"Ludzie boją się mandatu, a nie utraty życia". Tragiczny bilans majówki na drogach

Majówki nie przeżyły 72 osoby - zginęły w wypadkach drogowych. - Kierowcy przeceniają swoje umiejętności i możliwości swoich pojazdów - mówił w TOK FM Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji.

850 wypadków, 72 ofiary śmiertelne i 1081 rannych, zatrzymanych 3582 kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu - to bilans tegorocznej majówki na polskich drogach. Z policyjnych statystyk wynika, że na drogach było bezpieczniej niż w 2016 r., ale mniej bezpiecznie niż w 2017. - Ogólna tendencja pokazuje, że jest coraz bezpieczniej, ale zmiany na lepsze są zbyt powolne - komentował komisarz Radosław Kobryś.

Łukasz Zboralski z portalu brd.24  zauważył, że liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w majówkę … nie odbiega od polskiej średniej dziennej. - Każdego dnia na naszych drogach ginie średnio 7-8 osób - wyjaśnił.

Boimy się tylko kary

Z doświadczeń policji wynika, że kiedy na drogach jest więcej kontroli i informują o tym media, na jezdniach robi się bezpieczniej. - Najgorsze jest to, że wtedy ludzie jadą wolniej, bo boją się mandatu, a nie utraty życia. Bawią się w kotka i myszkę - komentował Kobryś.

- Z badań ITS wynika, że 90% kierowców przyspiesza zaraz po minięciu fotoradaru - dodała prowadząca audycję Analizy Agata Kowalska.

Dziennikarka zauważyła zaskakującą prawidłowość, że w powszechnej świadomości jezdnia nie jest niebezpiecznym miejscem. Ciemne zaułki,ryzyko włamania, czy spacer wieczorem budzą strach, ale podróż autem już nie.

Zdaniem Łukasza Zboralskiego, sytuację mogłyby poprawić większe kary za łamanie przepisów ruchu drogowego, ale politycy nie mają odwagi ich wprowadzić.

Nie umiemy jeździć

Ustosunkował się też do argumentu, który często pada ze strony kierowców - że za wypadki odpowiada zły stan polskich dróg.

- Autostrady mamy przecież najnowsze w Europie, a wskaźnik śmiertelności jest największy - dziwi się. Jak mówi, dzieje się tak, bo nikt nie uczył kierowców, jak się prawidłowo jeździ po autostradach. - Nie było żadnej akcji informacyjnej, po prostu dostaliśmy autostrady i zaczęliśmy po nich jeździć. Dużo zabitych to piesi. Ludzie przechodzą przez autostrady, wychodzą z aut. A prowadząc samochód nie zachowują bezpiecznej odległości od pojazdów przed nimi - wymieniał.

Podkreślał też, że uczący się w ośrodkach szkolenia kierowców nie ćwiczą na autostradach, a egzamin zdają bez wyjeżdżania na autostradę.

- Kierowcy na autostradzie przeceniają swoje umiejętności i możliwości swoich pojazdów. Jadąc 140 km/h tracą świadomość, jak szybko jadą. Kiedy zbliżają się do łuku drogi za późno orientują się, że powinni przyhamować - dodał komisarz Kobryś.

Samochody w opłakanym stanie

Kolejnym problemem, do którego nawiązał redaktor Zboralski, jest stan techniczny samochodów w Polsce. - Często jeździ się pojazdami, które nie powinny przejść przeglądów - mówił.

Od 27 kwietnia policja prowadziła działania kontrolno-prewencyjne "Bezpieczny weekend". Trwały do niedzieli 6 maja. Funkcjonariusze skupili się głównie na wyjazdach i wjazdach do większych miast, gdzie było najwięcej utrudnień. Kontrole w głównej mierze dotyczyły przekraczania prędkości i jazdy pod wpływem alkoholu.

DOSTĘP PREMIUM