"Kiedy gospodarka ma się dobrze, tłumy nie wyjdą na ulice". Ryszard Petru o protestach w obronie Sądu Najwyższego

- Co może dzisiaj porwać Polaków? - pytał w TOK FM Piotr Kraśko. - Taką propozycję przedstawia się w roku wyborczym - odpowiedział Ryszard Petru stwierdzając, że tylko gospodarka może wyprowadzić ludzi na ulice.

Ryszard Petru był dzisiaj pod Sądem Najwyższym, aby symbolicznie zaprotestować przeciw zmianom w polskim sądownictwie. Były lider Nowoczesnej nie ma jednak pomysłu na to, jak zwrócić większą uwagę obywateli na problem łamania Konstytucji przez PiS

- Rok temu były olbrzymie protesty. Teraz to nie są setki tysięcy ludzi na ulicach, niemniej jednak ważne jest, że ten opór społeczny jest. Będę dzisiaj pod SN, żeby symbolicznie pokazać moją niezgodę, ale pamiętajmy, że aby uzyskać efekt, potrzebne są setki tysięcy ludzi na protestach - mówił polityk w Poranku Radia TOK FM. 

Według Ryszarda Petru używanie wielkich słów, jak "koniec demokracji" doprowadziło do tego, że Polacy nie widzą problemu, nie odbierają zmian w taki sposób. - Większość z nas nigdy nie była w budynku Sądu Najwyższego, czy nawet sądu - zaznaczył polityk. 

Gospodarka jest najważniejsza

- To, co się dzisiaj dzieje, to jest osłabianie polskiej demokracji. Granica jest bardzo płynna pomiędzy krajem niedemokratycznym, a o słabej demokracji. Ale tak długo jak gospodarka ma się relatywnie dobrze, to tłumy nie wyjdą na ulice. W historii zawsze czynnik ekonomiczny był tym głównym - Ryszard Petru wyjaśniał dlaczego obecne protesty nie przyciągają już tylu osób, co rok czy dwa lata temu. 

- Teraz nie ma też lidera? Jak przekonać ludzi, że dzieją się dzisiaj rzeczy historyczne? - pytał prowadzący program Piotr Kraśko. 

- To nie jest moment do obalania rządu PiS, bo nie ma setek ludzi na ulicach, ale kropla drąży skałę. To co jest krytyczne, to żeby nie dopuścić do fałszowania wyborów - stwierdził Petru i dodał - Zmiana władzy będzie za 1,5 roku przy wyborach i to jest krytyczny moment. Wtedy trzeba ludzi najbardziej zmobilizować. 

- Ale co może dzisiaj porwać Polaków? - nie dawał za wygraną Piotr Kraśko.

- Taką propozycję przedstawia się w roku wyborczym, a nie dwa lata przed - podsumował polityk.

DOSTĘP PREMIUM