Będziemy monitorowani? Boni: Mam nadzieję, że roboty nie będą decydować o tym, co jest legalne

- Niebezpieczeństwo polega na tym: roboty będą wyszukiwać różne treści, a platformy, nie wiedząc jak to zinterpretować, na wszelki wypadek coś usuną - mówił Michał Boni w Poranku Radia TOK FM.

Komisja prawna Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za nowym kształtem dyrektywy o prawach autorskich w internecie. Chodziło o ochronę praw twórców i wydawców, przed tymi, którzy bez ich zgody zarabiają na tworzonych przez nich treściach. Niektórzy obawiają się jednak powtórki z ACTA. 

Paraliż internetu?

Wobec nowej dyrektywy pojawiają się zarzuty, że może sparaliżować obieg informacji i opinii w internecie. Również twórczość i kreatywność może zostać ukrócona, ponieważ nie będzie można używać cytatów np. do memów. 

- Nie porównywałbym tej sytuacji do ACTA. Od dwóch lat pracowaliśmy w europarlamencie nad tą dyrektywą. Ona ma wiele bardzo dobrych punktów, ponieważ dostosowuje prawo autorskie do świata cyfrowego - mówił w Poranku Radia TOK FM europoseł Michał Boni. - Ona chroni prawa dziennikarzy, artystów, autorów przed tym, żeby ich dzieła bez przestrzegania praw autorskich, bez licencji, bez należnego wynagrodzenia, nie krążyły po sieci. I to jest dobre - dodał.

Czytaj też: Będzie cenzura internetu? "To może uderzyć nawet w przeglądy prasy i portale typu Wykop"

Spór o art. 13

Michał Boni na antenie TOK FM tłumaczył na czym polega problem. W pierwszej wersji nowej dyrektywy pojawiło się bowiem określenie tworzące wymóg prawny stosowania technologii rozpoznających treści.

- Część osób w komisji mówiła, żeby wyrzucić art. 13. Wyrzuciliśmy to określenie i znaleźliśmy kompromis, dzielący platformy na te, które działają w przestrzeni komunikacji publicznej i wtedy wszystko to, co publikują, a wiąże się z pracą innych musi po prostu doprowadzić do licencyjnej umowy.

Druga kategoria platform, to strony pełniące czysto techniczną funkcję, które nie zarabiają na publikowaniu treści.Tam te zasady miały nie obowiązywać. Miało nie być obowiązku monitoringu - wyjaśniał swoje stanowisko Michał Boni.

Jak dodał, komisja prawna, zlekceważyła ten pomysł i w ostatecznej wersji wprowadziła dwa niejednoznaczne zapisy.

- Jeden mówiący o tym, że bez względu na to czy twórcy się domagają, żeby ich prawa były przestrzegane i tak trzeba wszystko monitorować. A drugi mówiący o tym, że jeśli są możliwości techniczne, trzeba monitorować ze wszelkimi zastrzeżeniami dotyczącymi praw fundamentalnych, prywatności, wolności wypowiedzi. - I to jest to niebezpieczeństwo. Jestem przeciwny temu zapisowi - tłumaczył.

Przeciwnicy dyrektywy zwracają uwagę, że doprowadzi ona do sytuacji, w której osoba pisząca np. recenzję zamieści w niej cytat z plakatu filmu, a algorytm wyszukujący treści to wyszuka i usunie. 

- Niebezpieczeństwo polega na tym: jeśli będzie obowiązek dla platform, żeby monitorowały treści, to roboty, czyli algorytmy, będą wyszukiwały różne rzeczy, a platformy nie wiedząc jak to zinterpretować i nie chcąc wejść w konflikt z twórcą, na wszelki wypadek coś usuną - wyjaśniał Boni.  

- Czy Parlament Europejski będzie miał dość rozumu, by to zablokować? Czy będzie walka na ulicach, jak w przypadku ACTA? - pytał Jacek Żakowski.

- Jeśli opamiętanie nastąpi i uświadomimy sobie, że został zrobiony ten jeden krok za daleko, wywołujący takie niedobre interpretacje, to wtedy PE może dyrektywę odrzucić i odbędzie się dyskusja na posiedzeniu plenarnym oraz składanie poprawek - zapowiedział Michał Boni.  - Mam nadzieję, że do takiej apokaliptycznej wizji, w której algorytmy będą decydować o tym co jest legalne, nie dojdzie - skwitował.










DOSTĘP PREMIUM