Morawiecki nie powinien mieć magistra z historii? Prof. Śpiewak: Ma małą wiedzę. Coraz mniejszą

Prof. Paweł Śpiewak, który gościł u Piotra Najsztuba w audycji Prawda Nas Zaboli, komentował politykę historyczną rządu PiS. - Premier Morawiecki ma małą wiedzę historyczną. Coraz mniejszą - ocenił.

Od dłuższego czasu spekuluje się, że premier Mateusz Morawiecki pod naciskiem partyjnych kolegów nie przedłuży prof. Engelking kadencji na stanowisku przewodniczącej Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Powodem ma być książka “Dalej jest noc”, w której Engelking dokumentuje zbrodnie Polaków na Żydach w czasie II wojny światowej.

- Pan premier ma strasznie małą wiedzę historyczną. Coraz mniejszą. Nie wiem, w jaki sposób można pogodzić jego tytuł magistra historii z jego wiedzą. Może powinien wziąć półroczny urlop i postudiować różne książki - sugerował prof. Paweł Śpiewak.

"Chciałbym być zamknięty z tego powodu"

Ostre słowa krytyki Śpiewak skierował też pod adresem znowelizowanej przez PiS na początku roku ustawy o IPN, która wywołała spór dyplomatyczny m.in. z Izraelem i USA. W czerwcu niespodziewanie zostały z niej usunięte zapisy o odpowiedzialności karnej za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy.

- Udawanie przez stronę polską oraz izraelską, że po wycofaniu kary więzienia za wypowiadanie trudnych kwestii wszystko jest ok, niczego nie rozwiązuje. Ta ustawa jest po prostu szmatą, powinna zostać wyrzucona do kosza i zapomniana - przekonywał naukowiec, wyrażając jednocześnie obawę, że może być ona nadal wykorzystywana przez radykałów do pobudzania konfliktów. Wspomniał też o przepisach dotyczących Ukrainy, które pozostały niezmienione. Niektóre z nich są niezwykle oburzające dla strony ukraińskiej.

- Część dotycząca Ukrainy nie ma żadnego sensu politycznego, historycznego, politycznego - to jest jakaś kompletna brednia. To jest krzywdzące dla Ukraińców - przekonywał.

- To zabrzmi kompletnie głupio, jest przecież trochę lęku, ale powiem panu szczerze - chciałbym być zamknięty z tego powodu. Dla każdego historyka, każdego, kto pracuje w pamięci historycznej, jest niesłychanie ważne, żeby mieć pełne forum mówienia, i móc nazywać rzeczy po imieniu. Te rzeczy wcale nie są przyjemne dla tych, którzy tworzą propagandę polityczną i historyczną. Ale muszą zostać nazwane i ja mogę iść za to siedzieć - oświadczył, nawiązując do usuniętego z ustawy o IPN zapisu o penalizacji.

Zdaniem prof. Śpiewaka, spór o ustawę ma też pozytywne aspekty. Bo, jak przekonywał, pokazał on, że są w całej Polsce ludzie, którzy mają silną “anty-antysemicką” postawę.

Historyk przypomniał też, że PiS przed awanturą o nowelizację ustawy o IPN podejmował skuteczne działania na rzecz pamięci o historii polsko-żydowskiej. Wskazał m.in. na obóz w Płaszowie, który był zaniedbywany przez poprzednie władze, a za czasów PiS znalazły się na niego pieniądze.

Samotność w śmierci

Prof. Jan Śpiewak zaprosił też słuchaczy TOK FM na Marsz Pamięci, który odbędzie się 22 lipca. Jego organizatorem jest Żydowski Instytut Historyczny. Mieszkańcy Warszawy wyruszą spod pomnika Umschlagplatz i przejdą symboliczną trasą „od śmierci do życia”, by oddać hołd największej żydowskiej społeczności przedwojennej Europy.

Organizowany od 2012 roku Marsz przywołuje pamięć o tysiącach ofiar niemieckiego terroru, tych wszystkich, którzy zginęli w czasie istnienia getta, w czasie powstania i w akcjach likwidacyjnych.

Tegoroczny pochód dedykowany jest postaci Szmula Zygielbojma, działacza Bundu, który wkładał wiele wysiłku w alarmowanie zachodniej opinii publicznej o masowym mordowaniu Żydów na terenie okupowanej Polski.

- Obchodzimy 75. rocznicę jego tragicznej śmierci. Jest bardzo mało znany w historii polskiej i żydowskiej. To taki zapomniany bohater, który zrobił coś, co znamy z historii mnichów buddyjskich w Wietnamie albo śmierci Piotra Szczęsnego na placu Defilad. Zdecydował, że ponieważ nie jest w stanie wpłynąć jakkolwiek na decyzje władz zachodnich - namówić do udzielenia pomocy, albo nawet symbolicznego gestu pokazującego solidarność z ginącym narodem żydowskim - to jedynym wyjściem jest samobójcza śmierć. Pozostał w swojej śmieci tak samotny jak ci, którzy ginęli w Polsce w komorach gazowych albo gettach. Znakiem tego marszu jest według mnie właśnie samotność w śmierci - mówił profesor.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM