Urzędnicy wyborczy składają rezygnacje. Za dużo pracy, za mało pieniędzy, zbyt wiele niejasności

Przed urzędnikami  sporo zadań. Po szkoleniach w części gmin pojawiły się pierwsze rezygnacje m.in. z powodu pieniędzy czy niejasnego harmonogramu. Na tym jednak problemy z wyborami się nie kończą.

Nie jest tajemnicą, że urzędnik wyborczy - funkcja wprowadzona nowelizacją Kodeksu Wyborczego przeforsowaną przez Prawo i Sprawiedliwość - ma do wykonania sporo zadań. Będą to m.in. nadzorowanie organizacji wyborów, współpracę z szefem Państwowej Komisji Wyborczej czy dyrektorem delegatury Krajowego Biura Wyborczego (KBW), czynności związane z powoływaniem obwodowych komisji wyborczych, wykonywanie zadań związanych z głosowaniem korespondencyjnym, drukiem kart do głosowania i dowiezieniem ich do poszczególnych komisji. Do tego dyżury przed wyborami i w dniu głosowania. Pracy będzie więc niemało.

Urzędnicy się szkolą i pytają. A pytań jest sporo

W delegaturach KBW odbyły się już pierwsze szkolenia dla urzędników. W ciągu kilku godzin urzędnicy poznawali kodeks wyborczy, podstawowe zasady prawa wyborczego, a także podział na okręgi wyborcze czy stałe obwody głosowania. Dla dużej części z nich to zupełnie nowa materia, bo wcześniej z wyborami nie mieli nic wspólnego.

Czytaj też: Ekspresowe zmiany w prawie wyborczym. Kierwiński: PiS zagwarantował sobie wpływ na wybory

Urzędnikiem wyborczym dla obszaru danej gminy może zostać wyłącznie pracownik urzędów obsługujących organy administracji rządowej, samorządowej lub jednostek im podległych lub przez nie nadzorowanych. Kandydat na urzędnika wyborczego musi również mieć wykształcenie wyższe, nie może należeć do partii politycznej i że nie może być skazany za przestępstwo umyślne.

"Rezygnuję dlatego, że zostałam powołana"

Jak wynika z informacji, które zebraliśmy, w części delegatur Krajowego Biura Wyborczego pojawiły się pierwsze rezygnacje. W Warszawie było ich kilka, w Krakowie - dwie, w Białymstoku - 12. - Sytuacja jest dość dynamiczna. Jeżeli mamy kandydatów z "listy rezerwowej" to są oni na bieżąco powoływani - przekazał nam Piotr Sarnacki, dyrektor olsztyńskiej delegatury KBW. 

Rezygnujący nie mieli obowiązku informować o przyczynach, ale - z informacji od białostockich urzędników - wiemy, że powodem była zarówno wysokość wynagrodzenia (choć nie jest ono niskie, bo to ok. 4,5 tysiąca zł za miesiąc), jak i brak ubezpieczenia czy możliwość obniżenia "trzynastki". Jedna osoba napisała: "Rezygnuję dlatego, że zostałam powołana".

Na szkoleniach pojawiło się sporo pytań o zasady wynagradzania czy łączenia funkcji urzędnika wyborczego z pracą w swoim macierzystym urzędzie. Zgodnie z wytycznymi KBW, pracodawca obowiązany jest zwolnić urzędnika od pracy zawodowej na czas pełnienia funkcji przy wyborach, ale urzędnik powinien go o tym poinformować pisemnie z 3-dniowym wyprzedzeniem. Jedynie w sytuacjach nagłych może to zrobić telefonicznie i mailowo.

Współpracownicy dokuczają?

- Niektórym wydawało się, że w każdym miesiącu zarobią obiecane ok. 4,5 tysiąca złotych. Teraz dowiadują się, że ich tzw. dniówka będzie oceniana przez komisarza wyborczego i teoretycznie może być zweryfikowana na minus. Niektórzy zaczynają też odczuwać złośliwości i zawiść ze strony współpracowników - usłyszeliśmy w jednej z delegatur KBW.

Jeśli chodzi o wynagrodzenie, rzeczywiście jest tak, że urzędnik nie będzie miał wypłacanej pensji za samo bycie urzędnikiem, musi się rozliczać z konkretnych godzin pracy (np. 4 godziny dziennie) i tylko za to dostanie pieniądze. Zgodnie z wytycznymi, po wykonanej pracy przedstawi zestawienie, które trafi do komisarza wyborczego. Jeśli komisarz zestawienia nie zatwierdzi, pieniądze nie wpłyną na konto urzędnika.

Wątpliwości ws. wakacji i dojazdów

- Część urzędników ma zaplanowane urlopy na okres, kiedy niewątpliwie pokryje się z czynnościami wynikającymi z kalendarza wyborczego - przekazał nam Marek Rybnik, dyrektor delegatury KBW w Białymstoku.

Niektórzy chcieli wiedzieć, co z kosztami dojazdów do gmin. Bo trzeba pamiętać, że urzędnik nie sprawuje funkcji w swojej gminie, tylko jakiejś okolicznej i będzie musiał do niej regularnie dojeżdżać. - Niestety, nic się nie zmieniło. Koszty dojazdów nie są zwracane - poinformowała nas Jadwiga Bereś z KBW w Przemyślu. 

Czytaj też: 100 km akt i 3,5 tys. ton kart do głosowania. Gdzie trafi dokumentacja z wyborów? Urzędnicy nie wiedzą

Urzędnicy chcieli też wiedzieć, co w jakim terminie mają robić. - Pytania sprowadzały się do prośby o jak najszybsze przekazanie urzędnikom harmonogramu czynności do wykonania, aby mogli zorganizować sobie w miarę możliwości obowiązki zawodowe.

Niestety ustalenie takiego harmonogramu (dziennego) realizacji zadań będzie możliwe dopiero po zarządzeniu wyborów samorządowych przez Prezesa Rady Ministrów, gdyż harmonogram jest zależny od daty zarządzonych wyborów - poinformowała nas Elżbieta Koziarska, dyrektor delegatury KBW w Tarnobrzegu.

Gminy nie chcą współpracować

Państwowa Komisja Wyborcza przygotowała projekt porozumienia, które powinny podpisać wszystkie gminy. Tyle tylko, że jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, część gmin jawnie deklaruje, że porozumienia w takim kształcie, jak zaproponowano, nie podpisze. Ze względu na to, że dokument jest zbyt ogólny.

Nad problemem zastanawia się m.in. Lublin. Pełnomocnik prezydenta Lublina ds. wyborów, Łukasz Mazur podkreśla, że porozumienie powinno zawierać więcej szczegółów, związanych chociażby z zasadami finansowania działań podejmowanych przez gminy.
- Zbyt ogólne porozumienie może być potem rozumiane zbyt szeroko. A mogą się przecież pojawić spory kompetencyjne czy problemy związane z tym, czy dostaniemy pieniądze za wykonanie konkretnego zadania. I jakie to będą środki - mówi Mazur. Jak dodaje, miasto czeka na ustalenia Związku Miast Polskich, a także poniedziałkowego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu.

Poseł Kukiz'15 proponuje przesunięcie wyborców. "Na etapie prac sejmowych zapomniano o RODO"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM