W kinach rywalizują dwa filmy o Dywizjonie 303. A jaka była prawdziwa historia słynnej formacji?

W sierpniu do kin trafiły dwa filmy o Dywizjonie 303, najbardziej znanym polskim pododdziale lotnictwa myśliwskiego. Jednak co jest prawdą, a co fikcją? O tym w TOK FM mówił prof. Michał Leśniewski.

Dla wielbicieli kina i historii jednoczesne pojawienie się dwóch filmów (tę samą tematykę od roku porusza również musical "Piloci" w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma) na ten sam temat może być okazją do ciekawych porównań. Jednak ci mniej zorientowani mogli nie zauważyć, że są dwa filmy. Autorzy polskiej wersji historii Dywizjonu 303 na plakatach umieścili adnotację "Nie pomyl filmu!", aby zapobiec wszelkim wątpliwościom.

Morawiecki nie powinien mieć magistra z historii? Prof. Śpiewak: Ma małą wiedzę. Coraz mniejszą

O historii Dywizjonu 303 mówił gość Radia TOK FM, prof. Michał Leśniewski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

To była elita wśród elit

- Środowisko polskich pilotów było bardzo specyficzne, prawdziwa elita wśród elit. Jacy to byli ludzie? Wystarczy sobie przypomnieć, jak Henryk Żwirko (syn słynnego polskiego lotnika Franciszka Żwirki - przyp. red.) zrzucał swojej dziewczynie kwiaty z samolotu prosto na próg jej domu. To pokazuje, jaki to był typ mentalności - opowiada Michał Leśniewski. 

Gość Radia TOK FM tłumaczył, że w czasie II wojny światowej Polacy mieli niesamowity pęd do działania, jednak po dwóch przegranych kampaniach brakowało do nich zaufania. Anglicy długo nie mogli podjąć decyzji o włączeniu polskich żołnierzy do walki. Dlatego Dywizjon 303 ruszył do akcji dopiero 24 sierpnia 1940 roku, kilkanaście dni po rozpoczęciu przez Brytyjczyków głównych działań wojennych. 

Problemy językowe polskich pilotów

Piloci z Dywizjonu 303 byli elitą, jednak nie znali języka angielskiego. Przed II wojną światową w Polsce popularnymi językami były niemiecki i francuski. Kiedy rozpoczęła się bitwa o Anglię, Polacy mieli bardzo mało czasu, aby nauczyć się porozumiewać z angielskimi pilotami. Zwyczajowe było zapraszanie członków polskiej formacji na kolacje u brytyjskich kolegów, którzy starali się im pomóc w nauce języka.

- Uważano, że po dwóch przegranych kampaniach polscy piloci mają słabe morale. A do tego nie znali języka, używali innego systemu metrycznego. Na naukę mieli zaledwie dwa miesiące. Mimo takich przeszkód odnieśli wielki sukces - opowiada prof. Michał Leśniewski w rozmowie z Maciejem Zakrockim.

Kinowa walka na dywizjony 

Pierwszy na ekrany kin trafił film "303. Bitwa o Anglię" brytyjskiego reżysera Davida Blaira. Premiera odbyła się 17 sierpnia tego roku. Dowódcę dywizjonu Witolda Urbanowicza zagrał Marcin Dorociński. W rolę kanadyjskiego pułkownika Johna Kenta wcielił się syn Mela Gibsona, Milo. Za to postać Jana Zumbacha odegrał gwiazdor serialu "Gra o Tron" - Iwan Rheon. 

Jak czytamy w recenzji Bartosza Godzińskiego w NaTemat.pl, polscy żołnierze w brytyjskiej opowieści o Dywizjonie 303 są tu przedstawieni jak banda wyrzutków nie znających języka angielskiego. "Są aroganccy, honorowi, nie wylewają za kołnierz (nawet w przededniu bitwy), ale jak potrzeba wygrać wojnę, to pierwsi wejdą w kamasze. Krótko mówiąc: do bitki i do wypitki" - pisze i dodaje, że "303. Bitwa o Anglię" jest pełna niedomówień i skrótów myślowych. 

Na angielskim filmie nie pozostawia suchej nitki również dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska, która podzieliła się swoją opinią w internecie. Według niej film ten nawet nie udaje kina, Milo Gibson zasługuje na miano "drewna roku", a spojrzenie Iwana Rheona określa jako "betonowe".

"Mam skalę porównawczą. I mimo patriotyzmu, mimo chęci i kredytu zaufania, nie kupuję tego, co wylało się na mnie i niemal nie zabiło w kinie pod postacią tego tworu. Tego humbuka sprzedawanego jako kino, choć jest to taniutki, telewizyjny produkcyjniak. Zrobiony byle jak, bez ikry, bez wizji czy grama talentu, w którym nawet męczy się Dorociński, ale żaden aktor, nawet jego klasy, nie ożywi scenariuszowej i mentalnej mielizny. Nuda, panie, nuda."

Wersja polska

Kolejny film o żołnierzach z bohaterskiej jednostki, to tym razem polska produkcja "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" w reżyserii Denisa Delicia. Dowódcę Witolda Urbanowicza zagrał tu Piotr Adamczyk. Poza tym w obsadzie znaleźli się między innymi Maciej Zakościelny, Jan Wieczorkowski, a także jeden z autorów scenariusza, Jacek Samojłowicz. 31 sierpnia film będzie miał swoją premierę w polskich kinach.

O obu produkcjach kinowych wypowiedział się krytyk Tomasz Raczek. Choć obu produkcjom daje słabą ocenę (brytyjskiemu daje 4/10 punktów, polskiemu 5/10), dużo cieplej wypowiada się o filmie Delicia:

"Czuje się, że ten film zrobiono 'ku pokrzepieniu serc' bo na każdym kroku eksponuje on sukcesy Polaków - zarówno w mundurze, jak i bez munduru. To prawda, scenariusz czasami ma dziury, ale historia w końcu opowiedziana zostaje po bożemu, a widz ma trochę takie wrażenie, jakby czytał książkę Arkadego Fiedlera "Dywizjon 303". Ja czytałem ją bardzo dawno temu, ale z lektury pamiętam podobne wrażenia, jak te po obejrzeniu filmu" - pisze Tomasz Raczek na jednym z portali społecznościowych.

Książka "Sprawa honoru" dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Chcesz dowiedzieć się więcej? Posłuchaj podcastu! Dowiesz się:

  • Ilu było polskich pilotów uczestniczących w walkach powietrznych podczas II wojny światowej?
  • Dlaczego polscy piloci odnieśli wielki sukces?
  • Za co Anglicy cenili polskich pilotów najbardziej?

 

Czy wybierasz się do kina na film o Dywizjonie 303?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM