"Samorządowiec nie jest samobójcą". Wg eksperta nie musimy się bać wysokich opłat za parkowanie

Jakub Dybalski z portalu transport-publiczny.pl wątpi, by miasta wprowadziły najwyższe stawki za parkowanie. Bo do wyborów zostało tylko kilka miesięcy. A kierowcy to przecież wyborcy.

Sejm przyjął (w miniony czwartek) zmiany w ustawach, które wprowadzają możliwość podniesienia cen za parkowanie w miastach, powyżej 100 tys. mieszkańców, do prawie 10 zł. To trzy razy więcej niż do tej pory. 

- Przez ostatnie lata jako kraj się mocno wzbogaciliśmy. Dla kierowców wydatek 3 zł za godzinę, to żaden wydatek, a samorządowcy cen podnieść nie mogli. Spowodowało to, że każdy parkuje w tym miejscu, gdzie chce - mówił w programie Analizy Jakub Dybalski z portalu transport-publiczny.pl.

Parkowanie tańsze niż bilet autobusowy

Według eksperta, strefy płatnego parkowania miały zniechęcić część kierowców do jeżdżenia samochodem do centrów miast i przekonać ich do komunikacji miejskiej. Większość kierowców do tramwajów i autobusów się nie przesiadło, bo obecnie parkowanie bywa tańsze niż bilet.

Jak zaznaczyła prowadząca Agata Kowalska, również miasta nie ustanawiają masowo stref płatnego parkowania. Nie jest to popularne narzędzie.

- Władze robią to bardzo nieśmiało. Stworzenie jakiejkolwiek sytuacji, w której wymagamy czegoś od kierowców, to jest tworzenie sytuacji, w której wymagamy czegoś od wyborców - podkreślił Jakub Dybalski. 

Co się wobec tego zmieniło, że rządzący postanowili zmienić ustanowione kilkanaście lat temu przepisy?

- Wydaje mi się, że doszliśmy do momentu, że gdy wychodzimy na ulicę i widzimy morze samochodów dookoła, to coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że jest to problem i coś trzeba z tym zrobić - mówił ekspert.

Zdaniem Dybalskiego, skalę problemu dobrze pokazują dane, bo w Warszawie na jednego mieszkańca przypada trzy razy więcej samochodów niż w Berlinie.

Co ma się zmienić? 

- Nowa ustawa wprowadza dwa rodzaje stref płatnego parkowania: pierwsza - niewiele różni się od tego, co mamy teraz. Druga to tzw. śródmiejska strefa płatnego parkowania. Można ją wyznaczyć tylko w ścisłym centrum miasta, gdzie jest bardzo intensywna zabudowa - tłumaczył.

To właśnie strefa "śródmiejska" będzie tą, w której miasta będą mogły podnieść opłaty za parkowanie nawet do 9.99 zł - bo taką maksymalną stawkę przewiduje na przyszły rok ustawa. Dotyczy to tylko dużych miast - powyżej 100 tys. mieszkańców.

Czy zatem tylko dzielnice śródmiejskie będą mogły być objęte wyższymi opłatami? Jak zaznacza ekspert, pojawia się pewna furtka, ponieważ w ustawie jest mowa o centrach miast lub dzielnic. A to mogłoby spowodować wprowadzenie wyższych opłat również w najbardziej zatłoczonych dzielnicach poza centrum.

Samorządowcy się przestraszą?

Jakub Dybalski wątpi jednak, by jakiekolwiek miasto zdecydowało się na wprowadzenie najwyższej możliwej stawki. - Żaden samorządowiec nie jest samobójcą, chce wygrać następne wybory - podkreślił specjalista. A najbliższe wybory samorządowe już jesienią tego roku.

Według przegłosowanego przez Sejm projektu wzrosną również kary za brak uiszczenia opłaty za parkowanie. W przyszłym roku miałyby one wynieść 222 zł. 

Zarówno stawki za parkowanie, jak i kary, mają być według nowych przepisów ustalane proporcjonalnie do wysokości płacy minimalnej, a więc wraz z jej wzrostem również mogą się zwiększać.

Ustawa określa także, że środki pochodzące z opłat będą musiały być przeznaczone m.in. na transport publiczny, zazielenianie miast, chodniki czy budowę dróg rowerowych.

Teraz projektem zajmie się Senat

DOSTĘP PREMIUM