Powstanie zastało Danutę Szaflarską w mieszkaniu znajomych. "Matka Boska ocaliła mi życie"

Bałam się bomb, szrapneli, granatów. Nie bałam się kul. One przelatują koło głowy i śpiewają "tiu, tiu, tiu" - tak już po wojnie Danuta Szaflarska wspominała Powstanie Warszawskie.

- Wybuch powstania zastał ją z roczną córeczką, matką i mężem, Janem Ekierem, w mieszkaniu znajomych przy ul. Polnej 36. Pierwszej nocy uczestniczyła w budowaniu barykady. Następnego dnia teren ten zajęli Niemcy - czytamy w książce "Danuta Szaflarska - Jej czas". Biografia opisuje m.in. wojenną historię artystki, w tym czas spędzony w Warszawie podczas powstania. Oto jej fragment. 

Pseudonim „Młynarzówna”

Szaflarska z rodziną zdołała uciec z  piwnicy przy Polnej i przez Jaworzyńską, Marszałkowską dotarła do skrzyżowania Wilczej i Poznańskiej, gdzie dzięki napotkanemu znajomemu znalazła dla siebie i bliskich tymczasowe lokum. 15 sierpnia 1944 r. zgłosiła się do biura BIP na ul. Mokotowskiej.

Uczestniczyła w organizowaniu koncertów BIP dla powstańców i ludności cywilnej. W koncertach tych występowali m.in.: Mira Zimińska, Mieczysław Fogg, skrzypaczka Irena Dubiska oraz Irena Kwiatkowska.

Jako łączniczka przyjęła pseudonim „Młynarzówna”. „Dostawałam rozkazy, kogo zawiadomić, gdzie będzie koncert. Taką byłam łączniczką. Cały czas biegałam. To było dużym szczęściem w czasie powstania biegać, a nie być w piwnicach. Jak się miało rozkaz, jak się działało, to człowiek mniej się bał”.

„Bomba wpadła do piwnicy, zabiła osiem osób. Młody człowiek zalewa się krwią, szczęka oberwana. Sanitariuszka wpadła w histerię, jakaś pani zaczęła już modlitwę za konających. Były nosze. Mówię do Janka: "Weź nosze". A on: „Ja tu mam rzeczy, majątek znaczy się”. „Rzuć te rzeczy”. Wychodzimy na podwórze. Młody człowiek już kona, niesiemy go. Ale umiera, nie ma rady, stracił mnóstwo krwi, ale jeszcze krzyczy: „Zabierzcie mnie stąd, ja się boję”. Popatrzyłam do góry, a tam samolot z karabinem. I kule lecą. Dałam dyla przez to podwórze na Jaworzyńską”.

Zobacz także: W głosowaniu wygrali przeciwnicy Powstania Warszawskiego. Jak to się stało, że wydano rozkaz?

74. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

Danuta Szaflarska: "Przeżyliśmy, bo wróciłam"

„Z grubej berty strzelali. Pocisk waży tonę. Wystrzeliwali co siedem-osiem minut. Jak strzelali, nie wiedzieć po co uciekałam do piwnicy, bo przecież jeśliby upadła w pobliżu, to i tak nic by ze mnie nie zostało. A mama kaszkę dla Marysi gotowała. Bomba upadła, mama upadła. I niesie potem rondelek z kaszką dumna: Popatrz – nic nie wylałam”.

„Jedna studnia na wiele kwartałów ulic. Kolejka do wody. Wokół groby. Siadaliśmy na grobach, opowiadaliśmy sobie wesołe historie. Na przykład o staruszce, która dzień i noc ciągle siedziała w piwnicy, a raz wyszła i ją trafiła kula. I bardzo to wszystkich bawiło. Mnie też”.

„U przyjaciół na rogu Wilczej i Emilii Plater. Wypenetrowaliśmy, że Niemcy mają przerwę obiadową. Ekier postanowił pograć. Jak skończył półrecital, wyjrzał przez okno i zobaczył grupkę kilkudziesięciu osób stojących na ulicy i słuchających w ciszy. Było to naprzeciwko dział. Ryzykowali życie, żeby posłuchać muzyki”.

„Jakieś mieszkanie. Piękny, młody, opalony mężczyzna chodzi, gestykuluje, bez przerwy mówi. Zapytałam rannego kolegi, z urwaną ręką, dlaczego tamten tak się zachowuje. 'Jest śmiertelnie ranny. To agonia'. Po chwili już nie żył”.

„Chodziło się po pszenicę do zakładów Haberbusch i Schiele zdobytych przez naszych chłopców. Szło się tam przez wąwóz spalonych domów. W tej scenerii na zburzonym podwórzu zobaczyłam kobietę przy prowizorycznej kuchni zbudowanej z osmalonych cegieł. Smażyła placki. Pomyślałam wtedy: Warszawa nie może zginąć”.

„Matka Boska ocaliła mi życie. Wychodziliśmy. Zawróciłam po plecak, w którym miałam obrazek z Ostrej Bramy, z Wilna. Zawróciłam, rodzina też. I zaraz bomba upadła. Przeżyliśmy, bo wróciłam. Bo się nie skierowałam w lewo, tylko w prawo”.

Chodząc po strunach fortepianu

I jest też takie wspomnienie: „Poznańska. Sąsiedni dom płonął przez trzy dni. Miałam wygodnie, w tym żarze suszyłam pieluchy. W nocy wszędzie ciemno, ale w domu, który płonął, ogień wszystko oświetlał. Jak na ekranie kinowym. Widzę mieszkanie na drugim piętrze, meble, cały pokój. I nagle w tym pokoju rusza sam rower; jedzie, bez człowieka, przez cały pokój. Ruch martwych ciał”.

I podsumowanie: „Każde miejsce, z którego wyszłam, było zbombardowane. Ale każdy, kto szedł ze mną, nie był nawet draśnięty. Nie wiem, na czym to polega. Bałam się bomb, szrapneli, granatów. Nie bałam się kul. One przelatują koło głowy i śpiewają "tiu, tiu, tiu". Śmierć chodzi blisko, a potem mówi: E... jeszcze nie... Ale co się bałaś, to twoje”. 

Z powstania wychodzili Wolską. Znowu, jak w sierpniu w drodze z Wilna, w powietrzu stał odór rozkładających się ciał. Kamienice przecięte na pół. Usłyszała muzykę. Nie wiadomo skąd. Zorientowała się, że idzie po strunach fortepianu. Znowu ten ideał i bruk!

DOSTĘP PREMIUM