Sędzia na FB o końcu niezależnego sądownictwa. "Obyście spotykali niezależnych sędziów, tylko oni zostaną"

"Dziękuję wszystkim protestującym za wsparcie, ale to koniec. Żadna władza wykonawcza nie odda już tak zdobytego pola bez względu na opcję" - napisał w osobistym poście na Facebooku sędzia sądu w Gdyni.

Sędzia Piotr Jędrzejewski zamieścił post publiczny, czyli widoczny dla każdego, nie tylko dla jego znajomych. Napisał w nim o tym, jak podchodził do kolejnych działań władzy, określanych jako "reforma wymiaru sprawiedliwości". Podkreślił przy tym, że od zawsze orzekał w Sądzie Rejonowym w Gdyni i "nigdy nawet nie wybierał się wyżej".

Przyznał, że swoją pracę zawsze bardzo lubił, cenił i warunki pracy, i niezależność oraz niezawisłość. Choć, jak dodał, każda władza, również za czasów PO, jakieś zakusy na wymiar sprawiedliwości miała. - Władza tak ma - stwierdził. Jednak, jak podkreślił, na poziomie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego czy Krajowej Rady Sądownictwa udawało się je stopować.

- Na dole struktury, gdzie jestem, tych nacisków ani ograniczeń nie było widać, bo każdy robił swoją robotę najlepiej, jak umiał i potrafił. Dlatego też sędziowie w swojej masie są jak wszyscy Polacy. Robią to, co mają - sądzą. Zmiana władzy mogła nawet tchnąć trochę nadziei na zmiany, bo ich potrzeby widzieliśmy, ale raczej nie strukturalne, a proceduralne i prawne, usprawniające procesy - wyjaśniał sędzia. 

Sędzia Jędrzejewski przyznał, że gdy pod koniec 2015 roku rozmontowywanie systemu rozpoczęło się od Trybunału Konstytucyjnego, nie był tym jakoś szczególnie przerażony. Nie miał bowiem najlepszego zdania o jego dotychczasowej działalności. Ale gdy sprawa zaczęła dotykać Sądu Najwyższego, pojawiło się zaniepokojenie. Choć i tu, gorzkich słów na temat jego funkcjonowania nie szczędził:

Wciąż były to "tłuste koty" o lata świetlne od nas, często teoretycy bez doświadczenia na pierwszej linii, wydający w różnych składach sprzeczne wyroki. I może jasny system awansów by to zmienił. Niektórzy nie orzekali w I instancji od 20 lat, a jednak w tym czasie charakter pracy sędziego i jej ilość zmieniła się niewyobrażalnie

- argumentował. Jednak przyznał, że kolejne nowelizacje ustawy o SN stawiają pod znakiem zapytania przyszły autorytet tego ciała.

Wskazał wreszcie na sądownictwo powszechne, jemu najbliższe, gdzie zmiany również stały się faktem. Wyliczał m.in. rotację na stanowiskach prezesów, przenoszenie sędziów bez możliwości odwołania się od takiej decyzji, niejasny system przydziału spraw.

I wreszcie wspomniał o Krajowej Radzie Sądownictwa, której dwóch członków w bezpośrednich rozmowach deklarowało, że idzie tam bronić sądownictwa. - A nikt nie wstał i nie trzasnął drzwiami, wychodząc, gdy poseł Pawłowicz przedstawiała swoją listę - napisał. Chodzi o tzw. czarną listę sędziów, którą na posiedzeniu KRS rozdała jej członkom Krystyna Pawłowicz, a na której miały się znaleźć nazwiska tych sędziów, którzy - zdaniem posłanki PiS - nie powinni dalej orzekać.

Na sam koniec przeszedł do ostatniej decyzji Sądu Najwyższego, który zdecydował o zawieszeniu działania ustawy przenoszącej sędziów SN powyżej 65. roku życia w stan spoczynku i zadaniu pytań w tej sprawie Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jak przyznał, uderzyła go nie tyle postawa sądu, co reakcje na nią - w szczególności kancelarii prezydenta oraz prezes obecnego Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, która - jak to ujął - dała głos jak rasowy polityk. Stwierdził, że wtedy zrozumiał, iż nastał koniec niezależnego sądownictwa.

Więcej o reakcji kancelarii prezydenta na decyzję SN posłuchasz tutaj:

Dziękuję wszystkim protestującym za wsparcie, ale to koniec. Żadna władza wykonawcza nie odda już tak zdobytego pola bez względu na opcję. Pozostaną już tylko niezależni sędziowie. Obyście ich spotykali na swojej drodze

- napisał. Dodał, że post można udostępniać. - Jeśli to nada się na dyscyplinarkę, to cóż - zakończył.

Zapytany przez nas o motywację zamieszczenia tak osobistego postu, sędzia Jędrzejewski stwierdził, że wszystko, co miał do przekazania, znalazło się we wpisie. Przyznał, że jako że jest on publiczny, może być wykorzystywany jako jego zdanie.

Pod postem pojawiło się wiele komentarzy, w których dziękowano sędziemu za te słowa. Kilkoro adwokatów zadeklarowało, że w razie konsekwencji prawnych związanych z publikacją wpisu są gotowi spierać go pro bono.

Chcesz wiedzieć, o co chodzi w walce o sądownictwo? Posłuchaj:

Co oznacza decyzja Sądu Najwyższego o zwróceniu się z pytaniami do TSUE? Jak to wszystko rozumieć?

- Nie walczymy o sądy, tylko o własne bezpieczeństwo. Bez sądu, spór przeniesie się gdzie indziej i to będzie anarchia. Przestaniemy być bezpieczni – mówiła w TOK FM prof. Monika Płatek, karnistka.

Rozmowa z sędzią, który zdecydował się kandydować na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Jak mówi, by nie dać sobie zamknąć ust.

Kto jest I prezesem Sądu Najwyższego? Zagadkowa odpowiedź rzecznika KRS

DOSTĘP PREMIUM