Będzie cenzura internetu? "To może uderzyć nawet w przeglądy prasy i portale typu Wykop"

Nowemu prawu mają podlegać wszystkie internetowe treści, czyli nawet memy i teksty piosenek. O co chodzi w przepisach, o których mówi się, że wprowadzają cenzurę internetu oraz podatek od linkowania?

Dzisiaj (20 czerwca) komisja prawna Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za nowym kształtem dyrektywy o prawach autorskich. Chodziło o obronę prawa twórców i wydawców, przed tymi, którzy bez ich zgody zarabiali na tworzonych przez nich treściach. Jednak zdaniem wielu, nowe prawo, określane przez niektórych jako cenzura internetu, może zagrozić wolności w internecie. 

Czy to cenzura internetu?

Najwięcej zarzutów w nowej dyrektywie budzi art. 13. 

- Może on uderzyć w każdego internautę. Chodzi o filtrowanie treści, żeby znaleźć, czy przypadkiem nie zostało złamane prawo autorskie. To ma być filtrowanie prewencyjne, które ma funkcjonować tak, aby nie dochodziło do złamania prawa autorskiego, albo żeby jak najszybciej je wychwycić - wyjaśniała w programie Analizy Sylwia Czubkowska, dziennikarka Gazety Wyborczej, która wielokrotnie opisywała sprawę nowych unijnych dyrektyw. 

Nowemu prawu będą podlegać wszystkie internetowe treści, czyli nie tylko artykuły czy książki, ale także memy, mashupy muzyczne, fragmenty tekstów umiejscowione w innym tekście, czyli np. w tekstach muzycznych. 

- Wszystkie platformy, w których pojawiają się treści mają mieć obowiązek prewencyjnego filtrowania. Zajmą się tym algorytmy - tłumaczyła dalej Czubkowska. Dodała, że w niejasnych przypadkach, będą one podejmowały decyzję na korzyść właściciela praw autorskich.

- To są działania, które dotyczyć będą nie tylko złamania mniej lub bardziej ważnego  prawa autorskiego. To są działania, które będą prowadzić do zmian w naszym funkcjonowaniu w internecie - oceniła.

Lidia Geringer de Oedenberg, członkini komisji prawnej PE zagłosowała przeciw dyrektywie w obecnym kształcie, ponieważ dwa najbardziej kontrowersyjne jej punkty (art.11 i 13) są niejasne.

- Podzielam obawy dot. art. 13. Tzw. filtrowanie ogólne, że wszystko co zostanie zamieszczone w internecie musi przejść przez pewien filtr, nie podoba mi się, bo to jest ewidentna cenzura. Filtrowanie, które jest ukierunkowane, np. żeby ścigać przestępstwa czy kradzież dóbr chronionych prawem autorskim powinno być dopuszczone. Tylko musimy sobie zadać pytanie, kto takie filtry stworzy i kto za nie zapłaci - mówiła europosłanka w rozmowie z Agatą Kowalską.
 
Polityczka przypomniła, że serwis Youtube wydał na stworzenie podobnego filtru 60 mln dolarów. - A on nie działa tak jak trzeba, nie rozpoznaje wyjątków w prawie autorskim - stwierdziła Geringer de Oedenberg.

Słuchaj: O dyrektywie dotyczącej praw autorskich na antenie TOK FM

"Podatek od linkowania"  

Z kolei art. 11 dyrektywy dotyczy prawa do cytowania utworów, czyli korzystania z fragmentów treści również w celach komercyjnych.

- Chodzi nawet o przeglądy prasy, albo to, co robi Wykop, czyli pokazywanie dużych fragmentów pewnych dzieł. Ten artykuł bywa nazywany podatkiem od linkowania - wyjaśniała na antenie TOK FM dziennikarka Gazety Wyborczej.

Jak zaznaczyła, zdaniem wydawców, przyszłe opłaty należy nazywać raczej licencjami, a nie podatkami. A licencje niekoniecznie muszą opierać się na opłatach. -  Być może będą to umowy podpisywane pomiędzy wydawcami. To będzie zależeć od prawa krajowego - mówiła Czubkowska.

Unijna dyrektywa tworzy szerokie ramy pozwalające, aby różne kraje w różny sposób regulowały kwestię cytowania w internecie oraz korzystania z fragmentów tekstu. 

Czubkowska wierzy jednak, że warto walczyć z "piratowaniem", ale nie w taki sposób.  

- Tak naprawdę nowe prawo nie spowoduje końca "piratowania" treści. Będzie tak naprawdę ograniczeniem swobody jej przepływu w internecie - wyjaśniała dziennikarka. 

Czubkowska przypomniała, że czasami kradzież treści dotyczy np. tekstów prasowych, kiedy całe artykuły w ramach przeglądu prasy są publikowane w innych miejscach i  sprzedawanego komercyjnie kolejnym klientom.

Istnieją już jednak ścieżki, żeby za takie praktyki ścigać i domagać się odszkodowań. Jak sugerował wcześniej na antenie TOK FM dr Alek Tarkowski, prezes Fundacji Centrum Cyfrowe, możliwe są np. ryczałtowe umowy między serwisami korzystającymi z cudzych treści a ich właścicielami, czyli wydawcami.

- Być może korzyścią tej całej dyrektywy będzie to, że zaczniemy rzeczywiście wprowadzać tego typu rozwiązania, zanim wejdzie ona w życie. To może sprawić, że te przepisy nie będą aż tak bolesne - podsumowała dziennikarka. 

Głosowanie "na plenum" zaplanowane jest na początek lipca. Jak zapewniała Lidia Geringer de Oedenberg, najprawdopodobniej poprzedzi je dyskusja. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM