Nowe przepisy dot. prawa autorskiego. Czy jest czego się bać? "Dojdzie do jeszcze większej cenzury"

- Przeciętny użytkownik internetu już teraz jest mocno kontrolowany. Nowe przepisy wprowadzą autocenzurę - wyjaśnia prawnik specjalizujący się w prawnych aspektach przetwarzania informacji.

W kilkunastu polskich miastach trwają manifestacje przeciwników unijnej dyrektywy o ochronie praw autorskich. Protestujący twierdzą, że ograniczy ona ich swobodę w internecie i utrudni dostęp do niektórych treści. Wśród haseł pojawiają się zarzuty o wprowadzanie drugiego acta i cenzurowanie internetu. 

Zwolennicy zaś tłumaczą, że przyszła pora wprowadzić regulacje pozwalające walczyć o prawa twórców, którzy często padają ofiarą kradzieży intelektualnej w internecie.

Cenzura internetu?

Duże kontrowersje wśród protestujących wywołuje artykuł 13 unijnej dyrektywy. Zakłada on, że operatorzy platform internetowych będą zobowiązani do sprawdzania, czy udostępniane przez użytkowników treści nie naruszają praw autorskich.

Zdaniem dr Krzysztofa Siewicza z Fundacji Nowoczesna Polska może to doprowadzić do autocenzury.

- Użytkownik, który będzie chciał coś wrzucić do internetu, zobaczy, że zostanie to zablokowane. Będzie więc publikował, to co przechodzi przez filtry, czyli dojdzie do autocenzury - ocenia prawnik specjalizujący się w prawnych aspektach przetwarzania informacji.

Według dr Siewicza internauci już teraz mają mocno ograniczoną swobodę.

- Przeciętny użytkownik internetu już teraz w ramach swojej działalności w serwisach społecznościowych jest bardzo mocno kontrolowany. Ta dyrektywa ten stan rzeczy umocni. Użytkownik, który będzie chciał coś do internetu wrzucić i zobaczy, że zostanie to zablokowane, publikował będzie to, co przechodzi przez filtry, czyli dojdzie do autocenzury.

Jednocześnie ekspert przyznaje, że hasła wykorzystywane przez część protestujących niewiele wnoszą do dyskusji o dyrektywie.

- Osobiście mam potrzebę spokojnej, merytorycznej dyskusji i czuję sprzeciw słysząc hasła, które przemawiają do wyobraźni i są łatwe do komunikacji natomiast nie pokazują całości sprawy - zaznacza prawnik. 

Dwa punkty widzenia 

Przypomnijmy. Najpoważniejszy zarzut pod adresem dyrektywy jest taki, że doprowadzi ona do stosowania cenzury prewencyjnej. Chodzi o przepisy nakazujące wydawcom oraz mediom społecznościowym jak Facebook czy YouTube analizowanie, czy treści umieszczane w nich przez użytkowników nie łamią prawa autorskiego - jeszcze przed ich publikacją.

W praktyce musiałyby to robić algorytmy - żadna armia ludzi nie będzie w stanie przejrzeć wszystkiego na bieżąco. Automaty zaś będą niewrażliwe na kontekst, interes społeczny i poczucie humoru, nie będą też miały wrażliwości artystycznej i nie odróżnią prostej kradzieży na przykład od remiksu czy satyry.

Portale nie będą też mogły korzystać tak swobodnie, jak dziś z treści wyprodukowanych przez inne, bez podpisania umów licencyjnych.

Zwolennicy dyrektywy przekonują z kolei, że ma ona lepiej chronić twórców przed wykorzystywaniem owoców ich pracy bez ich zgody, a zwykli użytkownicy sieci nie odczują wielkich zmian.

Parlament Europejski ma zająć się zapisami nowej dyrektywy w przyszłym tygodniu.

DOSTĘP PREMIUM