieprzychylnych komentarzy. Jak napisała jedna z użytkowniczek: "Zamiast modlić się za dziecko, którego stan jest wegetatywny i nic tego nie zmieni, może pomógłby pan niepełnosprawnym dzieciom i ich opiekunom protestującym w Sejmie? One żyją, czują i myślą".

DOSTĘP PREMIUM