"Panie ministrze, niech pan nie mówi głupot. Chcemy konkretów". Burzliwe spotkanie ws. cen malin

Plantatorzy w proteście przeciwko niskim cenom skupu nie zbierają malin. - Jest ich dużo, są piękne. Trudno, najwyżej nic z nich nie będzie - mówi pan Wojciech. Nastrojów nie poprawiło spotkanie z wiceministrem rolnictwa.

Na spotkanie z plantatorami z województwa lubelskiego, które odbyło się w miejscowości Boby, zaproszony był minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Ale po podaniu się przez niego do dymisji do udziału w spotkaniu wydelegowano wiceministra Jacka Boguckiego.

Rolnicy domagają się m.in. wyższych cen skupu owoców. W proteście przeciwko niskim cenom skupu nie zbierają malin.

Spotkanie było dość burzliwe. Minister grzmiał, że złej sytuacji na polskiej wsi winne są wieloletnie zaniedbania poprzednich rządów. Argumentował, że wyprzedano państwowe zakłady przetwórcze i skutek jest, jaki jest. - Myśmy, jako Prawo i Sprawiedliwość, nigdy nie brali udziału w tej zbójeckiej prywatyzacji - dowodził minister. - Zrujnować narodową gospodarkę było łatwo, a by ją odbudować, trzeba pokoleń - mówił. - Panie ministrze, niech pan nie mówi głupot. Niech pan się zajmie tym, co chcą ludzie, a opowiada pan jakieś farmazony polityczne. My chcemy konkretów - odpowiedział ministrowi starosta kraśnicki - Andrzej Maj.

Powiat kraśnicki to największe w Polsce malinowe zagłębie, więc i problem jest tu bardzo poważny. - Trzy lata już rządzicie, a cały czas patrzycie do tyłu. Proszę tu nie uprawiać polityki - mówił Maj. - Najłatwiej wychodzi wam krytykowanie tego, co było. A tego już ludzie nie chcą słuchać - dodał poseł PSL Jan Łopata.

Rolnicy chcą szczegółowego badania malin z Ukrainy

- Moja propozycja jest krótka: każdy tir, który wjeżdża do Polski, ze zbożem, z koncentratem, z mrożonką - ma być z niego pobrana próba i zbadana na koszt importera. Taki powinien być przepis. Ukróciłoby to problem. Dzisiaj może co dziesiąty tir jest wyławiany. A próba powinna być pobrana z każdego. To jest do załatwienia tu, teraz i natychmiast - mówił Krzysztof Cybulak ze Związku Sadowników RP.

Rolnicy, z którymi rozmawialiśmy, w ogóle nie zbierają malin. - Wiszą na krzakach, jest ich dużo, są piękne, ale postanowiłem, że nie zbieram. Solidaryzuję się z innymi. Trudno, najwyżej nic z nich nie będzie - powiedział nam pan Wojciech.

Nie wszyscy jednak przyłączyli się do protestu. - Mam dylemat moralny, nie ukrywam tego. Z jednej strony popieram ten protest, ale z drugiej - z czego mam żyć? Jak nie sprzedam malin, choćby po dwa złote, nie będę miała na chleb - mówiła pani Kazimiera.
W trakcie spotkania pojawił się apel do tych, którzy nie przystąpili do protestu. - Miejmy szacunek do własnej pracy. Nie dajmy się poniżać, nie możemy się godzić na tak niskie ceny owoców. Słyszę, że porzeczka ma być po 20-30 groszy za kilogram. I co, będziecie kombajnować? Ludzie, jaka jest cena naszego szacunku? - pytał Piotr Kargulewicz ze Związku Sadowników RP.

"Droga przez mękę"

Rolnicy alarmowali, że są problemy z zatrudnianiem pracowników z Ukrainy. Mówili, że Ukraińcy chcą zarabiać po 150 zł dniówki. - Z czego ja mam im tyle zapłacić? Kto wymyślił te stawki? Przecież to jakiś absurd - grzmiała jedna z kobiet.

Inna dowodziła, że samo zatrudnienie pracownika jest niezwykle skomplikowane. Trzeba kilka razy jeździć do urzędu, a i tak nie ma pewności, czy pracownik w ogóle zostanie do Polski na granicy wpuszczony. - Poza tym, w tych drukach mam poświadczać, że ktoś nie był na Ukrainie karany. A skąd ja niby mam to wiedzieć? - wykrzyczała do mikrofonu jedna z uczestniczek spotkania.

- Ustawa o zatrudnianiu cudzoziemców to jest bubel prawny. Jest tak zła, jak chińskie zabawki, które ciągle się psują - stwierdził inny z obecnych na spotkaniu rolników.

Kolejny problem - umowy na sprzedaż owoców

Plantatorom zależy na tym, by wprowadzić zmiany w systemie i aby umowy były podpisywane w marcu na konkretną cenę; np. pięć zlotych za kilogram malin. - Dziś jest tak, że my rwiemy maliny i nie wiemy, ile za nie w skupie dostaniemy. Dowiadujemy się dopiero wieczorem, gdy są już zerwane, a czasami to nawet dopiero rano. Czy tak powinno to wyglądać w państwie prawa? - mówiła reporterce TOK FM pani Anna.
W trakcie spotkania widać było podział również wśród samych rolników. Spora grupa mówiła o tym, że niepotrzebna jest im Unia Europejska.

- Unia ma nam dyktować warunki? Jak ktoś do mnie przychodzi na podwórze, to może robić, co chce? No nie. To po co nam Unia? Po to, żeby nami kierowała? - pytał retorycznie pan Jan. Ale były i takie głosy, że z UE trzeba rozmawiać i negocjować konkretne, dobre dla Polski zasady. W czasie dyskusji widać było, że o głosy wsi już dziś, na kilka miesięcy przed wyborami, aktywnie zabiega zarówno PiS (wiceminister), jak i PSL (posłowie, radni).

- Tu tylko polityka jest. I walka o nasze głosy. Nic więcej - usłyszeliśmy od pani Agnieszki.

Ostatecznie na zakończenie spotkania ustalono i zapisano kilka punktów, m.in. wzmożone działania kontrolne dotyczące jakości wwożonych do Polski owoców czy konieczność uproszczenia procedur związanych z zatrudnianiem cudzoziemców w rolnictwie. Jest też zapis o wprowadzeniu ceł i ceny wejścia na owoce sprowadzane na rynek Polski spoza UE.

Ustalono również, że przedstawiciele plantatorów spotkają się z ministrem ponownie, tym razem już w siedzibie ministerstwa. Spotkanie zaplanowano na jutro, środę, o godz. 14.  

DOSTĘP PREMIUM