Berliński Wunderteam. 3 powody, dla których naszym lekkoatletom poszło lepiej niż piłkarzom

Gwiazdami lata polskiego sportu mieli być drużyna Adama Nawałki z Robertem Lewandowskim. Prawdziwymi gwiazdami zostali zaś lekkoatleci, którzy z ME przywieźli 12 medali, w tym 7 złotych.

Biało-czerwoni do końca walczyli o pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej zakończonych w niedzielę berlińskich mistrzostw Europy. Na ostatniej prostej ustąpili tylko Brytyjczykom.

Tak, ME to nie igrzyska olimpijskie, gdzie konkurencja jest dużo większa i o medale trudniej.

Tak, Polska mogła wypaść jeszcze lepiej, bo o krok od medalu był chociażby Piotr Lisek. Tyczkarzowi 5,90 nie wystarczyło do medalu w genialnym finale, który wygrał 19-letni Szwed Armand Duplantis z rekordem ME - 6,05.

Ale mimo takich wątpliwości - lekkoatleci z młociarzami na czele spełnili oczekiwania kibiców i przywieźli z Berlina 12 medali. Dokładnie tyle, ile dwa lata temu z Amsterdamu. Złotych krążków było tym razem nie sześć, lecz siedem.

Po pierwsze: regularność

Ta regularność jest budująca, tym bardziej jeśli zestawić ją dokonaniami piłkarzy.

Gdy już wydawało się, że w końcu reprezentacja jest przewidywalna, a Legia Warszawa potrafiła po latach posuchy awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów, lato 2018 sprowadziło kibiców kopanej na ziemię. Na MŚ w Rosji kadra nie dała rady Senegalowi i Kolumbii. I po fazie grupowej tradycyjnie wróciła do domu. W europejskich pucharach Legia skompromitowała się z kolei ze słowackim Spartakiem Trnava i sen o Lidze Mistrzów wybili jej z głowy między innymi piłkarze niechciani w przeciętnych klubach naszej Ekstraklasy.

Lekkoatleci za to sprostali oczekiwaniom, choć wielu z nich podkreślało, że najważniejsza impreza - igrzyska olimpijskie Tokio 2020 - dopiero przed nimi.

Po drugie: charakter

To, co rzuca się od razu w oczy, gdy spojrzeć na sukces naszych lekkoatletów, to ich charakter. Część z nich zdobywała medale mimo przeciwności losu.

Sofia Ennaoui wywalczyła srebro na 1500 metrów, mimo że, jak mówiła TOK FM bezpośrednio po starcie i dekoracji medalowej, jeszcze dwa tygodnie temu była chora i miała zatrucie pokarmowe, które wykluczyło ją na tydzień z treningu.

Bardzo niekorzystny kalendarz zawodów nie przeszkodził też wywalczyć złota naszej sztafecie 4 x 400 metrów kobiet. Sukces sztafety poprzedził triumf Justyny Święty-Ersetic w biegu indywidualnym.

Warto przypominać, że Święty-Ersetic i druga z Polek - Iga Baumgart-Witan - między jednym a drugim finałem na odpoczynek miały niespełna półtorej godziny. I jak podkreślała nasza podwójna złota medalistka - zaraz po biegu indywidualnym nawet nie miała okazji nacieszyć się złotym medalem. - Wiedziałam, że czeka mnie jeszcze bardzo trudny bieg w sztafecie - mówiła TOK FM.

Po trzecie: pokora

Niektórzy z naszych lekkoatletów, np. Anita Włodarczyk, potwierdzili w Berlinie, że nie mają sobie równych.Polska młociarka wywalczyła po raz czwarty z rzędu złoty medal.

Ale bez względu na to, czy zwycięstwo było spodziewane i bezdyskusyjne, czy było niespodzianką, a wyszarpać je trzeba było, jak Paulina Guba w finale pchnięcia kulą - w ostatniej próbie, polscy sportowcy przed kamerami i mikrofonami także pokazywali klasę.

Włodarczyk złoto dedykowała zmarłej niedawno polskiej lekkoatletce wszech czasów - Irenie Szewińskiej. O żałowała, że nie udało jej się rzucić 80 metrów, choć przecież i tak pobiła rekord mistrzostw Europy.

Adam Kszczot, który jako pierwszy w historii zawodnik zdobył po raz trzecie z rzędu tytuł mistrza Europy w biegu na 800 metrów, niemal po każdym biegu podkreślał jak wiele pracy i wyrzeczeń kosztują zwycięstwa.

A trener naszej złotej sztafety 4x400 Aleksander Matusiński, pytany czy teraz już czas, by Polki stawiły czoła najmocniejszym na świecie Amerykankom, odparł skromnie, że „znają swoje miejsce w szeregu i najpierw chcą pobić rekord Polski”; Amerykanki „to jeszcze nie ich poziom”.

W takim właśnie podejściu - realizowanym w praktyce, tkwi być może najważniejszy klucz do sukcesu polskich lekkoatletów w Berlinie.

DOSTĘP PREMIUM