Znam wiele dzieci z autyzmem, które świetnie odnajdują się w szkole. I nie ma żadnego "ale" [OPINIA]

Nauczycielka i współwłaścicielka szkoły, z której musiało odejść dwoje dzieci z autyzmem, z jednej strony przepraszają, ale z drugiej usprawiedliwiają sytuację, która jest nie do obrony.

W jednej ze szkół niepublicznych na warszawskim Bemowie dwoje dzieci z autyzmem chodziło do klasy terapeutycznej. Klasa była nieliczna, inne dzieci z niej odeszły, więc dyrekcja postanowiła dołączyć te dzieci do innej grupy, tworząc z niej klasę integracyjną.

Czytaj więcej: Dzieci z autyzmem musiały odejść z prywatnej szkoły. "Przepraszamy, ale to decyzja innych rodziców"

Rodzice dzieci ze spektrum autyzmu się bardzo ucieszyli, a dyrekcja szkoły zorganizowała spotkanie rodziców z obu klas. Na spotkaniu, jak opowiadają dwie mamy, doszło do linczu. Usłyszały, że ich dzieci nikt nie chce, że klasa tylko na tym straci, jeśli dołączą do niej ich dzieci, że obniży się poziom nauczania, że rodzice będą musieli zabrać dzieci z tej szkoły.

Stanęło na tym, że to dzieci z autyzmem musiały odejść ze szkoły, chociaż nie były dziećmi z problemami. Co więcej, chłopiec jest bardzo uzdolniony matematycznie. To jednak nie miało znaczenia – żaden argument nie przemówił  do wyobraźni dorosłych.

Co na to szkoła? Ano właśnie. W mojej rozmowie z wicedyrektorką i ze współwłaścicielką szkoły padło co prawda słowo "przepraszam", a także deklaracja, że jest im przykro, bo spotkanie z rodzicami mogło mieć inny przebieg. Tyle, że tuż po słowie "przepraszam" padło słowo "ale". Nauczycielka i właścicielka szkoły przepraszają, "ale":

  • ale rodzice mieli prawo się nie zgodzić na przyjęcie dzieci z autyzmem, bo zapisywali dziecko do klasy ogólnej, a nie integracyjnej;
  • ale nawet gdyby w spotkaniu zrobić przerwę na ostudzenie emocji – to rodzice i tak by się nie zgodzili na przyjęcie Karolka i Amelki do nowej klasy;
  • ale – w klasie integracyjnej poznanie dzieci i dopasowanie metod pracy i organizacji klasy do ich potrzeb wymagałoby czasu.

I jeszcze kilka podobnych „ale”.

Nie przekonują mnie te argumenty. Absolutnie. Znam wiele dzieci ze spektrum autyzmu, które świetnie się odnajdują w klasach i tradycyjnych, i integracyjnych. Znam chłopca, który jest laureatem kilku olimpiad, a autyzm wcale mu w tym nie przeszkadza.

Znam nastolatka, który – mając autyzm – jest self adwokatem i walczy o prawa dla innych autystów. Znam dziewczynę, która ma zespół Aspergera (spektrum autyzmu) i która dowiedziała się o tym, będąc już dorosłą i bardzo tego żałuje, bo przez lata myślała, że jest jakaś "inna". Mogłabym długo wymieniać.

Autyzm nie jest chorobą. To pewne typy zachowań, np. problemy z funkcjonowaniem w grupie, to nietolerowanie głośnych dźwięków czy nierozumienie przenośni. Ale autyzm to też piękni, fajni ludzie.

Świetnie opisuje to kampania społeczna Fundacji Ergo Sum, która właśnie ruszyła pod hasłem #ŚwiatBezR

Twórcy kampanii pokazują, że owszem, różnice między światem "typowym" a autystycznym istnieją, ale tylko od naszego podejścia zależy, w jaki sposób te różnice postrzegamy i czy mają one znaczenie. Jak można wesprzeć akcję? Wystarczy na jakiś czas lub choćby jednouazowo zastąpić R liteuą U, w tuesci postów na FB, w autykule, blogu bądź nazwie swojego fanpage'a. 

Ueasumując: w szkole na Bemowie nie dano dzieciom szansy. Uównej szansy wszystkim. Tym z autyzmem – na spuóbowanie odnalezienia się wśuód „noumalnych” kolegów. A tym „noumalnym” na puóbę integracji i naukę toleuancji. A każdy na taką szansę zasługuje i każdy powinien ją dostać. Bez żadnego „ale”. I bez „r”.

Książka o autyzmie dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

DOSTĘP PREMIUM