"Powstało ryzyko, że Platformers nie dostanie się do II tury". PO zrezygnowała z popierania Ujazdowskiego

Kazimierz M. Ujazdowski nie jest już kandydatem PO na prezydenta Wrocławia. Jak tłumaczył Grzegorz Schetyna, najważniejsza jest zjednoczona koalicja. A sojusznik PO - Nowoczesna - nie popierała Ujazdowskiego.

Kazimierz Michał Ujazdowski w kwietniu został przedstawiony jako kandydat PO na prezydenta Wrocławia. Kandydatura byłego wiceszefa PiS wywołała duże kontrowersje. Nie poparła go nawet współpracująca z Platformą Nowoczesna. Krytykowały też ruchy miejskie.

Czytaj też: "Platformo, opamiętaj się!". Marta Lempart ze Strajku Kobiet wystartuje w wyborach>>>

Szef PO ogłosił dziś, że Ujazdowski nie jest już kandydatem Platformy. Wszystko w imię zjednoczenia opozycji i pokonania Prawa i Sprawiedliwości. Jak tłumaczył Grzegorz Schetyna nie tylko Platforma wycofuje poparcie dla Ujazdowskiego, ale także Nowoczesna rezygnuje z udziału w koalicji popierającej Jacka Sutryka.

Kosztowny eksperyment

- Rozumiem, że to było pewne doświadczenie. Eksperyment konieczny z punktu widzenia PO - ocenił w Poranku Radia TOK FM Paweł Kowal, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem decyzji.

- Zaczęli  sobie zdawać sprawę, że aby wygrać wybory muszą mieć na pokładzie konserwatystów. I to musi być  wiarygodna sytuacja, nie mogą być tylko kwiatkiem do kożucha. I wybrali takiego sztandarowego konserwatystę: Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Ale nie wiem, czy to dobrze, że dotyczyło to Wrocławia - mówił.

Najmocniejszym graczem we Wrocławiu jest długoletni prezydent miasta Rafał Dutkiewicz. I choć zapowiedział, że kończy z lokalną polityką - nie startuje w wyborach - jego decyzje dotyczące poparcia są niezwykle ważne. Dutkiewicz postawił na Jacka Sutryka i to tego kandydata poparł sojusznik PO - Nowoczesna.

Zdaniem gościa Poranka Radia TOK FM, zmiana decyzji Platformy Obywatelskiej może wynikać z sondaży. Bo władze PO mogli dostrzec, że Ujazdowski może nie zapewnić partii szans na realną walkę o prezydenturę Wrocławia.

- Powstało ryzyko, że ten konserwatywny Platformers nie dostanie się do II tury, bo np. zabraknie mu 1-2 proc. - dodał Paweł Kowal.

Marta Lempart: We Wrocławiu mamy skrajną prawicę, wściekłą prawicę i prawicę udającą centrum

Referendum? Raczej badanie opinii społecznej

Gość TOK FM przyznał, że nie rozumie idei prezydenckiego referendum. Jak stwierdził w rozmowie z Dominiką Wielowieyską, "to w gruncie rzeczy nie jest referendum tylko jakieś badanie opinii społecznej".

Wg Kowala, zakres problemów, które chce poruszyć prezydent jest tak szeroka, że "nie da zrobić wokół takich pytań żadnej kampanii".

Zdaniem gościa TOK FM, prezydenckie referendum "nikogo nie porwie". Można więc  ten pomysł porównać do słynnego referendum Bronisława Komorowskiego, który w końcówce kampanii wyborczej zdecydował się ogłosić głosowanie ws. okręgów jednomandatowych.

Skończyło się na porażce, bo w głosowaniu nie wzięło udziału nawet 10 proc. uprawnionych. A na dodatek przegraną wyborczą, w starciu z Andrzejem Dudą.

Kowal uważa, że w PiS dostrzegają jak ryzykowny jest pomysł prezydenta. Bo referendum z niskim poparciem tuż przed wyborami samorządowymi może poważnie zaszkodzić rządzącym.

- Z punktu widzenia PiS są same ryzyka. Jedyny sens, żeby oni się tak ułożyli, że to referendum nie będzie miało sensu, bo jest po wyborach samorządowych  - uważa były wiceminister spraw zagranicznych.

Andrzej Duda chce, przypomnijmy, by referendum odbyło się 10 i 11 listopada, a biorący w nim udział odpowiedzieli na 10 pytań. Dotyczą one m.in. systemu wyborczego, obowiązku organizowania referendum w przypadku 1 mln podpisów popierających taki pomysł, wpisania do konstytucji wieku emerytalnego oraz ochrony benefitów w rodzaju 500 Plus.

Czytaj też: Referendum prezydenta Dudy. "Nie wszyscy będą świadomi, co wybierają" - ostrzega była komisarz UE>>>

Chcesz wiedzieć więcej? Słuchaj! Z podcastu dowiesz się też:

  • Czy unijny trybunał zajmie się sprawą polskiego wymiaru sprawiedliwości
  • Co wynika ze spotkania Trump-Putin
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM