MEN musi ujawnić, kto stworzył kontrowersyjną podstawę programową dla szkół. Wyrok NSA

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną MEN. Teraz Anna Zalewska musi ujawnić swoje tajemnice. - Jako matka, nauczycielka i obywatelka, chciałam wiedzieć, kto tworzy podstawę programową - mówi Iga Kazimierczyk, zaangażowana w spór z ministerstwem.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Ministerstwa Edukacji Narodowej, na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, i nakazał ujawnienie nazwisk autorów podstaw programowych.

Podstawa programowa dotyczy wszystkich dzieci

- Jako matka, nauczycielka i obywatelka chciałam wiedzieć, kto tworzy podstawę programową. To dokument, który twardo trzyma za ręce i nie daje wiele swobody pedagogom. Na jego podstawie tworzone są podręczniki i egzaminy. Można powiedzieć, że wpływa na to, czego każde dziecko objęte reformą uczyło się dziś na lekcji - tłumaczy Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, która uczestniczyła w sporze z MEN.

Czytaj też: Dyrektorka wprowadza PiS do szkoły. Co mogą zrobić rodzice? "Aktywnie walczyć o swoje prawa"

Minister edukacji Anna Zalewska zaczęła zmieniać podstawę programową w ekspresowym tempie obok prowadzonej równolegle reformy edukacji. Zmiany te spotkały się z ostrym sprzeciwem nauczycieli.

Nie wiadomo było jednak, kto za zmiany odpowiada, bo na stronach ministerstwa widniały jedynie nazwiska liderów poszczególnych zespołów.

- W mediach słyszeliśmy, że te podstawy zapewnią Polsce błyskawiczny start w XXI w., że łączą tradycję z nowoczesnością. Jednak MEN nie chciał się chwalić nazwiskami. Drążyłyśmy więc temat - mówi Iga Kazimierczyk w audycji Analizy.

Zawiła argumentacja MEN, ale sąd nie ma wątpliwości

MEN argumentował, że osoby - pracujące przez tworzeniu nowych podstaw programowych - nie miały wpływu na ostateczny kształt podstawy. Resort podkreślał,  że są to osoby prywatne i można ujawniać ich danych. Z podobnych uzasadnień państwowe instytucje korzystały w przeszłości: np. w przypadku opinii o OFE zamówionych przez Bronisława Komorowskiego.

Jak tłumaczy Kazimierczyk, sąd pierwszej instancji podkreślił, że brak jest racjonalnych przesłanek uzasadniających zatajanie imion i nazwisk osób, których praca wpływa na decyzje o charakterze ogólnospołecznym. Sędziowie podkreślili, że dla takich osób ich praca nie powinna być niczym wstydliwym, gdyż współpracują z centralnym organem administracyjnym, wspomagając go w realizowaniu konstytucyjnych powinności.

Czytaj też: Radna PiS tropi gejów wśród nauczycieli i dyrektorów szkół. "Czy wśród nich są osoby homoseksualne?"

Sąd wskazał, że publiczne instytucje zleciły pracę za publiczne pieniądze, a sprawa dotyczy publicznych szkół.

Ujawnienie ich danych nie powinno być problemem dla zlecających prace instytucji, gdyż z założenia wspierają się one jedynie osobami o najwyższych kwalifikacjach zawodowych. Starają się też unikać podejrzeń, że kierują się innymi kryteriami, niż dobro państwa i racjonalne dysponowanie publicznymi funduszami.

Do tej argumentacji przychylił się Naczelny Sąd Administracyjny, oddalając skargę kasacyjną wniesioną przez resort Anny Zalewskiej.

Jak mówi w TOK FM Kazimierczyk, MEN sugerował, że ujawnienie nazwisk może przyczynić się do nagonki medialnej lub politycznej. - Ta przerażająca argumentacja sugeruje, że coś z tym procesem było nie tak - ocenia nauczycielka. Dodaje, że wyrok jest prawomocny i min. Zalewska musi go wykonać.

Pani minister, zapytana w czwartek przez dziennikarzy, czy ujawni nazwiska autorów podstaw programowych, jeśli NSA podtrzyma wyrok, odpowiedziała, że "jest legalistką".

DOSTĘP PREMIUM