Stawiszyński: Wypowiedź Błaszczaka nie licuje z postawą chrześcijańską, ani katolicką doktryną

Mariusz Błaszczak nazwał osoby biorące udział w Marszu Równości w Poznaniu sodomitami. Tomasz Stawiszyński zwraca uwagę, że pogarda, której dopuścił się minister, jest sprzeczna z katolicką doktryną. A PiS przecież chce być jej obrońcą.

Tomasz Stawiszyński, dziennikarz TOK FM, odniósł się do słów szefa resortu obrony, Mariusza Błaszczaka, które padły na antenie telewizji Trwam. Chodziło o wypowiedź dotyczącą Marszu Równości, który odbył się w ostatnią sobotę (11 sierpnia) w Poznaniu. 

"Mieliśmy tam do czynienia z takim zdarzeniem, że (odbyła się – red.) kolejna parada sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych" - mówił minister o osobach biorących udział i organizujących wydarzenie. 

Czytaj też: Jacek Dehnel objaśnił Biblię ministrowi oburzonemu paradą równości. "Sam jesteś sodomitą, Błaszczaku"

- Ta skandaliczna odpowiedź jest warta odnotowania. Zarówno dlatego, że padła z ust ważnego urzędnika państwowego, jak i dlatego że padła na antenie rozgłośni, która chce uchodzić za katolicką. Która chce uchodzić za ośrodek głoszenia ewangelii - zaznaczył dziennikarz TOK FM. 

Według Stawiszyńskiego, słowa ministra Błaszczaka nie licują nie tylko z piastowanym przez niego stanowiskiem, ale po prostu "z elementarną przyzwoitością". 

- Wypowiedź ta nie licuje także w żadnym razie z tym, co wiąże się z postawą chrześcijańską i z tym także, co w odniesieniu do osób o odmiennej niż heteroseksualna orientacji nakazuje mówić katechizm Kościoła Katolickiego i nakazuje mówić katolicka doktryna - tłumaczył dziennikarz prowadzący m.in. program Godzina Filozofów. 

Niepokojąca brutalizacja języka

Stawiszyński zwrócił uwagę, że język, którego użył minister obrony, był słyszalny w polskiej debacie publicznej na początku lat 90. - Wtedy jeszcze pojawiały się jakieś takie egzotyczne figury, które tego rodzaju teksty wygłaszały - stwierdził prowadzący. 

- Natomiast ten powrót do buty i chamstwa, do najgorszego prostackiego chamstwa i pogardy dla innych, dla tych którzy mają odmienne zapatrywania, którzy są inni aniżeli ja sam, otóż ta pogarda i ta buta, to samo zadowolenie, które widoczne było na obliczu ministra, to jest wszystko naprawdę bardzo niepokojące - stwierdził i dodał, że jest to moment, w którym powinno zapalić się wśród obywateli czerwone światło. 

Czytaj też: "Za tym tęczowym kawałkiem materiału stoi człowiek". Kowalska odpowiada Wróblowi i Sutrykowi [POLEMIKA]

Dziennikarz zaznaczył, że jest możliwe, że nie jest to wyraz "mentalności, która [w PiS - red.] gremialnie zapanowała, tylko wypowiedź jednego człowieka". - Który już niejednokrotnie dawał wyraz swoim słabym kompetencjom społecznym, nie nadmiernie rozwiniętej empatii i braku pewnego rodzaju ogłady w interakcjach z innymi ludźmi - mówił Stawiszyński. - Oby tak było - wyraził nadzieję, ale zaznaczył, że można to także potraktować to jako coś bardzo niepokojącego: - Ten rodzaj brutalizacji języka, która idzie po linii oczywistej dyskryminacji i pogardy - wyjaśnił. 

DOSTĘP PREMIUM