Nie będzie procesu za "k...wę". Sprawa przeciw Jerzemu Owsiakowi została umorzona

Umorzeniem skończyła się sprawa Jerzego Owsiaka, oskarżonego o publiczne użycie przekleństw. Wrocławski sąd kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa.

Lider WOŚP przyjechał do sądu razem z żoną i rzecznikiem WOŚP, Krzysztofem Dobiesem.

Chodzi o zdarzenie z listopada 2017 roku, kiedy to Owsiak podczas spotkania autorskiego wokół jego książki "Obgadywanie świata", w swojej wypowiedzi użył wulgaryzmów – a dokładnie słowa "k**wa".

Donos na szefa WOŚP złożyła anonimowa osoba, którą obraziły jego słowa. Takie zachowanie miałoby podpadać pod art. 141 Kodeksu Wykroczeń, wedle którego: "Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany".

Spotkanie autorskie Owsiaka odbyło się we wrocławskim Empiku. Opowiadał on jedną z historii ze swojego życia, w której padło przytoczone przekleństwo. Jak mówi sam Owsiak, zawsze uprzedza na swoich spotkaniach, że zdarza mu się używać przekleństw.

Donos złożyła anonimowo w czerwcu tego roku osoba, która oglądała spotkanie z Owsiakiem w internecie. Zawiadomiła ona komendę policji we Wrocławiu.

Jerzy Owsiak wypowiedział się o całym zdarzeniu na Facebooku. - Rozumiem, że podobnych donosów w różnych sprawach niemal każdy posterunek policji ma pełne szuflady. Ale ten uruchamia natychmiastowe działanie policji, która puszcza w ruch całą prawną procedurę na końcu pojawia się wezwanie, obrendowane wszelkimi formalnymi stemplami i numerami, które każe mi się pojawić we wrocławskim sądzie, aby wyjaśnić i ewentualnie odpowiedzieć za ten czyn - napisał na Facebooku.

"Owsiak zmienił polską rzeczywistość na plus. Ale nie podobają mi się jego ataki na polityków, hierarchów kościelnych"

DOSTĘP PREMIUM