W głosowaniu wygrali przeciwnicy Powstania Warszawskiego. Jak to się stało, że wydano rozkaz?

31 lipca 1944 roku rano, w czasie odprawy Komendy Głównej Armii Krajowej, głosowano. Wygrali ci, którzy wybuchu powstania w Warszawie nie chcieli. Jak to się stało, że kilka godzin później rozkaz został wydany?

O ostatnich dniach i godzinach przed wybuchem Powstania Warszawskiego w audycji Historie Polski Maciej Zakrocki rozmawiał z dr. Andrzejem Zawistowskim, kierownikiem działu historycznego Muzeum Powstania Warszawskiego.

Ostatnie chwile przed wybuchem

Pod koniec lipca 1944 roku Warszawa znalazła się na beczce prochu. 27 lipca pojawił się niemiecki komunikat o tym, że potrzeba 100 tys. ludzi do kopania rowów - plan zgromadzenia tak dużej liczby ludzi, głównie mężczyzn, w jednym miejscu wzbudził zaniepokojenie. Ale to nie wszystko: pojawiły się plotki – plakaty, ulotki - o ucieczce Komendy Głównej Armii Krajowej. Z kolei 29 lipca wieczorem z Moskwy nadana została audycja radiowa w języku polskim. Wtedy padły słowa: Nie ma wątpliwości, że Warszawa już słyszy salwy dział uczestniczących w bitwie, która przyniesie jej wyzwolenie. Polacy, czas wyzwolenia jest bliski, do broni! Dziś często mówi się, że była to prowokacja...

Ale to, że coś się działo, widać było gołym okiem. Niemcy wydawali się znikać z miasta. Komendant Okręgu Warszawskiego AK, płk Antoni Chruściel "Monter", później formalnie dowódca powstania, stan pogotowia zarządził już pod koniec lipca. Później go odwołał.

Jednocześnie w tym samym czasie Armia Ludowa i członkowie PPR naradzali się, co zrobią, kiedy Armia Czerwona dotrze już do Warszawy - jak zajmą ratusz, jak ogłoszą powołanie rady narodowej.

Głosowanie, spotkanie, rozkaz

31 lipca rano w czasie zwyczajowego spotkania dowództwa odbyło się głosowanie. Wówczas wygrali przeciwnicy wybuchu powstania. Powtarzali, że bez wejścia Sowietów i ich wsparcia ogniowego, nie ma szans na zwycięstwo.

O godzinie 18 w lokalu przy ul. Pańskiej spotkali się: gen. Tadeusz Bór-Komorowski, gen. Leopold Okólicki „Niedźwiadek”, gen. Tadeusz Pełczyński, płk Chruściel "Monter", a także delegat rządu na kraj, Jan Stanisław Jankowski.

W czasie tego spotkania "Monter" twierdził, że udało mu się rowerem przedostać na drugą stronę Wisły, i że widział tam sowieckie czołgi. Zapada decyzja: powstanie ma wybuchnąć 1 sierpnia o godzinie 17.

Kiedy "Monter" wyszedł już, by przygotować rozkaz, na Pańską dotarł płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller”, szef wywiadu i kontrwywiadu. Powiedział, że to niemożliwe, żeby "Monter" po drugiej stronie Wisły widział sowieckie czołgi. - Iranek-Osmecki miał najlepsze informacje, mówił, że jeszcze 3-4 dni co najmniej trzeba czekać - wyjaśniał dr Andrzej Zawistowski.

Jednak gen. Bór-Komorowski zdecydował, że nie wstrzyma tego, co się zaczęło.

Tego samego dnia premier Stanisław Mikołajczyk był w Moskwie, gdzie rozmawiał z szefem dyplomacji Wiaczesławem Mołotowem. Relacje z tego spotkania mówiły jednoznacznie: na pomoc Rosjan nie ma co liczyć. Dowodem niech będzie fakt, że Mołotow powitał Mikołajczyka słowami: Po co pan tu przyjechał? Niech pan gada z tymi z Lublina.

3 sierpnia, gdy powstanie już trwało, Mikołajczyk spotkał się ze Stalinem, który wyraźnie dał mu do zrozumienia: Sowieci nic nie zrobią.

Posłuchaj, by dowiedzieć się więcej!

  • Dowódcy polscy zakładali, że nadejdzie pomoc od zachodnich sojuszników. Czy mieli ku temu podstawy?
  • Sowieckie wsparcie ogniowe było konieczne, by myśleć o zwycięstwie zrywu. Ale czy politycznie można było to wygrać?
  • Powstanie miało być powszechne. Jak to się stało, że skupiło się na Warszawie?

DOSTĘP PREMIUM