Historycy stworzyli portal do odkłamywania historii. Na warsztat wzięli m.in. spot pokazany w TVP

"Nie będziemy obojętni na to, że politycy umoralniają historię na rzecz takiej a nie innej pedagogiki narodowej" - mówią historycy związani z lubelskimi uczelniami, którzy stworzyli portal ohistorie.eu.

Jak piszą twórcy portalu, "historia w Polsce stała się przedmiotem intensywnej instrumentalizacji i manipulacji". Chcą z tym chcą walczyć, propagując naukowe podejście do przeszłości, a jeśli trzeba będzie - krytycznie patrząc na to, co piszą ulegli władzy historycy.

Przykład? Pokazywana w TVP, ale też w Muzeum II Wojny Światowej animacja komputerowa "Niezwyciężeni". To właśnie jej poświęcony jest jeden z tekstów na portalu ohistorie.eu.

 

Prof. Rafał Wnuk, od ponad 20 lat badający tematykę powojennego podziemia, krok po kroku pokazał zawarte w nim półprawdy. Oto jeden z przykładów:

"Już w dziesiątej sekundzie animacji, w kontekście agresji III Rzeszy i Związku Radzieckiego na Polskę, pada zdanie:„Wojna dla Polski potrwa pół wieku”. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w produkcji filmów reklamowych główny komunikat ma się pojawić na początku i powtórnie, we wzmocnionej formie, na końcu. Dlatego też w ostatniej scenie widzimy robotników rozbijających mur, a lektor mówi:„Papież daje nam nadzieję na wygraną. Strajki ogarniają Polskę. Komuniści przegrywają. Rozpada się żelazna kurtyna. Wojna zakończona”. Producenci filmu za główny cel postawili sobie przekonać świat, że wojna nie zakończyła się w 1945 r., tylko 45 lat później. Cel o tyle trudny do osiągnięcia, że całkowicie oderwany od wiedzy historycznej" - pisze prof. Rafał Wnuk.

"Błędy, półprawdy i przemilczenia to tylko część problemu. Na odbiorcę, w stopniu nie mniejszym jak fakty, działa język opisu (...) Kluczowe znaczenie ma to, że narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby mnogiej, co jest formułą charakterystyczną dla języka propagandy" - dowodzi historyk, od lat zajmujący się powojenną historią Polski.

Jest tego coraz więcej

Twórcy nowego portalu nie kryją przy tym, że lawinowo rośnie liczba tekstów i wypowiedzi, które nie są poparte żadną wiedzą źródłową. Bywa też tak, że historyk świadomie źródłami manipuluje, na przykład część z nich pomijając. 

- Dziś sytuacja jest niepokojąca. Próbuje się pokazywać naszą przeszłość tylko i wyłącznie w jasnych barwach, uwypuklać bohaterstwo, heroizm czy martyrologię, a niestety, nie służy to rozumieniu bardzo skomplikowanych struktur i mechanizmów, które tworzą historię - mówi prof. Piotr Witek z Instytutu Historii UMCS, a jednocześnie redaktor nowego portalu. - Nie będziemy obojętni na to, że politycy umoralniają historię na rzecz takiej a nie innej pedagogiki narodowej, ale także nie będziemy obojętni na to, że niektórzy z naszych kolegów, profesjonalnych historyków - że tak powiem - wybrali przyszłość i analizę naukową w faktografii zastąpili niestety analizą ideologiczną - dodaje dr Ewa Solska.

Historycy zapowiadają, że nie zgodzą się na pisanie historii od nowa i na kwestionowanie wypracowanych w trakcie badań ustaleń naukowych. Alarmują, że to, co przez niemal trzy ostatnie dekady starano się badać, to co wydawało się stanowić uzgodnioną podstawę faktograficzną, teraz "zostało brutalnie zakwestionowane".

- Dla przykładu, kwestionuje się ustalenia związane ze zbrodnią w Jedwabnem, robią to oficjalnie historycy, dziś wysoko postawieni w Instytucie Pamięci Narodowej. Kolejny przykład: ataki na nowoczesne koncepcje uprawiania humanistyki, na przykład gender studies, gdzie niektórzy wygłaszają wykłady  o "bolszewickich korzeniach gender", nie mając kompetencji, aby w ogóle o tym mówić - dodaje Piotr Witek.

Inne przykłady to relacje polsko-ukraińskie czy powojenne podziemie antykomunistyczne i niepodległościowe (Żołnierze Wyklęci) - w tych tematach także pojawia się ostatnio dużo "nowych ustaleń".

Skąd ten pomysł?

Wszystko zaczęło się wiosną 2017 roku, kiedy to grupa lubelskich naukowców zainicjowała cykl spotkań i dyskusji. Na początku w wąskim, akademickim gronie. Byli zaniepokojeni m.in. nasilającymi się ingerencjami w sposób prowadzenia badań naukowych czy personalnymi atakami na konkretne osoby, choćby na dr. Adama Puławskiego z lubelskiego IPN. Historyk ten pracował w IPN ponad 17 lat. Badał relacje polsko-żydowskie w czasie wojny. W lutym dowiedział się, że ma zostać od badań odsunięty. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

W trakcie spotkań historycy doszli do wniosku, że ze swoją wiedzą i opiniami powinni wyjść na zewnątrz. - Uznaliśmy, że trzeba poszerzyć grono odbiorców. A że żyjemy w czasach ekranów, mediów elektronicznych, to doszliśmy do wniosku, że trzeba stworzyć portal. Od tego zaczniemy - mówi dr Ewa Solska z Instytutu Historii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, redaktor nowego portalu.

Za powstaniem portalu stoją m.in.: prof. Rafał Wnuk z KUL, prof. Dariusz Libionka z PAN, prof. Marek Woźniak z UMCS, prof. Piotr Witek z UMCS i prof. Sławomir Łukasiewicz z KUL. Redaktorami są: Sławomir Poleszak, Ewa Solska, Małgorzata Choma-Jusińska, Dorota Bielak i Piotr Witek. Samą ideę utworzenia portalu zrealizowało Towarzystwo Historiograficzne - Koło w Lublinie, a pomocy udzielił Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN.

"Chcemy stawać w obronie standardów i wartości"

Badacze zapowiadają, że celem nadrzędnym będzie dla nich obrona standardów naukowości i fundamentalnych dla historii wartości, w tym prawdy i krytycznego spojrzenia. Argumentują, że nie może być tak, że podaje się wyłącznie przykłady bohaterstwa, pomijając czyny haniebne i całą gamę postaw pośrednich. Twórcy portalu podkreślają, że nie mają nic wspólnego z polityką. Ale nie chcą biernie patrzeć na to, co się z historią dzisiaj dzieje. - Nie będziemy przyglądać się temu, że politycy uchwalają historię czy piszą ją na rzecz linii politycznej partii rządzącej - mówi Ewa Solska.

Na portalu znajdziemy już m.in. tekst o nowej podstawie programowej do historii, autorstwa Krzysztofa Styczyńskiego, wieloletniego nauczyciela historii w jednym z renomowanych lubelskich liceów, wychowawcę wielu pokoleń olimpijczyków z historii i WOS:

"W dziale XLVIII w punkcie 7. znajduje się zapis: (nauczyciel) „wyjaśnia i omawia sposoby upamiętniania zbrodni obu okupantów oraz heroizm Polaków na przykładzie: (a) Muzeum Powstania Warszawskiego, (b) Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, (c) Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu”. W tych miejscach upamiętnieni są nie tylko Polacy, ale także inni obywatele Rzeczypospolitej, więc może lepszą formą byłoby stosowanie jednolitej terminologii „społeczeństwo polskie”, biorąc pod uwagę strukturę społeczną II RP. Tym bardziej, że w dziale XLIX w punkcie 5. jest zapis: charakteryzuje postawy społeczeństwa polskiego i społeczności międzynarodowej wobec Holokaustu, z uwzględnieniem „sprawiedliwych”, na „przykładzie…”, podczas gdy punkt 4. został ujęty w sposób następujący: „opisuje postawy ludności żydowskiej wobec Holokaustu, z uwzględnieniem powstania w getcie warszawskim”. Taki układ i rozbijanie terminologii mogą budzić zastrzeżenia co do celów takiego zabiegu" - pisze K. Styczyński.

Słuchaj o historii!

HISTORIE POLSKI - Raz w tygodniu wracamy do wydarzeń i zjawisk, które miały miejsce w ostatnim stuleciu. Na historię spoglądamy w różny sposób i z różną wrażliwością.

LECHISTAN - Alternatywna historia Polski. Podcast historyczny Adama Balcera i Pawła Sulika.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM