Kto stał za powstaniem w Treblince? "Wersja o roli AK została wymyślona dopiero w 1969 roku"

Pod nosem stolicy państwa podziemnego ginie cywilizacja żydowska obywateli RP. I co na to Armia Krajowa? - Nic - mówi w rozmowie z TOK FM Michał Wójcik, autor książki "Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci".

Książka ta opowiada o powstaniu, jakie zorganizowali i przeprowadzili więźniowie. Jego niezwykłą, wstrząsającą historię opisał dziennikarz i historyk Michał Wójcik, z którym rozmawiała Zuzanna Piechowicz.

Bezczas

Ci, których przywożono do Treblinki, trafiali na fikcyjną stację kolejową. By wyglądała realistycznie, urządzono na niej nawet kasy biletowe i depozyt, do którego Żydzi oddawali wszystkie swoje cenne rzeczy. Wisiały też rozkłady jazdy i zegar, który jednak zawsze wskazywał godzinę szóstą - jego wskazówki w tym miejscu namalowano na tarczy. - Ludzie wjeżdżali w bezczas i tam ginęli. Nikt nie miał stamtąd wyjść żywy - opowiadał Michał Wójcik.

Do Treblinki trafiło 900 tysięcy ludzi. Obóz ten działał w oparciu o prostą zasadę: z grupy tych, których przywożono, wybierano garstkę więźniów, których kierowano do robót. Przez 14 godzin dziennie pracowali przy mordowaniu ludzi. Wszystkiemu towarzyszył wszechogarniający dym i odór, z którym Niemcy walczyli, wylewając na dywany perfumy, odebrane przywiezionym do Treblinki kobietom.

"Trupy na urlopie"

W komitecie organizującym bunt znalazło się kilkadziesiąt osób.

Wiedzą, że są kandydatami na trupów. To są trupy na urlopie. Oni liczą, wiedzą, ile ludzi ginie. I wiedzą, że zbliża się kres tej machiny. Trzeba się śpieszyć. Wszyscy żyją też żądzą zemsty za rodziny, za koniec swojego świata

- mówi Michał Wójcik

Więźniowie doszli do wniosku, że ucieczki w małych grupach, 2- 3-osobowych, nie mają sensu, bo kończyło się to torturami dla tych, którzy pozostają. Dlatego postanawiają uciec wszyscy, w kilkaset osób. 

Ale już po wybuchu buntu okazało się, że pewna grupa więźniów nie przyłączyła się do niego. - Około stu osób nie wzięło udziału w powstaniu. Gdy usłyszeli strzały, to się położyli. Na początku komendant obozu darował im życie. Rozmawiał też z tymi więźniami, dopytywał, dlaczego nie uciekli. Wszyscy zostali potem wywiezieni do innego obozu i zamordowani - opowiada autor "Treblinki 43". 

"Upał był jak teraz"

2 sierpnia po południu, gdy wybuchł bunt, powstańcy podpalili oblane wcześniej gromadzoną po kryjomu benzyną baraki, wybuchać zaczęły odebrane Niemcom granaty. - 75 lat temu upał był niemożebny. Treblinka zajęła się ogniem jak stóg siana. Z odległości 15 kilometrów widać było tę łunę. I kto rusza na pomoc? Ochotnicza straż pożarna. Ale Niemcy polskich strażaków nie wpuścili - mówi Michał Wójcik.

Sam bunt zakończył się sukcesem być może dlatego, że część więźniów, byłych żołnierzy, postanowiło zostać i walczyć - do wyczerpania amunicji, choćby gołymi pięściami.

- Na 800 niewolników, 700 uciekło. Około 300-400 zostało zabitych w trakcie ucieczki. Około 100-150 ludziom udało się wydostać z kręgu obławy - wylicza autor "Treblinki 43". 

"Niemcy sami zatuszowali to powstanie"

W wyniku powstania spłonęły wszystkie drewniane baraki, zachowały się jednak murowane komory gazowe. Dlatego fabryka śmierci jeszcze przez jakiś czas działała - do jesieni w kilku transportach przywieziono około 10 tysięcy ludzi, wszystkich zamordowano. Potem teren zaorano, obsiano łubinem i postawiono jednemu z wachmanów budkę, by pilnował okolicy.

Jednak mieszkający w okolicy Polacy wiedzieli, co znajdowało się na tym terenie. Dlatego też wkrótce rozpoczęły się poszukiwania, o których w swojej książce "Złote żniwa" pisał Jan Tomasz Gross. Ale zdarzały się też postawy heroiczne.

- Jechiel Reichman uciekał i trafił wyczerpany do jakiejś chałupy na skraju wsi, tam zastał kobietę, bardzo biedną. Rzucił się błagać o pomoc. I ona, wzruszona, ofiarowała mu rzecz najcenniejszą, jaką miała. Białą koszulę jej męża, którego nie było w domu. Biała koszula - to było bardzo ważne. Mógł się w nią przebrać i wyglądać jak chłop. To przebranie, ta zbroja uratowała mu życie. On przeżył wojnę. W 1945 roku dziennikarka Rachela Auerbach przyjechała do Treblinki dokumentować zbrodnię. Reichman zaprowadził ją do tego domu, znalazł tę kobietę. I oddał jej nową koszulę - opowiada Michał Wójcik.

"AK odbiło Treblinkę. W 1969 roku"

Zuzanna Piechowicz zapytała o stosunek, jaki miała do powstania Armia Krajowa. - Pod nosem stolicy państwa podziemnego, a jak wiadomo AK była największą podziemną organizacją na świecie, w odległości 80 km ginie cywilizacja żydowska obywateli RP. To nie są Szwedzi czy Rosjanie, tylko Polacy. Oni giną. I co na to AK? Wiemy, co się stało. Nic się nie stało - mówi Michał Wójcik.

A po chwili dodaje, że funkcjonuje wersja, jakoby Treblinkę odbiło AK. - Feler polega na tym, że zrobiła to dopiero w 1969 roku. Bo właśnie wtedy pojawiły się takie relacje i taka właśnie wersja. Że to nie Żydzi. "Żydzi byli zbyt tchórzliwi" - cytując wstrząsające relacje historyka Jana Gozdawy Gołębiewskiego. Zresztą akowca, bardzo dzielnego człowieka - stwierdził Wójcik. Jak dodał, właśnie Gołębiewskiemu udało się dotrzeć, do "dowódcy tego polskiego powstania", Władysława Rażmowskiego ps. "Poraj". Był to lokalny partyzant, i - jak podkreślał autor "Treblinki 43" - bardzo dzielny człowiek, wielokrotnie odznaczony.

- Został wyznaczony przez AK, aby "zdobyć Treblinkę" i wszystko skrupulatnie opisał: plan, ataki, 60 ludzi pod bronią, nazwiska podawał. Wszystko to jest wyssane z palca, to jest nieprawda - podsumował Wójcik.

W tle mamy '68 rok, w tych moczarowskich głowach powstał pomysł, aby wprowadzić do polskiej historiografii wersję polskiego, bohaterskiego powstania za naszą i waszą wolność, ramię w ramię z Żydami. Ta wersja utrzymuje się do dzisiaj. Nikt nie napisał, że to bujda wyssana z palca. Ja to robię

- stwierdza Wójcik.

Jego zdaniem fakt, że wersja o kluczowej roli AK powstała po wojnie, świadczy o wyrzucie sumienia, trawiącym środowisko kombatanckie. - Sami akowcy wymyślili tę wersję, coś ich gryzło, skoro dopuścili się tego kłamstwa treblińskiego. Wymyślili to powstanie, bo wiedzieli, że ono powinno być - wskazuje Wójcik. 

Posłuchaj tej niezwykle poruszającej rozmowy! Dowiesz się z niej:

  • kim byli "szczęśliwcy", którzy w Treblince nie ginęli od razu?
  • jak to możliwe, że w fabryce śmierci udało się przygotować coś tak skomplikowanego, jak powstanie?
  • o historii Masaryka, charyzmatycznego Czecha, który przeżył własną śmierć
  • kim byli przywódcy powstania i co się z nimi stało?
  • na co w Auschwitz czekał i się nie doczekał Witold Pilecki?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM