15 mln dla córki Żołnierzy Wyklętych? Przed sądem o życiu z piętnem "dziecka bandytów"

Magdalena Zarzycka-Redwan chce rekompensaty za doznane krzywdy. M.in. za to, że nagminnie mówiono o niej "dziecko bandytów", za to, że na skutek strasznych przeżyć z dzieciństwa popadła w depresję.

Magdalena Zarzycka-Redwan domaga się 15 milionów zł. To pierwszy taki proces w Polsce.

Rodzice kobiety - Stefania i Władysław Zarzyccy - współpracowali z oddziałem kapitana Zdzisława Brońskiego, pseudonim "Uskok". W ich gospodarstwie niedaleko Lublina wielokrotnie kwaterowali partyzanci, w tym m.in. mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" ze swoim sztabem.

W 1949 roku, w kwietniową noc gospodarstwo zostało otoczone przez siły SB. W domu Zarzyckich przebywali wówczas partyzanci. Im – udało się uciec, ale gospodarze zostali aresztowani. Trafili do więzienia na Zamku Lubelskim, gdzie ich przesłuchiwano i torturowano. Stefania była wtedy w zaawansowanej ciąży.

Mama Magdaleny Zarzyckiej-Redwan zmarła w więzieniu tuż po urodzeniu córki. Ojciec dostał wyrok 15 lat więzienia za działalność w antykomunistycznym podziemiu. Wyszedł na wolność dopiero w 1956 roku.

Dziewczynka przed 2 pierwsze lata życia wychowywała się w więzieniu, potem tułała się po domach dziecka.

Kobieta nie kryje, że złożenie wniosku o odszkodowanie to kolejny krok w walce o prawdę. Wcześniej, w latach 90. XX wieku  doprowadziła do wydania wyroku uniewinniającego, czyli do sądowej rehabilitacji swojego ojca.

Opowiedziała, co pamięta

Zarzycka-Redwan pobyt w więzieniu odtwarza na podstawie opowieści innych więźniarek z Zamku Lubelskiego. Kobiety znały jej mamę, a po jej śmierci - opiekowały się małą, rezolutną dziewczynką. To od nich usłyszała, jak „wycierały jej nos”. Dowiedziała się, że mama w więzieniu dostała krwotoku i urodziła córkę jako wcześniaka i zaraz potem zmarła.
Po dwóch latach w więzieniu mała Magda trafiła do prowadzonego przez zakonnice domu dziecka.

- Traktowano nas bardzo różnie. Mam dobre wspomnienia, na przykład cukierki, które były chowane w dziurach w drzewach. Ale pamiętam też to, jak zakonnice nas biły - mówiła dziś przed sądem. Pokazała też bliznę na lewej części brzucha, która powstałą - jak utrzymuje kobieta - na skutek kopania przez jedną z zakonnic. Kobieta opowiadała, że w placówce wszystko odbywało się na czas, również kąpiel i załatwianie potrzeb fizjologicznych. Jak wspominała, w domu dziecka były balie, w których po kolei kąpano dzieci oraz tylko dwie toalety. A dzieci było dużo więc, więc codziennie stać trzeba było w kolejce.  - To okropne wspomnienia - mówiła pani Magdalena.

Z placówki w Łabuńkach jako 3,5-letnia dziewczynka trafia do placówki w Klemensowie, gdzie wcale nie jest lepiej.

Gdy kończy 8 lat, w jej życiu pojawia się tata

Przyjeżdża po nią do sierocińca, razem ze starszą siostrą. Wyszedł z więzienia i może zająć się dziećmi. Pani Magdalena opowiada, że - po pobycie w bidulu – miała ogromny problem z tym, by dać się ojcu przytulić czy pocałować. - Miałam opory – wspominała. Gdy powoli oswaja się z normalnością domowego, codziennego  życia, ojciec nagle umiera. Dziewczyna jest nastolatką i znów trafia do domu dziecka.

Coraz częściej słyszy, że jest córką „bandytów” czy „przestępców”.

Wie od ojca, że było inaczej, ale nikt jej nie wierzy. Wszyscy wierzą w „oficjalny przekaz”, który i jest też jej wpajany. Bywa krnąbrna, ale utrzymuje, że jej zachowanie było wynikiem tego, jak traktowali ją inni.

Zakazy

To, co wolno innym dzieciom, jej niekoniecznie. Gdy chce razem z kolegami jechać na wycieczkę rowerową, słyszy szantaż. - Wychowawcy zgadzają się, ale pod warunkiem, że na akademii szkolnej z okazji 1 Maja powiem prawdę o swoich rodzicach. Gdy mówiłam, że nie powiem, dawali mi wcześniej przygotowane kartki. Z informacją, że moi rodzice byli bandytami, partyzantami – opowiadała Magdalena Zarzycka-Redwan.

- Wolałabym umrzeć razem z mamą niż przejść to wszystko, co przeszłam – mówiła przed sądem. - To była ogromna huśtawka emocjonalna, nerwy. Uspokoiłam się dopiero wtedy, gdy udało mi się uniewinnić rodziców - przyznała ze łzami w oczach. Opowiadała o traumatycznych doświadczeniach, które miały negatywny wpływ na jej zdrowie psychiczne i późniejsze dorosłe życie. Miała depresję, musiała kilka razy leżeć w szpitalu.

Kolejna rozprawa 19 września

W 2016 roku Magdalena Zarzycka-Redwan powołała do życia "Stowarzyszenie Dzieci Żołnierzy Wyklętych". Jest aktywna m.in. w Internecie. Na jej profilu na Facebooku jest bardzo dużo komentarzy z poparciem dla jej starań o zadośćuczynienie.

"Popieram. Życzę, aby się udało" - piszą internauci. Ale są i inne wpisy. Ktoś stwierdza „Pokaźna kwota jak dla jednej osoby”. Ktoś inny pyta: „Ale dlaczego od Skarbu Państwa”?. Jeszcze inna osoba dodaje: „To były skutki okupacji Polski przez komunistów po II wojnie światowej. Roszczenia pod złym adresem!”.

Kolejna rozprawa odbędzie się 19 września.

DOSTĘP PREMIUM