Musk słusznie myśli o rzuceniu giełdy. "Trudno na jednej platformie mieć sprzedawców i węgla, i marzeń"

- Elon Musk może mieć rację. Giełda nie jest dla każdej spółki - stwierdził Adam Niewiński, współzałożyciel funduszu OTB Ventures, który był gościem Magazynu EKG.

Elon Musk w środę zamieścił na Twitterze wpis, w którym zadeklarował, że zastanawia się nad wycofaniem Tesli z giełdy. Tłumaczył, że presja na wyniki i konieczność ich raportowania co kwartał utrudnia długofalowy rozwój firmy. Wszystkie inwestycje w takich raportach wypadają niekorzystnie - są to bowiem wydane pieniądze.

Jaki pomysł przedstawił Musk? Każdy z inwestorów, który posiada akcje firmy produkującej auta elektryczne, miałby dostać 420 dolarów za sztukę. Tweet wywołał gwałtowny wzrost wartości akcji, których kurs poszybował o ok. 7 proc. w górę. Finalnie zdecydowano o zawieszeniu notowań firmy.

Czytaj też: Ciemna strona Muska. "Podcina gałęzie pod wynalazkami, z których będą korzystać nasze dzieci"

Tesla jest za młoda

O tym, że ekscentryczny miliarder może mieć rację, mówili goście Aleksandry Dziadykiewicz w Magazynie EKG. - Giełda nie jest dla wszystkich. To nie jest tak, że każda spółka na każdym etapie działalności powinna trafiać na giełdę. Giełda co do zasady powinna być dla spółek, które mają już bardzo dojrzałą skalę, powtarzalny biznes i powtarzalne wyniki, żeby raportowanie kwartalne nie stanowiło aż takiego problemu - stwierdził Adam Niewiński.

Przekonywał jednocześnie, że Tesla jest wciąż jeszcze firmą młodą, dynamiczną, dlatego można o niej powiedzieć wiele, ale nie to, że jest "nudno powtarzalna". Jednocześnie może być wyceniana zbyt wysoko.

- Trudno na jednej platformie mieć firmę, która sprzedaje węgiel, i firmę, która sprzedaje marzenia - stwierdził Ryszard Wojtkowski, prezes Resource Partners. Zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię - Tesla nie wykazuje zysków, więc akcjonariusze mogą czuć się zniecierpliwieni.

Jednocześnie pokusił się o zestawienie wyjścia z giełdy nowojorskiej, której wartość w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła o 70 proc., z ewentualnym wychodzeniem z giełdy warszawskiej, która w tym samym czasie straciła 4 proc. wartości. - U nas uzasadnienie jest inne (niż w przypadku Muska - red.). Myśmy giełdę nadregulowali, co nie przełożyło się na zwiększenie bezpieczeństwa inwestorów, czego przykładem jest GetBack  - tłumaczył, odwołując się do głośnej ostatnio sprawy spółki zajmującej się odzyskiwaniem długów.

"Musk potrzebuje kapitału na marzenia"

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW zgodziła się z wnioskiem, że giełda nie musi być dla Tesli najlepszym miejscem. - Musk sprzedaje marzenia, a nie produkty. Dzisiaj potrzebuje dużej ilości kapitału, a nie potrafi wygenerować tego, czego oczekują inwestorzy giełdowi, czyli zysku - tłumaczyła. Choć dodała, że notowana na giełdzie Tesla wciąż jeszcze może dać inwestorom zysk wynikający ze wzrostu ceny akcji.

Starczewska-Krzysztoszek zwróciła jednak uwagę, że firmy takie jak Tesla mogą szukać źródeł finansowania na inne sposoby. - Nowe technologie tworzą mnóstwo nowych możliwości. Mamy blockchain, mamy tokenizację akcji (token to cyfrowy odpowiednik udziałów, przypisany do konkretnej osoby - red.), - wyliczała i dodała, że są już przykłady firm, które też nie zarabiały, a wypuszczały tokeny, w ten sposób pozyskując środki na działalność. Wskazała, że były to właśnie takie firmy, które obracały się raczej w sferze marzeń, a nie realnych produktów.

Sam Musk, w kolejnych wpisach na Twitterze, wyrażał nadzieję, że w razie realizacji jego pomysłu dotychczasowi akcjonariusze pozostaną z firmą. Powstać miałby specjalny fundusz celowy - podobnie jak w przypadku firmy SpaceX, wysyłającej rakiety w kosmos.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM